Współczesny system składek ZUS został wprowadzony w roku 1999 przez rząd, w którym ministrem finansów był Leszek Balcerowicz, a premierem Jerzy Buzek. System ten można określić jako element neoliberalnej polityki, by wysoko opodatkować trud ludzi pracy. Dzięki temu korporacje, ich właściciele, posiadacze wielkiego kapitału nie muszą łożyć na państwowe systemy podstawowych zabezpieczeń społecznych. Efektem stosowania tego systemu są powiększające się nierówności ekonomiczne oraz zaniżony wzrost gospodarczy.
Niemieckie inspiracje
Polska nie jest odosobniona w tym, bowiem podobne rozwiązania są od dłuższego czasu szeroko stosowane w tzw. krajach bardziej rozwiniętych. Jest to rozwiązanie zwiększające koszty pracy w wielu krajach, na długo zanim Polska zaczęła je wykorzystywać.
Stosowanie takich rozwiązań wymusza na krajach członkowskich Unia Europejska. Jednym z mechanizmów harmonizacji tej polityki jest formularz A1 (uprzednio E101 i E103) pozwalający na wykazanie opłacania „składek społecznych” („social contributions”) w jednym z państw UE, dzięki czemu nie trzeba ich odprowadzać w razie uzyskania dochodów w innym kraju UE (co oznacza wyższą wypłatę netto, czyli „na rękę”). Drugim mechanizmem harmonizacji systemu ubezpieczeń zdrowotnych jest Europejska Karta Ubezpieczeń Zdrowotnych, która pozwala na korzystanie z wybranych usług medycznych na terenie Unii Europejskiej i poza granicami kraju, w którym opłaca się aktualnie składki. W uchwalonym w 2021 r. Krajowym Planie Odbudowy po pandemii COVID rząd Polski został zobowiązany przez Komisję Europejską do pełnego oskładkowania wszystkich umów cywilno-prawnych jako wypełnienie „kamienia milowego” A71G – „ensure that all civil-law contracts are subject to social security contributions”, co miałoby ograniczyć segmentację runku pracy. W ramach KPO zobowiązano Polskę do oskładkowania choćby umów o dzieło, czego jednak nie dokonano. Jednak to nie brak składek, ale ich zbyt duża wysokość jest powodem „segmentacji rynku pracy” i wypychania zatrudnionych na samozatrudnienie i umowy cywilno-prawne zwane śmieciowymi.
Największym problemem ze składkami ZUS jest to, iż są odprowadzane wyłącznie od dochodów z pracy. Dzieje się to równolegle do innego mechanizmu ich opodatkowania, czyli podatku od dochodów osobistych PIT (Personal Income Tax). PIT to tzw. podatek progresywny, który dzięki progom podatkowym pozwala niżej zarabiającym otrzymywać wyższą część dochodów na rękę niż osobom lepiej zarabiającym. Natomiast polskie składki ZUS działają dokładnie odwrotnie: lepiej zarabiający płacą ich stosunkowo mniej niż niżej zarabiający. Polski system składkowy ewidentnie w największym stopniu wzorowany jest na podtrzymującym tradycję modelu Bismarcka z XIX w. systemie niemieckim – z podobnymi stawkami i degresywnym górnym limitem, zwalniającym najlepiej zarabiających z opłacania części składek (oraz systemem kas chorych, zlikwidowanych już w Polsce). W innych krajach ma on charakter proporcjonalny – „liniowy”, albo progresywny z wyższymi progami, jak we Francji. Jednak również tam stanowi on o dodatkowym nadmiernym opodatkowaniu pracy. Polskie projekty w rodzaju „jednolitej daniny” obracają się dotychczas w tym samym umysłowym zaklętym kręgu pomysłów opodatkowujących wyłącznie dochody z pracy.
Oskładkowaniu podlegają bowiem wyłącznie dochody czerpane przez ludzi pracy z ich zatrudnienia. Nie płacą składek posiadacze majątków w postaci nieruchomości od dochodów z ich wynajmu czy posiadacze instrumentów finansowych od dochodów z handlu nimi. Nie płacą składek od dochodów z przeniesienia praw do utworów ich autorzy. Składki nie są opłacane od dochodów z umów o dzieło. Także rolnicy nie płacą składek KRUS od dochodów. Składki ZUS nie są opłacane również od dochodów przez elitę tego kraju: prezydenta, premiera, senatorów, posłów, sędziów, prokuratorów i duchownych. Elita ma opłacane świadczenia zdrowotne i emerytalne z budżetu państwa. Od pewnego czasu realizowane są też prace nad podobnym rozwiązaniem również dla artystów. Rzecz w tym, iż wszyscy obywatele powinni tak mieć.
