Boom na inwestycje, fala restrukturyzacji. Dlaczego firmy budowlane bankrutują przy pełnych portfelach zamówień?

1 dzień temu
Zdjęcie: Boom na inwestycje, fala restrukturyzacji. Dlaczego firmy budowlane bankrutują przy pełnych portfelach zamówień?


Boom na inwestycje, fala restrukturyzacji. Dlaczego firmy budowlane bankrutują przy pełnych portfelach zamówień? W potocznym wyobrażeniu przedsiębiorstwo upada wtedy, gdy nie ma klientów. W budownictwie bywa odwrotnie. Firma może mieć podpisane kontrakty na lata, pracować na placach budowy i wykazywać wysokie przychody, a jednocześnie tracić płynność z każdym kolejnym miesiącem. Paradoks polega na tym, iż duży portfel zamówień nie zawsze jest majątkiem. Czasem staje się zbiorem zobowiązań, których wykonanie wymaga dokładania pieniędzy.Polska wchodzi w okres kumulacji inwestycji drogowych, kolejowych, energetycznych i samorządowych. To dobry sygnał dla gospodarki i branży. Jednocześnie dane o restrukturyzacjach pokazują, iż problemy przedsiębiorstw nie zniknęły. W pierwszym kwartale 2026 r. rozpoczęto ponad 1200 postępowań restrukturyzacyjnych we wszystkich sektorach, a rok 2025 zakończył się rekordowym wynikiem przekraczającym 5100 postępowań. Sama liczba formalnych upadłości nie oddaje skali zagrożenia, ponieważ coraz więcej firm próbuje ratować się poprzez postępowanie o zatwierdzenie układu.Budownictwo jest szczególnie podatne na kryzysy płynnościowe. Kontrakt może być rentowny na papierze, a mimo to prowadzić wykonawcę do niewypłacalności. Wystarczy, iż koszty pojawiają się wcześniej niż przychody, odbiór robót się opóźnia, inwestor kwestionuje część faktury, a firma musi przez cały czas płacić pracownikom, dostawcom i podwykonawcom. Zysk zapisany w harmonogramie nie zapłaci za beton, paliwo ani wynagrodzenia. Do czasu otrzymania pieniędzy wykonawca kredytuje inwestycję.Pierwszym źródłem ryzyka jest sama cena. Przetargi, zwłaszcza publiczne, premiują konkurencyjność, a rynek przez lata nauczył wykonawców walczyć o kontrakty niewielką marżą. Część przedsiębiorców zakłada, iż stratę z ceny podstawowej odrobi na robotach dodatkowych, optymalizacji projektu, roszczeniach terminowych lub waloryzacji. Taki model działa tylko wtedy, gdy rzeczywistość rozwija się zgodnie z planem. Jeden błąd projektowy, konflikt o zakres robót albo gwałtowny wzrost kosztów może pochłonąć całą marżę i zamienić kontrakt w źródło stałej straty.Drugim problemem są roboty dodatkowe. Na budowie niemal zawsze pojawiają się okoliczności, których dokumentacja nie opisała dostatecznie precyzyjnie. Wykonawca słyszy, iż prace trzeba wykonać natychmiast, a cenę uzgodni się później. Po kilku miesiącach okazuje się, iż inwestor uważa roboty za objęte wynagrodzeniem ryczałtowym albo kwestionuje ich zakres. Wykonawca poniósł koszt, ale nie ma podpisanego aneksu, jednoznacznego polecenia ani dokumentacji pozwalającej łatwo udowodnić roszczenie. W bilansie widzi należność. Na rachunku bankowym nie widzi pieniędzy. Trzecim źródłem kryzysu są kary umowne. W dużych kontraktach ich naliczanie może w krótkim czasie osiągnąć poziom wielokrotnie przewyższający marżę wykonawcy. Inwestor potrąca kary z bieżącego wynagrodzenia albo uruchamia gwarancję bankową. Wykonawca uważa, iż opóźnienie wynikało z wad dokumentacji, decyzji administracyjnych lub działania innych uczestników procesu. Spór może ostatecznie wygrać, ale dopiero po kilku latach. Firma nie upada dlatego, iż nie ma racji. Upada