„Czekam aż mnie zamordują”. Prześladowanie wolnego dziennikarstwa w Polsce osiąga apogeum. Cz. I. Sędzia Arkadiusz Śmiech nakazuje ścigać dziennikarza, który jest w konflikcie z jego żoną (też sędzią)

1 tydzień temu

Artur Mezglewski

Dość traumy. Niech owce przestaną milczeć. Ujawniam największe draństwa sądowo-prokuratorskiej mafii, walczącej z wolną prasą w Polsce. Nie uwierzycie, iż to się dzieje. Będziecie czytać – i nie uwierzycie. Wolna prasa? Z każdym dziennikarzem zrobią, co chcą.

W niniejszym materiale będzie o tym, jak sędzia Sądu Okręgowego w Lublinie Arkadiusz Śmiech nakazał prowadzić postępowanie karne z art. 212 k.k. przeciwko dziennikarzowi, który zawiadomił organa ścigania o nadużyciach popełnionych przez jego żonę – sędzię Magdalenę Kurczewską – Śmiech. Sędzia Arkadiusz Śmiech nie wyłączył się od rozpoznawania sprawy, chociaż podlegał wyłączeniu.

  1. Narzędzie

Podstawowym narzędziem prześladowania wolnego dziennikarstwa w Polsce jest art. 212 k.k., który penalizuje każdą krytyczną wypowiedź dziennikarską (i nie tylko dziennikarską). Rozumiecie państwo?: KAŻDA KRYTYKA PRASOWA MOŻE ZOSTAĆ UZNANA PRZEZ SĄD ZA PRZESTĘPSTWO! A sąd robi, co chce…

I druga istotna rzecz. Wszystkie postępowania z art. 212 k.k. są niejawne. A zatem oni mogą z tobą robić co chcą, a ty nie może choćby o tym mówić! A potem pojawia się w przestrzeni wyrok i wynikające z niego konsekwencje.

To nie jest cywilizowane państwo.

W dodatku władzę sądowniczą sprawują w nim ludzie pozbawieni jakichkolwiek skrupułów, czy też zasad.

2. Przedmiot postępowania – czyli artykuł prasowy, za który wedle – Sędziego Arkadiusza Śmiecha – należy ścigać dziennikarza

Oto link do artykułu, który – z woli sędziego Arkadiusza Śmiecha – ma stanowić przedmiot postępowania karnego z art. 212 k.k. Jest to dokładnie ta jego wersja, która została opublikowana w dniu 4 listopada 2023 r. przez autora tekstu.

Prokuratorskie zarzuty za błogosławieństwo znakiem krzyża z wnętrza samochodu

Rzekomą pokrzywdzoną tym artykułem miałaby być „pani Marzena”, której dane personalne w artykule nie zostały ujawnione (imię Marzena również jest imieniem zmienionym). Zresztą artykuł nie jest o pani Marzenie. Głównym tematem tego artykułu są kuriozalne, niespotykane zarzuty, jakie uczestnikowi ruchu drogowego postawiła prokuratura, oraz symbolika krzyża, która została w sposób niewłaściwy wykorzystana, do ich sformułowania. Autor odniósł się w nim w sposób krytyczny do działań prokuratora, który wikła się w rodzinne spory i traktuje Kodeks karny w sposób instrumentalny.

A co z anonimową „panią Marzeną”? Ona pojawia się w ostatniej części artykułu. Są tam – jedynie kronikarsko – wyliczone czyny popełnione przez nią na szkodę „pana Maurycego” (imię również zmienione). Chodziło tutaj jedynie o to, aby wykazać, iż postępowania w ważnych sprawach nie toczą się, a choćby takie sprawy nie są kierowane do sądu, natomiast ściga się ludzi za bzdurne, wydumane przestępstwa.

Tyle.

Nadmienić można w jedynie tyle, iż autor artykułu zebrał kilkaset stron różnych dokumentów na temat jej działalności i nie ma najmniejszych wątpliwości, iż czyny te miały miejsce.

Najistotniejsze w tym wszystkim jest to, iż pani Marzena pracuje w sferze finansów publicznych – w zawodzie, którego wykonywanie możliwe jest jedynie, gdy nie jest się skazany za przestępstwo przeciwko wiarygodności dokumentów. A ona – na szeroką skalę – posługiwała się dokumentami, na których podpisy zostały sfałszowane. I co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości. Wie o tym prokuratura, wie o tym sąd i wiem o tym ja.

