Nie ma jednej adekwatnej ścieżki kariery prawnika, dlatego warto działać po swojemu – tak w wywiadzie z cyklu „Prawnicy z pasją” przekonuje Aneta Baranowska, radczyni prawna, ekspertka Legal Design i AI, laureatka 7. miejsca w konkursie Rising Stars Prawnicy – Liderzy Jutra 2025.
To rozmowa o codziennych inspiracjach, świadomym łączeniu prawa z technologią i wybieraniu własnej ścieżki, by wykonywać zawód z pasją. Sprawdźcie sami, czy ciekawość może być jedną z najważniejszych kompetencji prawnika, jak odnaleźć własną drogę w zawodzie, nie ulegając schematom i czy w świecie sztucznej inteligencji wciąż najważniejsze pozostaną empatyczne relacje. Zachęcamy do lektury.
***
Dzień dobry, dziękujemy za przyjęcie naszego zaproszenia do rozmowy. Patrząc na Pani zawodową drogę trudno powiedzieć, iż jest ona typowa. Kiedy po raz pierwszy pomyślała Pani, iż chce zostać prawniczką? Czy już na studiach wiedziała Pani, iż będzie szukać własnej ścieżki?
Pierwsze myśli na ten temat pamiętam jeszcze z czasów szkoły podstawowej. I od początku były to wyobrażenia jak najbardziej „typowe” – własna kancelaria adwokacka, rozmowy przy eleganckim biurku i rozprawy sądowe. I chyba długo pielęgnowałam w sobie to wyobrażenie. Na praktykach studenckich powoli upewniałam się, czego na pewno nie chcę robić – np. sprawy rodzinne okazały się nie na moją psychikę. Ale tak naprawdę własną ścieżkę zaczęłam wydeptywać chyba dopiero w czasie aplikacji radcowskiej.
Na swoim blogu napisała Pani, iż od początku kariery regularnie zbacza z wytyczonej ścieżki. To bardziej potrzeba ciągłego rozwoju, ciekawość świata czy świadoma decyzja, żeby nie zamykać się w jednej roli?
Chyba wszystkiego po trochu. Uczeń to mój numer 1 w talentach Gallupa, a zaraz za nim idzie empatia i zbieranie. To wszystko razem sprawia, iż jestem bardzo interesująca świata i przede wszystkim – innych ludzi, a dodatkowo nie potrafię zamykać się w jednej roli. Ale to też wynik tego, iż klasyczna prawnicza kariera po prostu nie okazała się moją ścieżką. Nie czułam się w takiej roli komfortowo, a nie chciałam całkowicie rezygnować z dotychczasowej edukacji, czy praktyki. Stąd te poszukiwania.
Czy zaliczyłaby Pani ciekawość do kompetencji prawnika? Czy to właśnie ona napędza wszystkie projekty, których się Pani podejmuje?
Nigdy nie myślałam o ciekawości jako o kompetencji prawnika, ale to świetna myśl – dziękuję za nią. Uważam, iż prawnicy ciekawi swoich klientów, stojących przed nimi wyzwań, gotowi rozwiązywać choćby najbardziej skomplikowane łamigłówki, pracują po prostu z pasją. jeżeli zaś chodzi o moje projekty – tak, na pewno ciekawość mnie motywuje. Nie zawsze jestem przekonana o powodzeniu nowych pomysłów, ale o ile ciekawość w połączeniu z intuicją każą mi iść w tym kierunku – zwykle to robię.
Na co dzień odpowiada Pani za obszar cyfryzacji i bezpieczeństwa AI w jednej z największych firm farmaceutycznych. Czy prawnik in-house w 2026 roku powinien rozumieć technologię równie dobrze, jak przepisy prawa?
Moim zdaniem powinien przede wszystkim rozumieć ludzi, którzy przychodzą do niego po pomoc. Poznawać ich prawdziwą motywację, potrzeby. Dopiero w dalszej kolejności wspomagać się technologią. I może to będzie nieco kontrowersyjne albo niezgodne z panującym przekonaniem, ale wcale nie uważam, iż jako prawnicy musimy znać technologię tak samo dobrze jak prawo. Prawo to trzon naszych kompetencji i o ile chcemy świadczyć usługi na najwyższym poziomie – musimy się na tym świetnie znać. A technologia? To ona powinna służyć nam. Być tak zaprojektowana, żebyśmy mogli z łatwością i bez popełniania błędów się nią posługiwać. My musimy dobrze rozumieć potrzeby swoje i swoich klientów, żeby odpowiednio dobrać technologię do naszych celów.
Wielu prawników przez cały czas zastanawia się, czy warto inwestować czas w poznawanie narzędzi opartych na sztucznej inteligencji. Co powiedziałaby Pani sceptykom?