Szczególnym przypadkiem są tutaj osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą. One również nie opłacają składek od dochodów, w zamian płacąc zryczałtowane składki w stałej wysokości. Jest to zatem rodzaj podatku pogłównego, jak w średniowieczu. Tu pułapka polega na jego skrajnej degresywności, obciążającej najbardziej osoby z niskimi przychodami. A przede wszystkim, zgodnie z art. 87 ustawy o emeryturach, na braku składek wystarczająco wysokich, aby otrzymać choćby gwarantowane minimalne świadczenie emerytalne. Emerytury „samozatrudnionych” będą głodowe, co określa się obrazowo jako „szok emerytalny”.
Obecny system składek ZUS umożliwia także turystykę ubezpieczeniową, w ramach której obcokrajowcy mogą zatrudniać się na krótki czas za śladowej wysokości dochody, by uzyskać dostęp do bezpłatnych świadczeń, w tym skomplikowanych i kosztownych operacji.
Poglądy i debaty
Głównym argumentem zwolenników obecnego systemu składek jest jego rzekoma stabilność. Przy łatwości, z jaką legislatorzy zmieniają wysokość składek dla różnych grup społecznych, a politycy dysponują dowolnymi środkami podległych sobie funduszy, takie wywody zakrawają na kpinę. Nasuwa się też pytanie, dlaczego w ramach tak rozumianej stabilności finansowej składki ZUS nie są pobierane od konsumpcji, ale wyłącznie od pracy. Wtedy to nie pracujący dużo, ale konsumujący dużo płaciliby do systemu więcej – nie ci, którzy dają coś społeczeństwu, a ci którzy z niego zabierają. Coś odwrotnego postulował w ramach teorii sprawiedliwości filozof John Rawls. Z drugiej strony można uznać, iż jest to raczej system dysfunkcyjnie sztywny, bo obciąża tylko jeden rodzaj źródeł podatkowych. Elastyczność jest właśnie główną zaletą systemu budżetowego, w którym wielość rozmaitych dochodów z różnych źródeł stanowi silny element stabilności i możliwości dostosowania do zmiennych warunków ekonomicznych. Ponadto w dyskursie pojawia się argument o większej „motywacji do pracy”, co wydaje się działać dokładnie odwrotnie, stanowiąc karę od pracy i zatrudniania jednocześnie, co objawia się zastępowaniem umów o pracę umowami cywilno-prawnymi i samozatrudnieniem.
Cynicznie przedstawiono tę sytuację w pierwszych materiałach projektu edukacyjnego „Lekcje z ZUS” dla szkół: „System ten, zwany systemem zdefiniowanej składki, odporny jest na presję poszczególnych grup pracowników”. Innymi słowy, obecny system składek ZUS skonstruowano tak, by paraliżował protest społeczny i pacyfikował polityczną inicjatywę na rzecz jego zmian. W tej sytuacji nic dziwnego, iż jedyną grupą, która podnosi problem zbyt wysokich obciążeń płac pracowniczych, są samozatrudnieni i pracodawcy, w większości liberałowie ekonomiczni. Taki stan rzeczy doprowadził niektórych, m.in. Mikołaja Iwańskiego, do absurdalnego poglądu, iż likwidacja składek na rzecz finansowania budżetowego systemu ubezpieczeń stanowi projekt neoliberalny, a nie na odwrót.
W dyskursie publicznym pojawia się też zarzut, iż finansowanie wyłącznie z dochodów od pracy przypomina piramidę finansową, czyli schemat Ponziego z malejąca stopą zastąpienia, uzależniający funkcjonowanie systemu od napływu nowych uczestników. Finansowanie z budżetu państwa jest od takich oskarżeń wolne.
Nieobecnym dotychczas w debacie publicznej problemem było natomiast negatywne oddziaływanie opodatkowania wyłącznie pracy.
W kontekście zastępowalności pokoleń warto przyjrzeć się przesłankom dotyczącym podniesienia wieku emerytalnego. Opierają się one na wyliczeniach średniego czasu życia, które wydłużyło się ostatnio głównie ze względu na niższą śmiertelność dzieci. Ta z kolei wynika z niższej ilości urodzeń. Co z kolei ma przełożenie na niższą śmiertelność młodych kobiet w wyniku połogu. Wbrew zideologizowanemu przekazowi, średnia życia ma kilka wspólnego z liczbą stulatków, którą determinuje liczba urodzeń w danym roczniku w przeszłości.
