Sztuczna inteligencja weszła do kancelarii prawnych szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał – nie tylko jako narzędzie usprawniające pracę prawników, ale też jako pytanie, które kandydaci do pracy zadają już na etapie rekrutacji równie często, co pytania o wynagrodzenie czy rodzaj prowadzonych spraw.
O tym dla Rzeczpospolitej w felietonie „AI, czyli jak przepracować 280 godzin w miesiącu” pisze adw. Maciej Zaborowski, partner zarządzający kancelarii Kopeć & Zaborowski.
AI porządkuje dokumentację, buduje chronologię zdarzeń, porównuje wersje umów i przygotowuje pierwsze projekty pism w ułamku czasu, jaki zajęłoby to zespołowi jeszcze kilka lat temu. najważniejsze pozostaje jednak słowo „wstępnie” – przypadki prawników z Kanady i Connecticut pokazują, iż sankcje dotyczyły nie samego korzystania z AI, ale nieuczciwości wobec sądu w sytuacji, gdy narzędzie wygenerowało nieistniejące orzeczenia.
Znacznie ciszej mówi się jednak o innym problemie – rozliczeniach czasu pracy. Zadanie, które AI wykonuje w dwie godziny zamiast dziesięciu, wciąż bywa fakturowane według czasu, jaki zajęłoby bez wykorzystania technologii. Prawnik nie powinien być karany finansowo za to, iż pracuje szybciej i lepiej – kancelaria musi jednak uczciwie określić, co adekwatnie sprzedaje klientowi: czas, efekt, dostępność czy wartość swojej wiedzy i doświadczenia. Sztuczna inteligencja może więc niedługo wymusić głębszą zmianę w sposobie wyceniania usług prawnych niż jakikolwiek dotychczasowy trend na rynku.
Całość artykułu dostępna tutaj:

