Czytał pan „Przegląd fundacji rodzinnej”? To taki dokument powstały w Ministerstwie Rozwoju i Technologii, podsumowujący trzy lata działania przepisów o tych fundacjach.
Czytałem. Mam jednak wrażenie, iż autorzy widzą fundację jednostronnie, jako narzędzie nadużyć podatkowych. To raczej wizja fiskusa, a nie resortu rozwoju.
A nie było takich nadużyć?
Niestety, raport pokazuje tylko potencjalny ubytek w budżecie państwa. Nie uwzględnia tego, co się dzieje ze środkami wniesionymi do fundacji. Niektórzy próbują unikać podatku dochodowego, ale wcześniej też pewnie próbowali. Jednak jednostronna narracja, wskazująca głównie na unikanie opodatkowania nie przystoi autorowi. Pozytywnych słów o fundacjach brak, a statystyki są dość jednostronne. Nie mamy informacji w co inwestowały fundacje, ile majątku zgromadziły, ile ściągnęły z zagranicy, ani o tym, co robią ze swoim majątkiem. Mamy wyliczenia, ile to stracił budżet państwa na transakcjach na zwolnionych z CIT bez refleksji, czy w ogóle miałyby miejsce, gdyby nie wprowadzenie fundacji.
Napisano tam o ponad 6 miliardach złotych w latach 2023–2025. To chyba niemało?
Liczby robią wrażenie, ale do budżetu nie wpłynęłoby sześć miliardów złotych, gdyby opodatkować fundacje. Gdy przyjrzeć się bliżej liczbom z ministerialnego raportu, okaże się, iż ta kwota bierze się z nieopodatkowania transakcji, które w znacznej mierze miały charakter techniczny, polegający na reorganizacji majątku po wniesieniu do fundacji. Tych transakcji nie będzie w kolejnych latach i nie byłoby, gdyby fundacje nie powstały albo były opodatkowane. Ten majątek nie zmienił właściciela. Dane z raportu pochodzą z deklaracji CIT, a to przecież niepełny obraz finansów fundacji. Przecież składają one sprawozdania finansowe oraz raporty do NBP, jednak nikt nie pokusił się o przedstawienie ich pełnego obrazu ekonomicznego. Nie wiemy jakim majątkiem dysponują, jak go wydatkują, ile wypłacają świadczeń, ile wspiera cele charytatywne, ile inwestowane w Polsce, ile za granicą, ile wróciło z zagranicy, a ile tam nie wyjechało.
W raporcie zapisano, iż szef Krajowej Administracji Skarbowej wydal 77 opinii, w których wyraził uzasadnione przypuszczenie unikania przez fundacje unikania opodatkowania. Chyba jednak nie wszyscy są uczciwi?
Założyłbym jednak, iż pytają głównie uczciwi, po prostu obawiają się interpretacji urzędników. I słusznie, większość odmów bazuje na celu sukcesyjnym, mimo iż ustawa o nim nie wspomina ani razu. Wszystkich fundacji jest niemal 10 tysięcy, z czego część czeka na rejestrację, ale działają od momentu utworzenia. Nie dowiemy się choćby w ilu sprawach toczą się sprawy o nadużycia. Podaje się 230 spraw na podstawie klauzuli unikania opodatkowania, ale dotyczy to wszystkich postępowań, a nie wobec fundacji. choćby te 230 spraw to byłoby 2,3 proc., a zatem drobny ułamek. Jest to pewnie rząd wielkości mniej. Dla nielicznych mamy specjalne procedury przeciwdziałania unikaniu opodatkowania. Nie trzeba robić rewolucji w opodatkowaniu fundacji. Co ciekawe, nic tak nie wpływa na popularność fundacji jak uchwalanie zmian oraz ich zapowiedzi.
No właśnie, w tym dokumencie jest pomysł na zasadniczą zmianę. Zaproponowano zupełnie nowy system opodatkowania fundacji rodzinnych. Zakładałby on trzy etapy opodatkowania: przy wnoszeniu majątku do fundacji, przy bieżącej działalności i przy wypłatach świadczeń. Pierwsze dwa etapy to CIT, trzeci to PIT, od którego można by odliczyć kwoty zapłacone w poprzednich etapach. Jak to się panu podoba?
Byłoby to bardziej skomplikowane niż dziś. Fundacje opodatkowane na dwa sposoby to źle brzmi. Bez szczegółów trudno to ocenić, ale wydaje się, iż to próba wprowadzenia fundacji „dwóch prędkości”. To raczej sposób, by zakazać zakładania nowych. Największe ryzyko to pomysł opodatkowania PIT świadczeń dla beneficjentów. Jedyny możliwy efekt tej zmiany dla Polski to ubytek dochodów, a w skrajnej wersji utrata opodatkowania dochodów fundacji, w tym w ramach dystrybucji świadczeń. Trochę jestem zaskoczony optymistycznym podejściem autorów raportu do takiego rozwiązania. Obecny model bazuje na opodatkowaniu na poziomie świadczeń, jeżeli zrezygnujemy z podatku na tym etapie, jest ryzyko jego utraty. Zmiany na opodatkowanie PIT nie dadzą większych dochodów Polsce. Trzeba będzie się podzielić z innymi państwami, których rezydentami są beneficjenci. Najkrócej mówiąc: w wielu państwach fundacja nie jest traktowana jako podatnik, więc dochody fundacji mogą być opodatkowane jako dochody beneficjentów, choćby jeżeli ich nie otrzymają, dodatkowo może pojawić się podatek majątkowy, ale nie tylko w Polsce. Fundacja to dziś najbardziej patriotyczny podmiot, bo wiąże dość ściśle beneficjentów z Polską. Mogą oczywiście żyć, gdzie chcą, ale zmiana polskiej rezydencji podatkowej na inną nie jest opłacalna. Gwarantuje to też opodatkowanie dochodów fundacji na etapie dystrybucji świadczeń. To fakt, iż beneficjenci, którzy utracili polską rezydencję podatkową, nie są w korzystnej sytuacji, ale czemu Polska miałaby rezygnować z opodatkowania dochodu fundacji, generowanego w Polsce?
Dziś wiele się mówi o deregulacji, czyli upraszczaniu prawa. A tu, z tego co pan mówi, mamy wręcz jego skomplikowanie…
Fundacje to przede wszystkim instrument wieloletniego inwestowania. O ile deregulacja nieco upraszcza system i pozwala gospodarce na łatwiejszy rozwój, to tu raczej możemy mówić o „rewolucji” na kilka kroków wstecz, a może choćby „zabiciu” idei fundacji rodzinnej. Sukces zwykle tworzy wrogów, czasem choćby z rodziców.
W raporcie zaproponowano wyraźne wpisanie do ustawy sukcesyjnego celu fundacji, by eliminować przypadki, w których jest ona używana tylko jako wehikuł inwestycyjny dla bieżących potrzeb fundatora. Czy słusznie?
W ustawie brak sukcesji rodzinnej jako celu działania fundacji. Były historycznie takie pomysły, ale w uchwalonej wersji nie znalazło to uznania, bowiem w trakcie prac z tego zrezygnowano. Powrót do ograniczenia celu fundacji jako narzędzia dziedziczenia wielkich fortun byłby błędem. Większą wartość dla Polski ma wiele średnich i małych fundacji rodzinnych niż nieliczne wielkie. Fundacja już dziś umożliwia sukcesję biznesów wszelkiego kalibru choćby przez niezainteresowane jego prowadzeniem dzieci. Warto więc rozważyć możliwość zarządu fundacją także przez profesjonalne podmioty zarządzające (tzw. wealth management) jako bezpieczniejsze dla beneficjentów. Fundacja przede wszystkim powinna służyć kumulowaniu i pomnażaniu majątku polskich firm i budowy siły polskiej gospodarki.
No, ale przecież są chyba i inne dostępne możliwości inwestowania?
