Panika w raju podatkowym. Wyciekła mapa, która demaskuje ukryte majątki

konto.spidersweb.pl 1 godzina temu

Hakerzy skopiowali dane z rejestru właścicieli spółek, fundacji i trustów. Liechtenstein był zmuszony odłączyć system od sieci.

Liechtenstein przechowywał w jednym systemie informacje o ludziach stojących za tysiącami spółek, fundacji i trustów. Hakerzy dostali się do środka i skopiowali dane dotyczące około 31 tys. podmiotów. Władze małego księstwa odłączyły cały rejestr od sieci i powołały sztab kryzysowy kierowany przez premierkę.

Ktoś wszedł w nocy i po prostu zaczął kopiować dane

Atak rozpoczął się w nocy na 30 lipca. Nieznani sprawcy uzyskali dostęp do elektronicznego rejestru beneficjentów rzeczywistych prowadzonego przez liechtensteiński urząd sprawiedliwości. Jeszcze tego samego dnia jedna z pracownic zauważyła pierwsze nieprawidłowości. Do sprawy włączono informatyków, którzy zaczęli analizować ruch i odłączyli zaatakowany system od sieci. Dzień później rząd dostał informację, iż włamanie najprawdopodobniej się powiodło. Pełną skalę potwierdzono 1 sierpnia.

Przestępcy zdołali skopiować dane związane z około 31 tys. podmiotów prawnych. Nie chodzi więc jak podano w części pierwszych depesz o dokładnie 31 tys. osób. W rejestrze mogą znajdować się dane kilku ludzi związanych z jedną firmą, a ten sam człowiek może kontrolować wiele spółek lub fundacji.

Na razie nie wiadomo, ilu osobom faktycznie wykradziono dane. Ustalono jednak, iż w przejętych materiałach znajdowały się imiona, nazwiska, daty urodzenia, obywatelstwa oraz informacje o krajach zamieszkania. Nie ma natomiast sygnałów, aby napastnicy zmieniali albo usuwali wpisy. Wygląda na to, iż zależało im przede wszystkim na szybkim skopiowaniu zawartości.

To mapa ludzi stojących za firmami i fundacjami

Za określeniem beneficjent rzeczywisty nie kryje się osoba pobierająca świadczenia. Jest to człowiek, który faktycznie kontroluje firmę, fundację albo inną strukturę i czerpie z niej korzyści, choćby jeżeli jego nazwisko nie znajduje się na pierwszej stronie dokumentów.

Tego rodzaju rejestry mają utrudniać ukrywanie właścicieli za łańcuchem spółek, pośredników i pełnomocników. Korzystają z nich urzędnicy, banki i służby sprawdzające podejrzane przepływy pieniędzy. Ich zadaniem jest zapobieganie praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu.

Polska ma podobny system. Chodzi o Centralny Rejestr Beneficjentów Rzeczywistych. Jak wyjaśnialiśmy w tekście: CRBR budzi strach. Jednoosobowe firmy nie muszą, ale jest haczyk, obowiązek zgłoszenia obejmuje dużą część spółek, fundacji i stowarzyszeń.

Liechtensteiński rejestr jest jednak dla przestępców szczególnie atrakcyjnym celem. Kraj liczy kilka ponad 40 tys. mieszkańców, ale od dziesięcioleci jest jednym z najważniejszych europejskich centrów finansowych. Powstają tam spółki, fundacje rodzinne i trusty wykorzystywane do zarządzania dużymi majątkami z całego świata.

Nie znaczy to oczywiście, iż każdy człowiek umieszczony w bazie jest od razu miliarderem albo ukrywa pieniądze. Wśród wpisów znajdują się też zwykli przedsiębiorcy. Cały zbiór może jednak pokazać powiązania, które nie są oczywiste po przejrzeniu publicznych dokumentów. Dla przestępcy to potencjalna mapa prowadząca do osób dysponujących znacznym majątkiem.

Rząd wyłączył rejestr i dwa inne portale

Zaatakowany system natychmiast odłączono od sieci. Rejestr nie jest w tej chwili dostępny dla użytkowników zewnętrznych i nie wiadomo, kiedy zostanie ponownie uruchomiony. Zapobiegawczo wyłączono również dwa inne portale korzystające z rozwiązań tego samego dostawcy. Jeden z nich służy do elektronicznej obsługi podatku VAT. Na razie nie znaleziono dowodów, aby także z tych systemów skopiowano informacje.

Rząd niemal natychmiast powołał sztab kryzysowy, którym kierują premierka Brigitte Haas i minister sprawiedliwości Emanuel Schädler. Urzędnicy mają ustalić sposób wejścia do systemu, określić pełen zakres szkód i poinformować wszystkie osoby, których dane znalazły się w przejętej bazie. Włamanie zostało zakwalifikowane jako naruszenie ochrony danych osobowych objęte przepisami RODO. Władze uruchomiły specjalny adres kontaktowy dla poszkodowanych.

Na ten moment nie wiadomo, kto przeprowadził atak. Do tej pory nikt nie zażądał okupu, a skradziony zbiór nie został wystawiony na sprzedaż w darknecie. To może się jednak zmienić. Dane bywają publikowane dopiero po kilku dniach albo wykorzystywane po cichu.

*Źródło zdjęcia wprowadzającego: Julio Lopez, Pexels

Idź do oryginalnego materiału