30 czerwca minął termin, do którego duże spółki giełdowe w Unii Europejskiej powinny dostosować się do wymagań dyrektywy Women on Boards. Ma ona na celu poprawę równowagi płci we władzach spółek – w Polsce ma to być minimum 33-procentowy udział kobiet w zarządach i radach nadzorczych. Tymczasem pod koniec ubiegłego roku w 140 największych polskich spółkach giełdowych ten odsetek wynosił tylko 20 proc., a w 18 proc. zarządów i rad nadzorczych nie było ani jednej kobiety. Problem nie kończy się jednak na najwyższych stanowiskach.