Warto, bo to nie jest chwilowa moda, która za chwilę opuści rynek. Te narzędzia będą się rozwijać i będą nam towarzyszyć – to już pewnie truizm. Ja robię to dlatego, iż jestem ich interesująca i dlatego, iż im lepiej je poznaję, tym lepiej dostosowuję je do swoich potrzeb. Po prostu sobie pomagam i oszczędzam czas.
W ostatnich latach bardzo mocno i gwałtownie zmienia się to, jak wygląda praca prawników – od pracy analogowej, przez promptowanie, aż do zarządzania współpracą ludzi i sztucznej inteligencji. Czy w Pani ocenie za kilka lat największą kompetencją prawnika będzie nie znajomość prawa, ale umiejętność współpracy z AI?
Mam nadzieję, iż to wciąż będzie jednak umiejętność współpracy z ludźmi oparta na empatii. Do tego kreatywne poszukiwanie rozwiązań. Budowa relacji opartych na zaufaniu. A kooperacja z AI będzie raczej tłem tego wszystkiego, niż wiodącą kompetencją.
Żyjemy w świecie pełnym AI, automatyzacji i algorytmów. Czy widzi Pani szansę, aby w tym wszystkim wciąż najważniejsze pozostały: człowiek, relacje i zwykła ludzka ciekawość?
Chyba jestem optymistką, bo tak – wierzę w to. Ja na to stawiam w 100%. O tym też bez przerwy słyszałam i ze sceny i w kuluarach tegorocznej konferencji legal LUBLINnovation, więc wiem, iż nie jestem sama. Tak jak Państwo wspomnieli – świat jest pełny AI, automatyzacji i algorytmów. Obserwuję coraz większe zmęczenie tymi zjawiskami wśród ludzi – nie tylko prawników, ale także np. osób z branży kreatywnej. To odwrót od bezrefleksyjnej fascynacji technologią na rzecz tego, co ludzkie. Taką mam nadzieję.
Od lat popularyzuje Pani legal design. Czy jest on dla Pani zestawem narzędzi czy raczej filozofią komunikacji i budowania relacji z klientem?
I jednym i drugim – zwykle właśnie tak do definiuję. Niekiedy narracja mówiąca o zwiększeniu dostępu do prawa czy nadaniu osobom, które są użytkownikami prawa, większej mocy sprawczej wydaje się zbyt górnolotna. Staram się to zrozumieć i skupić wówczas uwagę na aspektach praktycznych tego, co design ma nam do zaoferowania.
Co jest trudniejsze – uprościć skomplikowany dokument prawny czy przekonać prawników, iż warto to robić?
Niektórych łatwiej do tego przekonać, innych trudniej. Praca nad tym jest jednak na pewno bardziej wymagająca i pracochłonna niż praca nad konkretnym dokumentem. Chociaż bywają momenty, iż wolałabym sprzed dokumentu pełnego magicznych zaklęć uciec na warsztaty lub szkolenie z legal design i popracować jednak z ludźmi – choćby bardzo nieprzekonanymi…
Jakiś czas temu postanowiła Pani stworzyć własną konferencję. Skąd narodził się pomysł na legal LUBLINnovation?
Po kilkunastu latach w ukochanym Krakowie wróciłam do, również ukochanego, rodzinnego Lublina. Razem z mężem zastanawialiśmy się, co interesującego możemy zrobić w naszym mieście. W tym okresie uczestniczyłam w międzynarodowym kursie legal design z Tessą Manuello i poznałam masę inspirujących ludzi z ciekawymi pomysłami. Wisienką na torcie był zaś udział w the Legal Design Summit w Helsinkach. Zobaczyłam, jaką energię mogą mieć wydarzenia w świecie prawniczym i już wiedziałam, iż chcę iść w tym kierunku.
Rynek wydarzeń prawniczych jest mocno skoncentrowany wokół Warszawy. Pani postawiła na Lublin. To był świadomy wybór? Jak się sprawdził? A może siłą tej konferencji jest właśnie to, iż odbywa się poza największym centrum biznesowym?
Tak, tak jak wspomniałam wcześniej, wróciłam do rodzinnego miasta i chciałam robić coś wartościowego właśnie tutaj. Myślę, iż dla wielu osób było to odświeżające i w jakiś sposób uwalniające. Mam wrażenie, iż czasem dopiero „wyrwanie się” do innego miasta umożliwia wzięcie oddechu i faktyczne oderwanie od codziennych obowiązków. Gdy wydarzenie odbywa się w biurze obok, łatwo wymknąć się z powrotem na spotkanie i już nie wrócić. Wiem też jednak, iż to często wyzwanie logistyczne, organizacyjne. Cieszę się, iż tak wiele osób chce się go podjąć – niektórzy zrobili to już dwukrotnie.
