Europa w korytarzu dziejów – Amerykański realizm, rosyjski rewizjonizm i europejska naiwność

14 godzin temu

Europa znów stoi na krawędzi historii i jak zwykle udaje, iż to tylko podmuch wiatru. W ostatnich miesiącach świat ogląda serię chaotycznych negocjacji, półsłówek i kontrolowanych przecieków, które bardziej przypominają preludium do wielkiej przemiany niż zwykłe dyplomatyczne utarczki. jeżeli spojrzeć chłodnym okiem, to nie nad Trumpem powinniśmy się pochylać z troską, ale nad sobą. Bo to nie Ameryka zdradza Europę; to Europa od lat konsekwentnie rezygnuje z własnej podmiotowości, licząc na to, iż ktoś inny zatroszczy się o jej bezpieczeństwo.

Relacje USA-Rosja i nowa polityka Donalda Trumpa

Przez sto lat żyliśmy w cieniu amerykańskiego globalizmu – cienia czasem opiekuńczego, czasem chłodnego, ale zawsze przewidywalnego. I choć Trump nie jest pierwszym prezydentem USA, który poświęca sojuszników w imię wielkich wizji, to dziś wszyscy udajemy, iż jego ruchy są jakimś niewyobrażalnym odstępstwem od normy. Tymczasem historia aż huczy pod ciężarem precedensów. Roosevelt oddający Europę Wschodnią Stalinowi, Nixon porzucający Wietnam Południowy i kładący podwaliny pod reset z Mao, Eisenhower grożący odcięciem wsparcia Korei Południowej – można by tak wymieniać bez końca. America First to nie wynalazek Trumpa, to fundament jej polityki.

Bezpieczeństwo Europy i koniec mitu o jedności Zachodu

Problem tkwi gdzie indziej – w europejskim przekonaniu, iż Ameryka będzie broniła kontynentu niezależnie od kosztów. To przekonanie, jak zauważa Robert Kagan, jest dziecinne – oparte na micie o moralnym Zachodzie, który z definicji nie może dopuścić do chaosu. Tymczasem „dżungla odrasta”, a świat wraca do naturalnego stanu rywalizacji wielkich mocarstw. Europa, dumna, choć bezbronna, powoli odkrywa, iż nie da się zagłuszyć rzeczywistości sloganami o „jedności Zachodu”.

Plan pokojowy dla Ukrainy: Konflikt jako karta przetargowa

I właśnie w tym kontekście trzeba czytać dzisiejsze targi Waszyngtonu z Moskwą. Trump nie chce kolejnej wojny – chce przebudować globalny ład na własną modłę. Relacje z Rosją to narzędzie, nie cel. A Ukraina? To karta przetargowa w większej grze o Chiny, Iran i nowy układ sił na świecie. Brutalne? Owszem. Bezprecedensowe? Wcale nie. Podobnie jak Nixon uznał, iż utrata Wietnamu jest ceną wartą zapłacenia za historyczne porozumienie z Chinami, tak dziś Trump może uznać, iż zamrożony konflikt na Ukrainie i polityczna próżnia w Europie Wschodniej są akceptowalną ofiarą, jeżeli pozwolą zbilansować chińską potęgę.

Stan armii UE i kryzys gotowości bojowej Niemiec

Europa krzyczy, piekląc się nad rzekomą zdradą. Tyle iż jej własne reakcje brzmią jak echo poprzednich epok. Najgłośniejsi są ci, którzy zrobili najmniej – kraje rozbrojone, uzależnione technologicznie, gospodarczo i militarnie, które od trzech dekad wierzą, iż historia się skończyła, a pokój jest stanem naturalnym. Tymczasem fakty są druzgocące: połowa armii UE nie jest zdolna do działań obronnych, liczba żołnierzy spadła o ponad połowę od końca zimnej wojny, a gotowość bojowa największej armii Europy – niemieckiej – jest dziś niższa niż w 2022 roku. To nie Ameryka się zmieniła. To Europa przestała istnieć jako strategiczny podmiot.