dlatego, iż zanim sąd potwierdzi jej rację, nie ma już środków na prowadzenie działalności.Czwartym problemem jest efekt domina w łańcuchu podwykonawców. Generalny wykonawca może opóźniać płatności, ponieważ sam nie otrzymał pieniędzy od inwestora. Podwykonawca nie ma jednak obowiązku finansowania całego konfliktu. o ile zaczyna zwlekać z wypłatami swoim pracownikom i dostawcom, problemy przenoszą się dalej. Jedna sporna faktura na szczycie kontraktu może zachwiać kilkunastoma mniejszymi firmami. Mechanizmy bezpośredniej zapłaty i solidarna odpowiedzialność inwestora ograniczają część ryzyka, ale nie zastępują bieżącej płynności.Piątym obciążeniem są gwarancje i zatrzymane kwoty. Kontrakt budowlany wymaga zwykle zabezpieczenia należytego wykonania, gwarancji zwrotu zaliczki, ubezpieczeń oraz finansowania kapitału obrotowego. Bank ocenia całą ekspozycję firmy, a nie tylko rentowność pojedynczego projektu. Gdy pojawiają się spory, instytucje finansowe ograniczają limity, żądają dodatkowych zabezpieczeń lub odmawiają wystawienia kolejnej gwarancji. Przedsiębiorstwo może więc mieć szansę na nowy, zyskowny kontrakt, ale nie być w stanie spełnić warunków jego podpisania.Wielu zarządzających reaguje zbyt późno. Liczą, iż inwestor uzna roszczenie, bank przedłuży finansowanie, a nowy kontrakt dostarczy gotówki. Tymczasem dokładanie kolejnych projektów do przedsiębiorstwa z ujemnym przepływem pieniężnym często tylko zwiększa problem. Przychód rośnie, ale wraz z nim rośnie luka finansowa. Zarząd zaczyna wybierać, które zobowiązania zapłacić, przesuwa podatki, składki i należności podwykonawców. W tym momencie kryzys operacyjny staje się także ryzykiem osobistej odpowiedzialności osób zarządzających.Restrukturyzacja nie powinna być ostatnim przystankiem przed upadłością. Jej sens polega na rozpoczęciu rozmów wtedy, gdy przedsiębiorstwo posiada jeszcze zdolność wykonywania kontraktów, personel i wiarygodność wobec rynku. Postępowanie o zatwierdzenie układu może czasowo ochronić firmę przed egzekucją i pozwolić uporządkować zadłużenie. Nie naprawi jednak kontraktów, które generują trwałą stratę. Równolegle trzeba negocjować waloryzację, zmiany harmonogramów, rozliczenie robót dodatkowych, ograniczenie kar albo kontrolowane wyjście z najbardziej toksycznych projektów.Najlepsza ochrona zaczyna się dużo wcześniej niż w kancelarii restrukturyzacyjnej. Zaczyna się przy decyzji, czy w ogóle złożyć ofertę. Zarząd powinien znać nie tylko przewidywaną marżę, ale również maksymalne zapotrzebowanie na gotówkę, skutki kilkumiesięcznego opóźnienia płatności, ekspozycję z tytułu kar i wpływ gwarancji na limity bankowe. Każdy istotny kontrakt powinien być oceniany jako element całego portfela ryzyka.Boom inwestycyjny nie gwarantuje więc dobrej kondycji firm budowlanych. Może wręcz przyspieszyć selekcję rynku, ponieważ przedsiębiorstwa podejmują więcej zobowiązań, konkurują o ludzi i sprzęt oraz finansują kilka budów jednocześnie. Najbardziej zagrożone nie zawsze są te firmy, które mają najmniej pracy. Często są nimi te, które wygrały zbyt wiele kontraktów za zbyt niską cenę i zbyt późno zauważyły, iż sukces sprzedażowy stał się problemem finansowym. W budownictwie pełny portfel zamówień może być więc także sygnałem nadchodzącej niewypłacalności. Autor: Jarosław Chałas Partner Zarządzający Radca PrawnyKancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy Dowiedz się więcej: prawo budowlane

Idź do oryginalnego materiału