Najtańsza technologia bywa najdroższa w utrzymaniu

4 godzin temu
Zdjęcie: pieniądze, wydatki na IT


W technologii rabat na wejściu często nie oznacza niższego kosztu, ale przesunięcie wydatków na kolejne lata — do integracji, utrzymania, chmury, bezpieczeństwa i ludzi potrzebnych do obsługi systemu.

Cena licencji lub wdrożenia jest najbardziej widoczną częścią inwestycji technologicznej, ale coraz rzadziej największą. W marcu 2026 r. Komisja Europejska opublikowała wytyczne dotyczące analizy kosztów zamówień, w których cena kontraktu została porównana do widocznej części góry lodowej. Pod powierzchnią pozostają koszty użytkowania, aktualizacji, adaptacji, utrzymania i zakończenia eksploatacji. To rozwinięcie zasady obecnej już w unijnych regulacjach dotyczących rachunku kosztów cyklu życia: koszt nabycia jest tylko jednym z elementów ekonomiki inwestycji.

W IT różnica jest szczególnie istotna, bo tani system może generować własną ekonomię zależności. Niestandardowa integracja trzeba później utrzymywać. Brak API wymusza dodatkowy development. Ograniczona automatyzacja zwiększa udział pracy manualnej. Nietypowa technologia zawęża rynek specjalistów. Rozbudowane modyfikacje standardowego systemu podnoszą koszt każdej kolejnej aktualizacji.

Tak powstaje dług technologiczny: koszt wcześniejszych decyzji, którego nie widać w cenie kolejnego projektu.

McKinsey szacował na podstawie badania CIO dużych firm technologicznych i finansowych, iż dług technologiczny odpowiadał równowartości 20–40 proc. wartości całego środowiska technologicznego przed amortyzacją. Od 10 do 20 proc. budżetów przeznaczonych na nowe produkty pochłaniało jednocześnie rozwiązywanie problemów wynikających z wcześniejszych decyzji technologicznych. W praktyce firma zaczyna płacić swoisty podatek od każdej następnej zmiany.

Skalę problemu dobrze widać tam, gdzie systemy funkcjonują przez dekady. Amerykańskie Government Accountability Office podało w 2025 r., iż z około 105 mld dolarów planowanych wydatków IT 24 największych agencji federalnych około 83 mld dolarów, czyli 79 proc., miało trafić na operacje i utrzymanie. Nie oznacza to, iż cała ta kwota finansowała przestarzałe systemy. GAO zwraca jednak uwagę na dekady stare rozwiązania, których modernizacja staje się coraz bardziej pilna ze względu na koszty, niedobór kompetencji i ryzyko operacyjne.

Chmura miała częściowo odwrócić tę logikę. Zamiast kupować infrastrukturę na zapas, przedsiębiorstwo płaci za rzeczywiste wykorzystanie zasobów. Elastyczność rozwiązała problem dużego kosztu wejścia, ale stworzyła inny: rachunek rośnie równie łatwo jak infrastruktura.

Według Flexera State of the Cloud Report 2026 firmy szacują, iż 29 proc. wydatków na IaaS i PaaS jest marnowanych. Zarządzanie kosztami chmury pozostaje wyzwaniem dla 85 proc. badanych organizacji. Po pięciu latach poprawy wskaźnik niewykorzystanych wydatków ponownie wzrósł, czemu sprzyjają bardziej złożone środowiska i szybkie wdrażanie obciążeń AI.

Najwyższy rachunek pojawia się jednak wtedy, gdy technologia przestaje działać. W najnowszej analizie Uptime Institute 57 proc. respondentów, którzy doświadczyli poważnego przestoju, oszacowało jego koszt na ponad 100 tys. dolarów. Co piąty wskazał ponad 1 mln dolarów. Jednocześnie około jedna na dziesięć ostatnich awarii przez cały czas miała poważne lub bardzo poważne skutki dla organizacji.

Historia brytyjskiego NHS pokazuje, iż podobny mechanizm dotyczy również utrzymania bezpieczeństwa. WannaCry w 2017 r. zakłócił działalność co najmniej 34 proc. szpitalnych trustów w Anglii. Większość podatnych urządzeń działała na wspieranych, ale niezałatanych systemach. Brytyjski rząd oszacował później koszt samego incydentu na około 20 mln funtów, a odtworzenia danych i systemów na kolejne 72 mln.

Te przykłady łączy jedna cecha: koszt pojawia się poza pierwotnym kontraktem.

Dlatego porównanie dwóch ofert technologicznych bez kosztów integracji, pracy zespołu, migracji danych, infrastruktury, cyberbezpieczeństwa, zmian licencyjnych, skalowania i przyszłego wyjścia z platformy jest porównaniem niepełnym. Różnica kilku lub kilkunastu procent w cenie zakupu może mieć niewielkie znaczenie wobec kosztów ponoszonych przez pięć czy dziesięć lat.

Nie ma przy tym prostej zależności między ceną a jakością. Droga technologia może być źle dobrana, przeskalowana albo równie kosztowna w utrzymaniu. Sednem nie jest więc kupowanie drożej. Jest nim liczenie dalej niż do dnia podpisania umowy.

W nowoczesnym IT najtańsza oferta i najtańsze rozwiązanie coraz częściej oznaczają dwie różne rzeczy.

Idź do oryginalnego materiału