Google nie wie co to prywatność. Chce podglądać zdjęcia użytkowników

4 godzin temu

Google oficjalnie zniosło dotychczasową blokadę wykorzystywania prywatnych danych z wybranych aplikacji do personalizacji przekazu promocyjnego. od dzisiaj dane przetrzymywane w usługach Gmail, Dysk Google oraz Zdjęcia Google mogą mieć bezpośredni wpływ na to, jakie materiały sponsorowane użytkownik zobaczy w sieci. Wszystko przez małą furtkę w zapisach prawnych.

Prywatność? Google nie zna tego słowa

Dotychczasowa deklaracja korporacji była prosta. Treść wiadomości e-mail, prywatne fotki z wakacji czy dokumenty wrzucone na chmurę stanowiły absolutną świętość. Nie mogły służyć do targetowania przekazów promocyjnych. W nowym regulaminie pojawił się jednak sprytny wyjątek.

Nowy zapis stanowi jasno, iż dane nie posłużą do personalizacji, chyba iż użytkownik sam zdecyduje się udostępnić zawartość tych usług innym narzędziom Google wspierającym treści sponsorowane. I tu właśnie pojawia się haczyk związany z nowinkami technologicznymi.

Polityka prywatności Google. | Źródło: Google

Wszystko kręci się wokół funkcji Personal Intelligence, udostępnionej na początku 2026 roku. Mechanizm ten pozwala sztucznej inteligencji, w tym asystentowi Gemini oraz trybowi AI Mode w wyszukiwarce, grzebać w połączonych aplikacjach, aby podawać spersonalizowane odpowiedzi. Na przykład błyskawicznie wyciągać szczegóły rezerwacji hotelowej ukrytej gdzieś w gąszczu maili. Sęk w tym, iż o ile samo Gemini reklam nie wyświetla, o tyle AI Mode zasypuje nas treściami sponsorowanymi.

W efekcie wnioski wyciągnięte z analizy Dysku Google czy skrzynki pocztowej trafiają prosto do modułu wyszukiwania, bezpośrednio kształtując profil reklamowy. Oczywiście gigant, próbuje uspokajać użytkowników. Zapewnia, iż nie ma mowy o żadnym masowym skanowaniu całych bibliotek zdjęć czy archiwów pocztowych pod profilowanie reklamodawców. Łączenie aplikacji ma być całkowicie dobrowolne i domyślnie wyłączone w modelu opt-in.

Korporacja zarzeka się, iż reklamodawcy nie dostaną wglądu w e-maile ani pliki, a dane osobowe nie wyciekną do firm trzecich. Podtrzymano również bezwzględny zakaz serwowania reklam w oparciu o kategorie wrażliwe, obejmujące zdrowie, religię, rasę czy orientację seksualną.

Da się to zatrzymać, ale mieszkańcy Europy nie muszą

Co ciekawe, cała ta prawna gimnastyka i tak nie dotyczy mieszkańców Starego Kontynentu. W Europie funkcje Personal Intelligence po prostu nie działają.

Usługa nie jest dostępna w Europie. | Źródło: Google

Nie wynika to jednak z kaprysu gigantów, ale z twardych przepisów Unii Europejskiej. Rozporządzenia zmuszają Google do dzielenia się autorskimi rozwiązaniami z podmiotami trzecimi, więc firma – przyjmując taktykę doskonale znaną z działań Apple – wolała całkowicie wyciąć te bajery z europejskiego rynku.

Jeśli jednak korzystasz z konta zarejestrowanego poza UE lub chcesz manualnie zweryfikować spójność swoich ustawień, całą procedurę przeprowadzisz z poziomu panelu zarządzania. Wystarczy wejść na swoje Konto Google, przejść do zakładki Dane i prywatność, otworzyć Ustawienia personalizacji. Następnie wybierz Zarządzaj spersonalizowanymi rekomendacjami w usługach wyszukiwania i kliknij Połączone aplikacje. Tam sprawnie odepniesz Gmaila, Dysk czy Zdjęcia.

Pamiętaj tylko o jednym haczyku – wyłączenie tej opcji powstrzymuje AI przed dalszym przetwarzaniem danych, ale wnioski wyciągnięte wcześniej mogą wciąż wisieć w Twojej historii wyszukiwania.

Źródło: Ars Technica, Google / Zdj. otwierające: Unsplash (@sumup), Canva

Dysk GooglegmailgooglePrywatność
Idź do oryginalnego materiału