Widmo wojny i lekcje historii z 1938 roku

Trudno o bardziej wyrazistą ilustrację tej naiwności niż „Kurier Poranny” z 1938 roku wiszący nad biurkiem autora – obwieszczający „Widmo wojny odsunięte”. Tamten świat, podobnie jak dzisiejszy, wolał wierzyć, iż niepewność można zagadać. Chamberlain zaklinał Hitlera, Polacy ufali sojusznikom, a Brytyjczycy przekonywali się, iż niemiecka gospodarka jest zbyt krucha, by zaryzykować konflikt. Każdy szukał argumentów, by sam siebie okłamać. Brzmi znajomo? Dziś Europa powtarza ten schemat: wyszukuje sygnałów, które potwierdzają jej życzeniowe myślenie, iż Ameryka „nas nie sprzeda”, iż „to tylko retoryka”, iż „z Rosją trzeba rozmawiać, ale z pozycji siły”, której… nie ma.

Negocjacje Trump-Putin: Nowy ład w Europie Środkowo-Wschodniej

Dlatego negocjacje Trumpa z Putinem nie są wcale aktem szaleństwa, ale surowym potwierdzeniem globalnej hierarchii. Waszyngton i Moskwa od dwóch stuleci współdecydują o losach Europy Środkowo-Wschodniej. To, iż przez ostatnie 30 lat ten porządek wyglądał inaczej, było historycznym wypadkiem przy pracy – efektem chwilowej słabości Rosji i chwilowej dominacji Ameryki. Ten „wyjątkowy moment” właśnie się kończy. A Europa znów ląduje na korytarzach wielkiej polityki, gdzie decydują inni. Tak jak w 1919 roku, tak jak w Jałcie, tak jak w Teheranie.

Realizm polityczny USA: Ukraina jako instrument geopolityczny

Kiedy Trump odciął Ukrainę od danych wywiadowczych i uzbrojenia, zachodnie stolice wpadły w histerię. Jednak wystarczy przyjrzeć się historii, by zrozumieć, iż to klasyczna amerykańska metoda nacisku: Eisenhower zrobił to samo z Koreą Południową, Kennedy porzucił kubańskich rebeliantów w Zatoce Świń, Nixon pozbawił wsparcia Wietnam Południowy. Moralność nigdy nie była walutą w Białym Domu, a realizm – owszem. A w języku realizmu Ukraina to nie cel, ale instrument. Narzędzie do ułożenia na nowo świata, w którym Ameryka chce przez cały czas być hegemonem.

Czy Rosja wygra wojnę? Przyszłość stref wpływów

Europa może protestować, obrażać się, mnożyć deklaracje i potępienia. Ale nie ma dziś siły, by odwrócić bieg wydarzeń. o ile nowe porozumienie pokojowe tylko zatwierdzi status quo na froncie – a wiele wskazuje, iż tak będzie – Rosja wyjdzie z wojny osłabiona, ale strategicznie wygrana. Odbuduje swoją strefę wpływów w Europie Wschodniej, a Zachód będzie musiał się pogodzić z tym, iż 30 lat pozimnowojennego snu właśnie dobiegło końca. Największym przegranym wcale nie będzie Ukraina, ale Europa, która przez dekady udawała, iż bezpieczeństwo można oddelegować.

Podsumowanie: Czy Europa obudzi się z geopolitycznego snu?

Dziś nie chodzi już o to, jak oceniać Trumpa. Chodzi o to, czy europejscy przywódcy zdołają w porę zrozumieć, iż miejsce przy stole negocjacyjnym nie jest prawem dziedzicznym. Trzeba na nie zapracować – siłą, zdolnością odstraszania, a przede wszystkim realizmem. Świat, który się wyłania, nie będzie światem europejskich marzeń. Będzie światem twardych graczy, a Europa, jeżeli się nie obudzi, zostanie jedynie widzem. I to tym, którego nikt nie pyta o zdanie.

Felieton nawiązuje do odcinka „Co Ameryka chce za Ukrainę?” podcastu Wolność w remoncie dostępnym TUTAJ

Idź do oryginalnego materiału