Program konferencji nie jest przypadkowym zbiorem wystąpień. Gdyby miała Pani zamknąć jego przesłanie w jednym akapicie, co chciałaby Pani powiedzieć polskim prawnikom?
Bardzo się cieszę, iż tak oceniacie Państwo program – bo to dla mnie najważniejszy aspekt i jestem co do niego bezkompromisowa. A nasze przesłanie? Chyba takie, iż nie ma jednej, adekwatnej ścieżki dla wszystkich prawnika, prawniczki. Każdy z nas ma prawo poszukiwać własnej. Skoncentrowanie na człowieku, dla którego świadczymy usługi, powinno być naszym kompasem, a technologia – osiągalnym i realnym wsparciem.
Zawodowo łączy Pani doświadczenie kancelaryjne z pracą prawniczki in-house. Czego kancelarie mogłyby nauczyć się od działów prawnych przedsiębiorstw, a czego działy prawne od kancelarii?
Doceniam, iż zadajecie Państwo to pytanie obustronnie – często spotykam się z optyką, w której to tylko kancelarie zewnętrzne są krytykowane i wskazywane jako te, które mają wiele do nadrobienia. Tymczasem kancelarie prawne mają do zaoferowania coś wyjątkowego – doświadczenie pracy z klientami o różnych profilach, różnych problemach. Można uczyć się od nich łączenia kropek, często w nieoczywistych sprawach, na tle wielu skomplikowanych stanów faktycznych i prawnych. To czego kancelarie mogą uczyć się od działów prawnych, to mocne skoncentrowanie na konkretnej potrzebie biznesowej i odpowiadanie na nią w takich ramach, które faktycznie są zbieżne z oczekiwaniem klienta.
Poza tym wszystkim, o czym była już mowa powyżej, wykłada Pani na studiach podyplomowych w obszarze nowych technologii, AI, transformacji cyfrowej, a także prowadzi szkolenia z legal design. Czy uczelnie nadążają dziś za zmianami na rynku? Jakiego przedmiotu w Pani ocenie najbardziej brakuje dziś na studiach prawniczych?
Nie będzie niespodzianek – to oczywiście projektowanie w świecie prawa. Póki co widoczne w programach studiów podyplomowych, ale nie w głównym nurcie edukacji prawniczej – na studiach czy aplikacji. Podczas gdy umiejętności z tego zakresu są bardzo uniwersalne, przydatne niezależnie od wybranej drogi zawodowej czy specjalizacji. Jestem członkinią samorządu radcowskiego i widzę, iż tu legal design jest coraz bardziej dostrzegalny, rośnie ilość projektów edukacyjnych w tym obszarze. Ale wciąż uważam, iż im wcześniej umiejętności z tego zakresu byłyby obecne w edukacji prawniczej, tym więcej byłoby z tego korzyści.
Pisze Pani blog, organizuje konferencję, występuje publicznie. Czy budowanie marki osobistej było świadomą strategią, czy raczej naturalnym efektem dzielenia się wiedzą? I czy współczesny prawnik powinien umieć opowiadać o swojej pracy?
Nie będę kłamać – nie miałam i nie mam strategii budowania marki osobistej. Natomiast uwielbiam dzielić się wiedzą, a adrenalina związana z wystąpieniami publicznymi chyba nigdy mi się nie znudzi. Dlatego chyba można stwierdzić, iż przyszło to naturalnie. Jest to też wynikiem dostrzegania i wykorzystywania szans – nawiązywania współpracy, startowania w konkursach, angażowania się w projekty wykraczające poza codzienne obowiązki. To nie zawsze jest łatwe, ale procentuje. A czy każdy współczesny prawnik powinien umieć opowiadać o swojej pracy? Swoim potencjalnym klientom – na pewno tak. A publicznie? Co do tego nie jestem przekonana. Na pewno nie można robić tego wbrew sobie i na pokaz. Odbiorcy niezwykle gwałtownie wyczuwają potencjalną nutę fałszu w takich działaniach i zamiast zdobywać ich zaufanie, możemy je raczej stracić.
W ubiegłym roku zajęła Pani 7. miejsce w konkursie „Rising Stars Prawnicy – liderzy jutra”. Serdecznie gratulujemy! Co było dla Pani największą wartością tego wyróżnienia? Czy sukces bardziej motywuje, czy zwiększa poczucie odpowiedzialności?
