Pana klient Radosław Piesiewicz, szef PKOl, 28 sierpnia usłyszał zarzuty karne płatnej protekcji oraz zaspokojenia grupy wierzycieli z pokrzywdzeniem innych w związku z grożącą niewypłacalnością. Do żadnego z nich się nie przyznaje?
Zgadza się. Mój klient nie przyznaje się do żadnego z zarzucanych mu czynów. Złożył w tej sprawie obszerne, trwające wiele godzin wyjaśnienia. Łącznie Radosław Piesiewicz składał wyjaśnienia trzykrotnie – dwa razy w prokuraturze oraz w sądzie podczas posiedzenia aresztowego.
Pomimo tego, sąd zdecydował o zastosowaniu tymczasowego aresztowania. Były ku temu przesłanki?
W ocenie obrony nie było podstaw do zastosowania tymczasowego aresztowania. Materiał dowodowy, który został przedstawiony na poparcie wniosku prokuratora uważam za niewystarczający. Warto podkreślić, iż prokurator opierał swój wniosek na dwóch przesłankach szczególnych: prawdopodobieństwie wymierzenia surowej kary oraz obawie matactwa ze strony mojego klienta. Sąd podzielił zapatrywania prokuratora jedynie w zakresie matactwa. Nie uznał natomiast, iż w przypadku Radosława Piesiewicza istnieje realne prawdopodobieństwo wymierzenia surowej kary.
Zdaniem sądu zgromadzony materiał dowodowy nie przemawia za możliwością zastosowania surowej kary?
Tak, zdaniem sądu zgromadzony materiał dowodowy nie przemawia za taką możliwością. Hipotetycznie tylko jeden z zarzucanych mojemu klientowi czynów był zagrożony karą do 8 lat pozbawienia wolności. Chodzi o tzw. płatną protekcję. Sąd stwierdził jednak, iż w przypadku Radosława Piesiewicza wymierzenie kary z górnej granicy ustawowego zagrożenia jest nieprawdopodobne. Zdaniem sądu, mojemu klientowi nie grozi aż tak wysoka odpowiedzialność.
Sąd zgodził się jednak z prokuratorem, iż pana klient może nakłaniać innych do składania nieprawdziwych zeznań.
To prawda. Na tej przesłance oparto postanowienie o tymczasowym aresztowaniu.
Czy ta obawa jest zasadna? Czy nie przesłuchano do tej pory innych świadków w tej sprawie?
Tu dotykamy zgromadzonego materiału dowodowego, o którym nie mogę się wypowiadać. jeżeli zaś chodzi o polemizowanie z decyzją sądu, to na ten moment ciężko mi to zrobić. Wciąż oczekujemy na uzasadnienie postanowienie w sprawie tymczasowego aresztu. Sąd odroczył jego sporządzenie o siedem dni. To nieco zaskakujące, bo wniosek prokuratury o tymczasowy areszt wpłynął do sądu w piątek 28 sierpnia o godzinie 21:37. Zgodnie z przepisami sąd ma 24 godziny na podjęcie decyzji i wydanie postanowienia. Tymczasem postanowienie zostało ogłoszone już o piątej rano w sobotę. Oczywiście sąd zachował się w pełni legalnie. Mógł jednak też wykorzystać w pełni ustawowy czas na dogłębne zapoznanie się z materiałem dowodowym i wydać postanowienia od razu z jego uzasadnieniem.
Dlaczego to pana zaskoczyło?
Sąd nie wykorzystał 24 godzin na rozpoznanie wniosku prokuratury. Wręcz przeciwnie – wyznaczył termin posiedzenia bardzo gwałtownie po otrzymaniu wniosku, po czym stwierdził, iż sprawa jest na tyle skomplikowana, iż potrzebuje dodatkowego tygodnia na sporządzenie uzasadnienia.
Ma pan normalny kontakt ze swoim klientem?
Ostatni kontakt z klientem miałem bezpośrednio po posiedzeniu aresztowym. Bardzo gwałtownie złożyliśmy wniosek do prokuratury o wydanie zgody na widzenie i kontakty telefoniczne. Na tę chwilę te wnioski nie zostały jeszcze rozpoznane. Jest jednak za wcześnie, żebym twierdził, iż jest mi w jakiś sposób utrudniany kontakt z tym klientem. Po prostu czekamy na rozpoznanie naszych wniosków.
Zapoznał się pan ze wszystkimi materiałami zgromadzonymi w tej sprawie?
Nie byłem w stanie tego zrobić. Na etapie posiedzenia aresztowego umożliwiono mi dostęp do akt sprawy oraz do treści wniosku o zastosowanie tymczasowego aresztowania przez około godzinę. To był jedyny moment, w którym dopuszczono mnie do materiału dowodowego. Przekazane do sądu akta łącznie zajmują ok. 40 tomów. Siłą rzeczy nie ma możliwości, żeby w tak krótkim czasie zapoznać się z tak obszernym materiałem. Nie pozwolono mi również wykonać fotokopii. Oczywiście złożyłem wniosek o umożliwienie mi oraz drugiemu obrońcy Radosława Piesiewicza dostępu do akt sprawy albo chociaż ich części, na którą powołał się prokurator przy wniosku o tymczasowy areszt.
Godzina na zapoznanie się przez obrońcę z materiałem dowodowym to częsta praktyka?
Niestety tak. Choć oceniam tę praktykę bardzo negatywnie, to nie jest ona nietypowa. Jednak sytuacja, o której rozmawiamy, jest na tyle wyjątkowa, iż tu był czas na zrobienie tego w normalny sposób. zwykle obrońca ma mało czasu w zapoznawanie się z aktami sprawy, bo sąd jest związany 24-godzinnym terminem na rozpoznanie wniosku o areszt. W tej sprawie sąd świadomie skrócił ten czas. Mógł wydać postanowienie choćby o 21 w sobotę, a zrobił to już o 5 nad ranem. To skróciło czas na zapoznanie się z aktami nie tylko mnie, ale również sądowi.
Dlaczego tak się stało? Skąd wynikał pośpiech sądu?
Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Działania sądu były w pełni legalne. Jednak od strony praktycznej mogą budzić zdziwienie.
Podejrzewa pan, iż doszło do nacisków o charakterze politycznym?
Nie jestem w stanie tego powiedzieć. Zdaję sobie sprawę z pewnego potencjału politycznego tej sprawy. Natomiast chciałbym wyraźnie podkreślić, iż obronę w tej sprawie skupiamy na kwestiach stuprocentowo merytorycznych. Nie ma potrzeby podnosić argumentów o politycznym charakterze sprawy, bo merytoryczne podstawy zarzutów stawianych przez prokuraturę są w ocenie obrony słabe.
Nie dają podstaw do postawienia aktu oskarżenia?
W ocenie obrony materiał dowodowy nie jest wystarczający do stwierdzenia, iż klient dopuścił się któregokolwiek z zarzucanych mu czynów.

2 godzin temu