Finanse
ZUS wypłacał pieniądze w czasie II wojny światowej i największych kryzysów lat 80. i 90. Dlaczego miałby upaść w czasach prosperity gospodarczej, jak wieszczą krytycy? Jedynym wyjaśnieniem może być dysfunkcyjne finansowanie z opodatkowania wyłącznie pracy. O ile Zakład Ubezpieczeń Społecznych należy traktować jako jedno z osiągnięć socjaldemokratycznie zorientowanej ekonomii, o tyle obecny system finansowania go wyłącznie dzięki opodatkowania dochodów z pracy jest projektem neoliberalnym. W ten sposób posiadacze kapitału zrzucili odpowiedzialność za finansowanie podstawowych usług publicznych na ludzi pracy. Dzięki temu kapitał nie jest zagrożony dokładaniem się do społecznych kosztów kapitalistycznej produkcji.
Nasze składki trafiają głównie do Narodowego Funduszu Zdrowia finansującego ochronę zdrowia oraz do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych finansującego renty, emerytury i wypłaty chorobowe oraz wypadkowe. Jest to fikcja prawna, swego rodzaju kreatywna księgowość w postaci stworzenia osobnych funduszy celowych wydzielonych z budżetu państwa i finansowanych wyłącznie z wybiórczych podatków od dochodów z pracy. A przecież fundusze celowe mogą być finansowane z budżetu państwa, z podatków bardziej sprawiedliwych, ekonomicznie optymalnych i efektywnych niż opodatkowanie wyłącznie dochodów z pracy.
W 2024 roku wpływy podatkowe do budżetu państwa wynosiły 544,4 mld. zł. Z czego podatki handlowe (VAT, PCC, akcyzy, cła) to 71%, PIT to 18%, CIT 11% i podatki majątkowe 1%. Jednak całkowite dochody państwa z uwzględnieniem również wpływów składkowych FUS i NFZ wynosiły w sumie 1046,4 mld. zł. Z czego podatki od dochodów z pracy (PIT, FUS, NFZ) to już 57%, podatki handlowe to 37%, CIT to tylko 6%, a majątkowe – niecały 1%. Widać jak działa kreatywna księgowość – w budżecie państwa mamy dochody w większości z podatków handlowych, natomiast sumaryczne dochody państwa to w większości opodatkowanie dochodów ludzi pracy.
Jak działają podatki
Tę sytuację należałoby zmienić przede wszystkim przez obniżenie degresywnych składek ZUS. W pierwszym rzędzie dla zatrudnionych na etat. W zamian należałoby wprowadzić handlowy podatek obrotowy (równolegle do VAT), podatki majątkowe od rozmaitych zasobów (jak nieruchomości podmiotów prawnych, osobno nieruchomości osób fizycznych, osobno inne aktywa wszystkich podmiotów prawnych) oraz wprowadzić dodatkowe wyższe progi stawek CIT.
Dlaczego w ten sposób? Jedną lekcję dotyczącą podatków należałoby zapamiętać przede wszystkim: podatki dochodowe redystrybuują od biednych do bogatych, podatki majątkowe od bogatych do biednych, a podatki handlowe są relatywnie neutralne. Dotyczy to podatków proporcjonalnych, czyli liniowych. Zatem tylko podatki majątkowe obniżają nierówności społeczne, zaś podatki dochodowe przyczyniają się do wzrostu nierówności. Podatki majątkowe zmuszają do bardziej aktywnego i rozważnego inwestowania, tak by uzyskać dochody niwelujące koszt opodatkowania, podatki dochodowe zaś zniechęcają do tego.
Wiedzę tę zawdzięczamy przede wszystkim badaniom, które opublikował w 2013 roku Stephen J. Turnovsky. Oprócz nich jest bardzo wiele badań o podobnych konkluzjach i porównujących wpływ wskazanych podatków na inwestycje i wzrost gospodarczy. Temat jest dobrze przebadany, chciałoby się powiedzieć. Podatki dochodowe mają najgorszy wpływ na inwestycje i wzrost gospodarczy, a majątkowe – najlepszy, co fundamentalnie przeczy potocznym i często powielanym opiniom. To, co jest opodatkowywane, ma większy wpływ na społeczeństwo i gospodarkę, niż to, w jaki sposób.