Akta prokuratorskie są jednak niejawne. Autor zwrócił się do prokuratora o wyrażenie na opublikowanie – choćby niektórych fragmentów z tej dokumentacji, ale prokurator nie wyraził zgody na ich ujawienie.

W tym miejscu zauważyć jednak należy, iż zasygnalizowany w artykule problem jest istotny społecznie – a społeczeństwo ma prawo do informacji o tak istotnych problemach, jak publiczny obrót dokumentami urzędowymi, które zostały sfałszowane.

3. Pani Marzena się pieniaczy – sąd rejonowy postępowanie umarza

Jak wynika z protokołów posiedzeń sądów obu instancji (a dokumenty te są jawne, bo oba posiedzenia były jawne), Pani Marzena złożyła prywatny akt oskarżenia. No cóż – każdy ma prawo prywatne akty oskarżenia składać. Rolą sądu jest jest natomiast pieniactwo w zarodku zwalczać. I tak też uczynił Sąd Rejonowy Lublin-Zachód, umarzając postępowanie wszczęte tym pieniackim aktem, dokonanym przez panią Marzenę. Oto istotna treść postanowienia o umorzeniu postępowania:

4. Zażalenie pani Marzeny trafia do referatu sędziego Arkadiusza Śmiecha: konieczne jest przeprowadzenie „wszechstronnego postępowania dowodowego” przeciwko dziennikarzowi

Sędzia Arkadiusz Śmiech – postanowieniem z dnia 24 października 2024 r. – uchylił postanowienie Sądu Rejonowego o umorzeniu postępowania. Najgorsze jednak w tym wszystkim to, że:

  • sędzia Śmiech podmienił sens dziennikarskiej wypowiedzi w ten sposób, iż fałszywie uznał, iż dziennikarz określił panią Marzenę jako osobę, która popełniła szereg przestępstw, a przecież nic takiego nie miało miejsca. Wręcz przeciwnie: dziennikarz informował, iż postępowania dotyczące czynów pani Marzeny w ogóle się nie toczą – jak zatem mogłaby ona zostać uznana za przestępcę?
  • ponadto sędzia Śmiech fałszywie przyjął, iż autor artykułu ujawnił dane osobowe pani Marzeny – a przecież nic takiego nie miało miejsca!

Oto pełna (zanimizowana) treść postanowienia Arkadiusza Śmiecha:

Motywy, jakimi kierował się sędzia Arkadiusz Śmiech, są oczywiste. Otóż autor artykułu znajduje się w ogromnym konflikcie z jego żoną Magdaleną Kurczewską – Śmiech, która również jest sędzią w tym samym Sądzie. Wszyscy o tym wiedzą, gdyż konflikt ten ma charakter medialny. Dziennikarz złożył m. in. wniosek o wszczęcie przeciwko niej postępowania dyscyplinarnego:

Sędzia Kłamczuszek. Długi i nudny (ale przydatny) wniosek o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego przeciwko sędziemu

Z powyżej wskazanego powodu – co oczywiste – sędzia Arkadiusz Śmiech podlegał wyłączeniu od rozpoznawania sprawy dziennikarza, jednakże wniosku o wyłączenie nie złożył. Takiego wniosku nie złożyła też strona, gdyż – w tym czasie – nie wiedziała, iż sędziowie Magdalena Kurczewska-Śmiech i Arkadiusz Śmiech są małżeństwem.

Sprawę tę zaczęto badać dopiero wówczas, gdy sędzia Arkadiusz Śmiech zabierał się po raz kolejny do orzekania w tej samej sprawie (była to jedna z kwestii wpadkowych). Dopiero wówczas taki wniosek został złożony. Został on rozpatrzony pozytywnie:

Postanowienia wydanego przez stronniczego sędziego o uchyleniu postanowienia o umorzeniu postępowania przeciwko dziennikarzowi nikt jednak nie cofnął. Podły człowiek osiągnął, co zamierzał.

Ciąg dalszy nastąpi.

Idź do oryginalnego materiału