Nie tylko członek zarządu. Fiskus chce inaczej rozliczać menedżerów z podatkowych długów spółki Nie tylko członek zarządu. Fiskus chce inaczej rozliczać menedżerów z podatkowych długów spółki. Spółka ma zaległość podatkową, której nie jest w stanie zapłacić. Kto powinien odpowiadać własnym majątkiem? Dotychczas odpowiedź w przypadku spółek kapitałowych była w dużym stopniu związana z formalnym statusem członka zarządu. Projekt zmian w Ordynacji podatkowej oznaczony jako UC138 proponuje spojrzeć na problem inaczej. Znaczenie ma mieć nie tylko to, kto formalnie zasiadał w zarządzie, ale również kto faktycznie zarządzał spółką i czy osoby odpowiedzialne dochowały należytej staranności, aby zapobiec powstaniu zaległości podatkowej. o ile rozwiązania te zostaną przyjęte, będzie to istotna zmiana nie tylko dla członków zarządów. Powinni się jej uważnie przyjrzeć również właściciele aktywnie uczestniczący w zarządzaniu, dyrektorzy finansowi i inni menedżerowie, których rzeczywisty wpływ na prowadzenie przedsiębiorstwa może być znacznie większy, niż wynika z wpisu w KRS. Paradoksalnie impulsem do przygotowania nowych przepisów nie była chęć prostego zaostrzenia odpowiedzialności menedżerów. Były nim dwa wyroki Trybunału Sprawiedliwości UE z 2025 r. dotyczące polskich zasad odpowiedzialności członków zarządu za zaległości podatkowe spółek. Ministerstwo Finansów wskazuje wprost, iż celem projektu jest dostosowanie art. 116 Ordynacji podatkowej do standardów wynikających z orzeczeń C-277/24 i C-278/24. Zmiana ma więc również wzmacniać gwarancje osoby, wobec której fiskus chce orzec odpowiedzialność. Jednocześnie jednak projekt otwiera zupełnie nową dyskusję o tym, kogo w przedsiębiorstwie można uznać za rzeczywistego zarządzającego i czego państwo może wymagać od menedżera w zakresie nadzoru nad podatkami. I właśnie ten drugi aspekt może mieć dla przedsiębiorstw największe znaczenie. Obecny art. 116 Ordynacji podatkowej wiąże odpowiedzialność za zaległości podatkowe spółki z o.o., prostej spółki akcyjnej i spółki akcyjnej przede wszystkim z członkostwem w zarządzie. Jest to odpowiedzialność osobista i solidarna, uruchamiana po spełnieniu ustawowych przesłanek, w szczególności związanych z bezskutecznością egzekucji z majątku spółki. Członek zarządu może uwolnić się od niej poprzez wykazanie jednej z ustawowych przesłanek egzoneracyjnych. Projekt proponuje zmianę samej konstrukcji. W miejsce dotychczasowego skoncentrowania odpowiedzialności na członkach zarządu pojawia się pojęcie „osoby zarządzającej”. Ma ono obejmować zarówno osoby formalnie pełniące określone funkcje w spółce, jak i – w określonych warunkach – osoby faktycznie nią zarządzające. To rozwiązanie ma swoją logikę. W rzeczywistości gospodarczej formalna struktura korporacyjna nie zawsze odpowiada rzeczywistemu centrum podejmowania decyzji. Można wyobrazić sobie właściciela, byłego członka zarządu czy menedżera, który nie pełni funkcji organowej, ale w praktyce decyduje o najważniejszych sprawach przedsiębiorstwa. Z drugiej strony formalny członek wieloosobowego zarządu może mieć ograniczony rzeczywisty wpływ na określony obszar działalności. Przeniesienie punktu ciężkości z samego wpisu w KRS na rzeczywisty sposób zarządzania może więc prowadzić do bardziej indywidualnej oceny odpowiedzialności. Tworzy jednak również nowe ryzyko. Granica pomiędzy doradzaniem zarządowi, wykonywaniem kompetencji dyrektora finansowego, sprawowaniem właścicielskiego nadzoru a faktycznym zarządzaniem spółką nie zawsze jest oczywista. Im bardziej odpowiedzialność ma zależeć od rzeczywistego wpływu, tym większego znaczenia nabiera precyzyjne ustalenie, kto faktycznie podejmował decyzje. Jeszcze ciekawsza jest druga część projektowanej konstrukcji – należyta staranność. Projekt zakłada możliwość uwolnienia się od odpowiedzialności m.in. poprzez wykazanie, iż osoba zarządzająca dochowała należytej staranności w pełnieniu obowiązków lub faktycznym zarządzaniu spółką w celu zapobieżenia powstaniu zaległości podatkowej. To zasadniczo