Tak, są np. fundusze inwestycyjne zamknięte, ale zwykle choćby kilkaset razy droższe. Nie jest to instrument powszechny, można rzec choćby elitarny. Mały i średni biznes z nich nie skorzysta. Fundacje na szczęście są dość powszechnie dostępne, a koszt ich utrzymania to koszt obsługi księgowej. Można to choćby samemu robić. Jest tania, dostępna przy niskim progu majątkowym, najlepiej realizuje zasady powszechności i równości. To pozytywnie zaskoczyło przy uchwalaniu ustawy, ale widać tworzy jej wrogów. Nie podoba się fiskusowi, iż fundacja zeszła pod strzechy i każdy może inwestować bezpodatkowo i konkurować ze światowymi funduszami. Negatywna prasa pokazuje, iż nie tylko fiskus jej nie lubi. Polityków łatwiej zrozumieć, mają perspektywę rocznego budżetu i czterech lat kadencji Sejmu. Jednak takie instytucje wymagają dłuższej perspektywy. Dla nas wszystkich ważne jest, by ten majątek nie był konsumowany bez podatku, tylko kumulował się i był inwestowany najlepiej w Polsce. Bieżące opodatkowanie nie jest dominującym celem rodzin, one chcą budować majątek na lata i tym samym bazę podatkową Polski. Z praktyki widzę, iż fundacje inwestują głównie w Polsce, bo za granicą nie mają preferencji. Śmiem twierdzić, iż każda złotówka niezapłaconego podatku przez fundacje da co najmniej drugą złotówkę podatków wcześniej niż po 10 latach i potem już zawsze będzie to więcej. To będą dochody z VAT, podatki majątkowe, dochodowe kontrahentów i pracowników, itp. Inwestycja w bazę podatkową zapewnia stały i najskuteczniejszy sposób zwiększenia dochodów budżetowych. Niestety niezbyt szybki.
Ministerstwo Finansów powie na to, iż jeżeli otwarcie pozwolimy traktować fundacje rodzinne jako wehikuł inwestycyjny, to mnóstwo pieniędzy ucieknie od opodatkowania, a pewnie też ucieknie z Polski.
Żeby tak powiedzieć, trzeba mieć argumenty. Raport o tym nie wspomina, co rozczarowuje. Nie wiemy, jaki majątek mają fundacje i co z nim robią. Jak mamy ocenić koszt podatkowy i przeciwstawić mu korzyści ekonomiczne? A to właśnie powinno być podstawą reformy. Może się okazać, iż fundacja jest jak kura nioska, znosząca sto jajek na miesiąc. Wprawdzie znalazł się lis, który ukradł jedno z tych jajek, ale czy to powód, by zarzynać kurę?
Tak naprawdę rządowy dokument, o którym rozmawiamy to dopiero projekt. Co by pan jeszcze zaproponował jako ostateczne rekomendacje?
Oczywiście trzeba docenić propozycje ułatwienia działania fundacji poprzez elektroniczny rejestr czy liczne zmiany praktyczne. Najważniejszą kwestią są jednak zmiany celu fundacji i modelu jej opodatkowania, zaś dyskusję trzeba zacząć od rzetelnego obrazu fundacji i ich wpływu na gospodarkę. Nie zdziwię się, jeżeli się okaże, iż fundacje to najtańsza w historii ulga proinwestycyjna. Warto porównać koszty tej preferencji np. z kosztami preferencji dla spółek na estońskim CIT czy w specjalnych strefach ekonomicznych. Te ostatnie w latach 2016-2018 sprawiły, iż budżet stracił ponad 8 mld zł. Tylko czy to była strata, zważywszy ich pozytywny wpływ na gospodarkę?
Co by pan zatem krótko powiedział ministrowi finansów i gospodarki?
Wypada podziękować ministerstwu za projekt raportu i poprosić o jego drugą część. Tę pozytywną, a nie straszącą optymalizacjami i oszustwami. Osobiście wierzę, iż nie takie straszne fundacje, jak je malują.
Andrzej Nikończyk jest prawnikiem i doradcą podatkowym, partnerem w kancelarii KNDP; od 2012 r. przewodniczącym Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan. W latach 2014-2019 był członkiem Komisji Kodyfikacyjnej Ogólnego Prawa Podatkowego.

4 godzin temu



