Mnogość terminów przedawnienia poszczególnych roszczeń i ich zróżnicowanie pod względem typu stosunku prawnego sprawia, iż w postępowaniach sądowych zbyt dużo czasu, zamiast na rozpatrzeniu istoty sprawy, poświęca się na ustalenia w kwestii tego, czy roszczenie nie jest przedawnione. Komisja Kodyfikacyjna Prawa Cywilnego za punkt honoru postawiła sobie zmianę tego stanu rzeczy, czego efektem jest kompleksowy projekt nowelizacji Kodeksu cywilnego ujednolicający terminy przedawnień. Jednocześnie projektodawcy proponują skrócenie podstawowego terminu z sześciu do trzech lat i wydłużenie czasu w egzekucję roszczeń już zasądzonych (z sześciu do 10 lat).
Zapytaliśmy prawników, wchodzących w skład Panelu Prawników „Rzeczpospolitej”, o to, jak ta zmiana wpłynie na ochronę interesów wierzycieli.
Tylko trzy lata
Z tezą, iż skrócenie podstawowego terminu przedawnienia do trzech lat nie osłabi ochrony wierzycieli, nie zgadza się połowa respondentów, podczas gdy obaw takich nie ma 44 proc.
– Skrócenie podstawowego terminu przedawnienia roszczeń do trzech lat w oczywisty sposób osłabi pozycję wierzycieli. Okres na złożenie pozwu musi być też skonfrontowany z przeciętnym czasem rozpoznawania sprawy cywilnej w Polsce. Skrócenie okresu przedawnienia do trzech lat wymaga odniesienia się do długości wykonywania planu spłaty w postępowaniu upadłościowym – wskazuje prof. Rafał Adamus z Uniwersytetu Opolskiego, specjalizujący się w prawie upadłościowym.
Z kolei mec. Dariusz Pluta zwraca uwagę, iż już teraz polski system prawa w praktyce charakteryzuje się „nadochroną” dłużnika. – Projektowana „rewolucja” tylko tę „nadochronę” powiększa – nie ma wątpliwości adwokat.
Sceptyczny jest też Grzegorz Gębka, doradca podatkowy.
– Instytucja przedawnienia jest jednym z filarów funkcjonowania gospodarki, dlatego podejście do zmian w tym zakresie powinno cechować się przede wszystkim ostrożnością i być poprzedzone bardzo zaawansowanymi przygotowaniami i konsultacjami. Z drugiej strony przy obecnym chaosie w zakresie różnorodności terminów przedawnienia (i czasami trudnościach z zakwalifikowaniem danego zdarzenia do określonej grupy) ujednolicenie przepisów wydaje się być dobrym pomysłem, który uprości system – zastrzega.
Skrócenie terminu przedawnienia odczują zwłaszcza konsumenci. Przedsiębiorców już teraz obowiązuje termin trzyletni, więc z ich punktu widzenia zmiana – akurat w tym aspekcie – byłaby neutralna.
– Kluczowym wzmocnieniem pozycji przedsiębiorców jest natomiast wydłużenie z sześciu do 10 lat terminu na egzekwowanie należności stwierdzonych prawomocnym wyrokiem sądu – zwraca uwagę dr Piotr Podgórski z Ogólnopolskiej Federacji Przedsiębiorców i Pracodawców Przedsiębiorcy.pl. Dodaje jednak, iż w przypadku konsumentów skrócenie terminu przedawnienia będzie realnym osłabieniem ich pozycji.
Ujednolicenie terminów
Inaczej na to patrzy prof. Krzysztof Koźmiński z Uniwersytetu Warszawskiego, który co prawda uważa, iż samo skrócenie terminu przedawnienia formalnie osłabi pozycję wierzycieli, nie ma wątpliwości, iż uporządkowanie (poprzez ujednolicenie przepisów) terminów jest potrzebne.
– Przyczyni się do podniesienia pewności prawa oraz klarowności sytuacji prawnej – podkreśla ekspert. Na ten sam aspekt zwraca uwagę prof. Katarzyna Bilewska, wykładająca również na UW, która dodaje, iż zróżnicowanie terminów przedawnienia rodzi wielką niepewność prawną i jest jednym z najważniejszych ryzyk procesowych dla przedsiębiorców.
– Wprowadzenie jednolitych reguł uprości obrót prawny związany z dochodzeniem roszczeń, odciąży biznes i sądy – uważa ekspertka.
Jak podkreśla Hubert Hajduczenia, adwokat z kancelarii DLA Piper, aktualne rozproszenie terminów może być dla niektórych osób mylące.
– Zwłaszcza jeżeli wykonują usługi na umowie zlecenia czy mają zawartą umowę o dzieło, przy których obowiązuje dwuletni termin. Często problematyczne jest również samo ustalenie, jaki termin znajduje zastosowanie w konkretnej sprawie. Ujednolicenie terminów zwiększy zatem pewność prawa, ale i w pewnym stopniu uprości samo postępowanie sądowe – przekonuje ekspert.
Wtóruje mu mec. Maciej Zaborowski, podkreślając, iż każde uproszczenie prawa jest krokiem w dobrym kierunku.
– jeżeli uznajemy, iż instytucja przedawnienia jest potrzebna, jej zasady powinny być możliwie jednolite, przejrzyste i zrozumiałe nie tylko dla prawników, ale przede wszystkim dla obywateli. Dziś mnogość terminów i wyjątków sprawia, iż ustalenie, czy dane roszczenie jest przedawnione, często wymaga specjalistycznej analizy – uważa adwokat.