Bardzo dziękuję! Największą wartością jest dla mnie to, iż w prawniczym konkursie została doceniona dosyć wywrotowa ścieżka. Kapituła konkursu zwróciła uwagę na projekty związane z designem, technologią, organizacją wydarzeń. Oczywiście, jestem radczynią prawną i nie odcinam się od swoich prawniczych umiejętności i doświadczeń. Ale mam wrażenie, iż to nie one grały tutaj pierwsze skrzypce. A sukces? I jedno i drugie – to świetna motywacja, a zarazem odpowiedzialność. Ale cieszę się, iż tym wyróżnieniem też mogę poprzeć przesłanie płynące z legal LUBLINnovation – iż warto działać po swojemu.
Patrząc na liczbę Pani aktywności, można odnieść wrażenie, iż Pani doba musi mieć więcej niż 24 godziny. Jak wygląda Pani sposób na organizację pracy i życia?
Tu nie ma żadnej magii – z czegoś trzeba czasem zrezygnować. Ja jestem taką osobą, która raczej odpuści kolejny zawodowy projekt lub przesunie go w czasie albo nadszarpnie nieco dobowy rytm snu, niż zrezygnuje z czasu z rodziną i przyjaciółmi. Myślę, iż to połączenie kilku rzeczy – dużej chęci do działania i sztuki kompromisów zarazem.
W jednym z wywiadów wspomniała Pani, iż męczy ją czasem efekt FOMO. Jak sobie Pani z nim radzi? Czy zdarza się, iż świadomie odcina się Pani od technologii?
To prawda. W takich sytuacjach staram się to jakoś zracjonalizować – po prostu uczciwie sobie powiedzieć, dlaczego nie dam rady uczestniczyć w jakimś projekcie i wydarzeniu albo co musiałabym poświęcić, żeby to zrobić, i czy warto. Nieocenionym pomocnikiem w takiej szczerej ocenie jest mój mąż, który potrafi spojrzeć na sytuację z innej niż ja perspektywy. Co do technologii – staram się i mam wrażenie, iż z roku na rok takie odcinanie wychodzi mi coraz lepiej. Ale nie będę oszukiwać – często ciężko mi nie zerkać w telefon, choćby o ile zaplanuję czas offline. Najlepiej działa na mnie spędzanie czasu z córką – przy niej odłożenie telefonu jest zdecydowanie łatwiejsze.
Co najlepiej pozwala Pani złapać dystans i odpocząć od pracy?
Rodzina, przyjaciele, podróże, natura. Najlepiej kombinacja tego wszystkiego, choć ostatnio zamiast wyjazdów coraz bardziej cenię sobie spokojny czas w domu. Może to banalne, ale szczerze? Nie ma nic lepszego.
Gdyby miała Pani wskazać trzy kompetencje, których dzisiejszy student prawa lub aplikant powinien nauczyć się jeszcze przed rozpoczęciem samodzielnej praktyki, co znalazłoby się na tej liście?
Pielęgnowanie własnej ciekawości wobec drugiego człowieka i jego potrzeb. Dostrzeganie i formułowanie własnych potrzeb – także wobec technologii, która ma tę praktykę wspierać. Balans i dbanie o swój dobrostan. Nie wiem czy można się tego wszystkiego tak po prostu nauczyć – ale według mnie to są właśnie priorytety. Bo przecież o najwyższym poziomie merytorycznym w zakresie prawa nie musimy w tym gronie wspominać.
Na koniec – jaką jedną radę dałaby Pani młodym prawniczkom i prawnikom, którzy dopiero snują plany na swoją zawodową drogę?
Powtórzę się – nie przywiązujcie się do istniejących schematów. Wykształcenie, które właśnie zdobywacie, daje ogromne możliwości, a klasyczna kariera prawnicza to tylko jedna z nich. jeżeli się w niej odnajdujecie – to świetnie, pielęgnujcie to. jeżeli nie – nie bójcie się szukać.
Dziękujemy za rozmowę.
Bardzo dziękuję!
***
Aneta Baranowska – radczyni prawna, specjalistka w obszarze Legal Design, LegalTech i sztucznej inteligencji. Laureatka 7. miejsca w konkursie „Rising Stars – Prawnicy Liderzy Jutra 2025”. Na co dzień odpowiada za obszar cyfryzacji i bezpieczeństwa AI w Polpharma S.A., a także prowadzi własną kancelarię, w ramach której popularyzuje idee paperless i Legal Design oraz doradza w zakresie wdrożeń LegalTech. Jest inicjatorką międzynarodowej konferencji legal LUBLINnovation, a jako liderka zespołu legalny design (www.legalnydesign.pl) współtworzyła dostępny publicznie uniwersalny słownik ikon prawniczych, który pomaga w upraszczaniu komunikacji prawnej. Wykłada na studiach podyplomowych poświęconych nowym technologiom i transformacji cyfrowej, a poza tym prowadzi bloga www.out-law.pl.