Akumulacja dochodów jest źródłem powstawania majątków, kapitału, więc tylko ich bezpośrednie opodatkowanie może prowadzić do demokratycznego rozkładu majątkowego. Podatki dochodowe zaś jedynie utrudniają akumulację kapitału, i to głównie tym, którzy tego kapitału nie posiadają. Tylko progi podatkowe w podatkach dochodowych zmniejszają negatywne działanie podatków dochodowych i warto je stosować głównie do wysokich dochodów.
Często podkreśla się powojenną wysokość podatków dochodowych, jednak to ówczesna wysokość podatków majątkowych miała większe znaczenie dla redystrybucji. Warto przy tym odeprzeć powielany szeroko dogmat, iż podatki konsumpcyjne najbardziej dotykają ubogich – jest to odwracanie kota ogonem: problemem są tu niskie dochody, a podatki konsumpcyjne najbardziej dotykają tych, którzy konsumują najwięcej, a nie najmniej. Ubogich najbardziej gnębią podatki od ich dochodów z ich pracy, i to one obniżają możliwości konsumpcyjne. Last but not least, opodatkowanie pracy oczywiście wpływa na koszty pracy, powiększając bezrobocie. Zatem o ile chcemy żyć w społeczeństwie demokratycznym, równościowym, niezagrożonym oligarchizacją ekonomii i polityki, a jednocześnie gwałtownie się rozwijającym gospodarczo, powinniśmy dążyć do obniżenia podatków od pracy na rzecz podatków handlowych i majątkowych. Składki na ZUS i NFZ stanowią w tej chwili najważniejszy aspekt tej polityki.
Szczególnie w przypadku ochrony zdrowia należy powtarzać pytanie, dlaczego nie jest ona finansowana z budżetu państwa, ale niemal wyłącznie z opodatkowania pracy. Dlaczego nie jest finansowana tak, jak są wojsko, policja, służba więzienna, sądownictwo, straż graniczna, straż pożarna, edukacja publiczna, drogi, koleje i wiele, wiele innych? Budżetowy sposób utrzymywania publicznych systemów ochrony zdrowia działa np. we Włoszech, Danii, Portugalii, Hiszpanii, Szwecji czy Irlandii. A to jest właśnie rozwiązanie, którego polscy politycy i ekonomiści deklaratywnie starają się uniknąć, lawirując bezustannie pomiędzy niedofinansowaniem systemu a wysokimi kosztami pracy. Z kolei systemy emerytalne powodują generalnie nieznaczne obniżenie nierówności ekonomicznych wśród osób starszych, jednak zanim to nastąpi polski system składkowy przyczynia się do powstania jednych z najwyższych nierówności dochodowych w Europie.
Teraz widzimy, na czym polega problem ze składkami ZUS: na narzuceniu mechanizmu o najbardziej negatywnym oddziaływaniu na gospodarkę i społeczeństwo jako jedynego słusznego sposobu finansowania kluczowych instytucji wsparcia społecznego. Ten system opłacania stworzony został, aby podważyć wiarygodność i doprowadzić do instytucjonalnego demontażu i prywatyzacji, dzięki pogłębiającemu się, mimo historycznie wyjątkowej prosperity gospodarczej, niedofinansowaniu.
Najwybitniejszy badacz systemów ubezpieczeń prof. Nicholas Barr wypowiadał się jednoznacznie: ubezpieczenia społeczne powinny być finansowane przede wszystkim z systemu budżetowego, czyli z ogółu podatków, a nie ze składek. Wspólnie z noblistą prof. Peterem Diamondem wykazali oni, iż system składkowy może być ewentualnie wprowadzony jako dodatkowy, dobrowolny system ubezpieczeń co najwyżej w krajach rozwiniętych o dużych nadwyżkach inwestycyjnych. Czy chcemy, żeby system emerytalny stanowił część systemu wsparcia społecznego – czy zawsze obarczony ryzykiem mechanizm inwestycyjny, istotny element finansjalizacji gospodarki?
Postawię w tym miejscu tezę, iż być może kapitalizm nie jest taki zły sam z siebie, a tylko system podatkowy, w jakim funkcjonuje, czyni go takim – utrudniając akumulację kapitału większości i ułatwiając to nielicznym. To nie same środki produkcji, ale system podatkowy jest głównym narzędziem konfliktu klasowego. jeżeli istotą kapitalizmu jest akumulacja kapitału, to czy nie mogłaby przebiegać w mniej skoncentrowany, a bardziej równomiernie rozłożony pośród społeczeństwa sposób?
Stefan Paweł Załęski
Grafika w nagłówku tekstu: Mohamed Hassan from Pixabay

7 godzin temu