Dążenie do uproszczenia i ujednolicenia instytucji przedawnienia pozytywnie ocenia również prof. Mariusz Popławski z Uniwersytetu w Białymstoku. Jednocześnie zastrzega jednak, iż skuteczność reformy będzie zależała od ograniczenia wyjątków związanych z zawieszeniem i przerwaniem biegu przedawnienia.
Badanie z urzędu
Projektodawcy proponują również, by sąd w każdej sprawie – a nie tylko wtedy, gdy roszczenie jest przeciwko konsumentowi – z urzędu sprawdzał, czy doszło do przedawnienia. 63 proc. pytanych przez „Rz” prawników uważa, iż to dobre rozwiązanie.
– Rozszerzenie obowiązku badania przedawnienia z urzędu na wszystkie sprawy, a nie tylko te z udziałem konsumentów, oceniam jako rozwiązanie racjonalne. Dyskusyjne jest dotychczasowe podejście ustawodawcy, który stosuje większe wymagania w tym zakresie wobec przedsiębiorcy, tak jakby zakładał, iż musi on posiadać wiedzę prawniczą i być świadomym tego, iż w procesie powinien podnieść zarzut przedawnienia ze wszelkimi konsekwencjami w przypadku zaniechania tej czynności – mówi dr Piotr Podgórski z Pracodawców.pl. Jak dodaje, skoro celem badania przedawnienia z urzędu jest ochrona strony, która z braku wiedzy prawnej nie potrafi skutecznie podnieść zarzutu, to ograniczanie tej ochrony wyłącznie do konsumentów zdaje się naruszać zasadę równości.
Przeciwnego zdania jest prof. Rafał Adamus, który uważa, iż obowiązek uwzględniania zarzutu przedawnienia z urzędu spowoduje iż zobowiązanie przedawnione przestaje być zobowiązaniem naturalnym w dotychczasowym rozumieniu tego pojęcia.
– w tej chwili zarzut przedawnienia podniesiony przez stronę pozwaną mógł być oceniony jako nadużycie prawa podmiotowego w oparciu o art. 5 KC. W wyjątkowych przypadkach otwierało to możliwość dochodzenia roszczeń choćby przedawnionych i zasądzania takich roszczeń przez sąd – zauważa ekspert.
Także zdaniem mec. Dariusza Pluty planowane zmiany nie są dobrym rozwiązaniem. – Zasadą powinno być, iż przedawnienie jest badane na zarzut, przy czym wykazanie tego zarzutu powinno obciążać dłużnika. Istniejące w tej chwili wyjątki od tej zasady są wystarczające – uważa adwokat, a mec. Hubert Hajduczenia dodaje, iż badanie przedawnienia z urzędu stanowi wyjątek od zasady kontradyktoryjności procesu cywilnego.
– O ile jeszcze w postępowaniu z udziałem konsumentów taki wyjątek może być zrozumiały, to postulat, aby to była ogólna zasada, należy poddać krytyce. Dług przedawniony dalej jest długiem. Państwo nie powinno przyznawać tak dalece idącej ochrony dłużnikowi kosztem wierzyciela – argumentuje prawnik, który stoi na stanowisku, iż sąd nie powinien wyręczać żadnej ze stron.
Początek biegu
Najwięcej kontrowersji wzbudza jednak zmiana początku biegu terminu przedawnienia. Obecnie, zgodnie z art. 120 § 1 KC bieg przedawnienia rozpoczyna się od dnia, w którym roszczenie stało się wymagalne. Według propozycji zawartej w projekcie, termin ma biec od dnia, w którym uprawniony dowiedział się albo z łatwością mógł się dowiedzieć o istnieniu roszczenia i osobie zobowiązanego, jednak nie wcześniej niż od dnia wymagalności roszczenia albo od dnia hipotetycznej wymagalności roszczenia bezterminowego.
Poza tym obok trzyletniego terminu podstawowego będzie biegł również 10-letni termin ostateczny, który ma biec od dnia wymagalności roszczenia, a o ile wymagalność zależy od podjęcia czynności przez uprawnionego – od dnia powstania roszczenia.
W ocenie tej propozycji eksperci są również podzieleni. 40 proc. z nich uważa to za dobry pomysł.
– Model ten został zastrzeżony w projekcie również dla roszczeń kontraktowych, co zdaje się lepiej odpowiadać współczesnym realiom. Chroni bowiem wierzyciela, który obiektywnie nie miał możliwości poznania roszczenia lub osoby zobowiązanego. Wydaje się, iż takie przypadki niemalże nie istnieją przy odpowiedzialności kontraktowej. Jest to jednak szczególnie istotne przy złożonych stosunkach gospodarczych czy sprawach konsumenckich, w których konsument nie miał świadomości zawarcia kontraktu, gdyż np. został wprowadzony w błąd lub mieliśmy do czynienia z czynnością pozorną – akcentuje dr Piotr Podgórski, dodając, iż rozwiązanie to wydaje się być również zgodne z kierunkiem orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości UE. Prawnik zwraca jednak uwagę, iż przy odpowiedzialności kontraktowej, w przeciwieństwie do deliktowej, będzie znacznie trudniej wykazać okoliczność późniejszego dowiedzenia się o roszczeniu lub osobie zobowiązanej. Okoliczności te co do zasady są znane w dniu zawarcia danego kontraktu.
Przeciwnego zdania jest prof. Rafał Adamus, który uważa, iż wprowadzenie w istocie rzeczy dwóch terminów początkowych dla przedawnienia skomplikuje system przedawnienia w Polsce. 27 proc. prawników, którzy odpowiedzieli na pytania „Rz”, nie ma w tej sprawie sprecyzowanego zdania.

10 godzin temu