zmienia perspektywę. Pytanie może już nie dotyczyć tylko tego, czy ktoś był członkiem zarządu w momencie, w którym powstała zaległość. Trzeba będzie również badać, jak wykonywał swoje obowiązki. Projekt z marca 2026 r. próbuje ten standard opisać. Od osoby zarządzającej oczekuje m.in. odpowiednich kwalifikacji, wiedzy i umiejętności. Przewiduje też odpowiedzialność każdej osoby zarządzającej za ogół spraw spółki. Nie oznacza to oczywiście, iż każdy członek zarządu dużego przedsiębiorstwa ma samodzielnie obliczać VAT, CIT czy podatek u źródła. Takie rozumienie należytej staranności byłoby oderwane od sposobu funkcjonowania współczesnych organizacji. Zarządzanie polega przecież również na podziale zadań, korzystaniu z wyspecjalizowanych pracowników i doradców oraz budowaniu systemów kontroli. Prawdziwe pytanie brzmi więc inaczej: kiedy menedżer może racjonalnie polegać na osobach, którym powierzył określone zadania, a kiedy powinien zainteresować się problemem osobiście? Wyobraźmy sobie zarząd spółki, który ma profesjonalny dział finansowy, główną księgową i zewnętrznego doradcę podatkowego. Zarząd otrzymuje regularne raporty i nie ma informacji o istotnych nieprawidłowościach. To zupełnie inna sytuacja niż ta, w której CFO od kilku miesięcy sygnalizuje poważny problem podatkowy, płatności podatków są przesuwane ze względu na problemy z płynnością, a zarząd nie podejmuje żadnej reakcji. W obu przypadkach członkowie zarządu mogą przecież formalnie powiedzieć: „podatkami zajmował się dział finansowy”. Tyle iż z punktu widzenia należytej staranności te sytuacje trudno traktować identycznie. I tutaj projektowana regulacja zaczyna dotykać corporate governance. o ile możliwość uwolnienia się od odpowiedzialności będzie zależała od wykazania należytej staranności, w praktyce pojawi się problem dowodowy. Po kilku latach trzeba będzie odtworzyć, co menedżer wiedział, jakie informacje otrzymywał, jakie pytania zadawał, komu powierzył określone zadania i jak zareagował, gdy pojawiło się ryzyko. Nie chodzi o tworzenie dokumentów wyłącznie po to, aby kiedyś pokazać je organowi podatkowemu. Chodzi o coś bardziej fundamentalnego: organizacja powinna pozostawiać ślad pozwalający wykazać, iż nadzór rzeczywiście istniał. Uchwała zarządu może być takim dowodem. Podobnie raport CFO, opinia podatkowa, protokół z posiedzenia, decyzja o korekcie rozliczenia albo informacja o wdrożeniu rekomendacji doradcy. Żaden z tych dokumentów sam w sobie nie daje automatycznej ochrony. Razem mogą jednak pokazywać sposób działania organizacji i konkretnego menedżera. W tym sensie podatki zaczynają przypominać inne obszary współczesnego ryzyka regulacyjnego. W cyberbezpieczeństwie zarząd nie musi konfigurować systemów informatycznych, ale powinien zapewnić odpowiedni nadzór nad ryzykiem. W compliance nie prowadzi każdego postępowania wyjaśniającego, ale powinien wiedzieć, czy system działa. Podobnie przy podatkach – specjalizacja jest nieunikniona, ale delegowanie wykonywania czynności nie musi oznaczać całkowitego wyłączenia zainteresowania zarządu ich prawidłowością. Projekt UC138 może tę różnicę uczynić znacznie bardziej praktyczną. Jest przy tym za wcześnie, aby przesądzać, jak szeroko organy podatkowe i sądy będą interpretować pojęcie osoby faktycznie zarządzającej czy standard należytej staranności. Projekt znajduje się w procesie legislacyjnym, a jego treść może jeszcze ulec zmianie. Szczególnie ostrożnie trzeba więc podchodzić do prób tworzenia już dziś zamkniętych katalogów czynności, które miałyby gwarantować menedżerowi bezpieczeństwo. Można natomiast wyciągnąć wniosek bardziej ogólny. o ile ustawodawca przejdzie od modelu odpowiedzialności silnie związanego z formalnym pełnieniem funkcji do modelu, w którym większą rolę odgrywają rzeczywiste zarządzanie i sposób wykonywania
Nie tylko członek zarządu. Fiskus chce inaczej rozliczać menedżerów z podatkowych długów spółki
Zdjęcie: Nie tylko członek zarządu. Fiskus chce inaczej rozliczać menedżerów z podatkowych długów spółki

2 dni temu







