Google zapłaci 68 mln dolarów za naruszenie prywatności. Asystent nagrywał bez zgody użytkowników

3 godzin temu

Spółka Alphabet zgodziła się zapłacić 68 milionów dolarów w celu zakończenia zbiorowego pozwu, w którym zarzucono firmie bezprawne nagrywanie prywatnych rozmów użytkowników. Decyzja ta kończy wieloletni spór prawny i rzuca nowe światło na problem tzw. „fałszywych akceptacji” w inteligentnych głośnikach, zmuszając gigantów technologicznych do większej transparentności w zakresie przetwarzania danych głosowych.

Proponowana ugoda, ogłoszona pod koniec stycznia 2026 roku, dotyczy pozwu złożonego pierwotnie w 2019 roku w Sądzie Dystryktowym dla Północnego Dystryktu Kalifornii. Spór koncentrował się na zarzutach, iż urządzenia z Asystentem Google rejestrowały dźwięk choćby wtedy, gdy użytkownicy nie wypowiedzieli frazy aktywującej „Hey Google”. Choć Google konsekwentnie zaprzeczało jakimkolwiek nadużyciom, argumentując, iż polityka prywatności nie gwarantowała braku przypadkowych nagrań, firma zdecydowała się na ugodę, aby uniknąć dalszej eskalacji kosztów sądowych. Ostateczne przesłuchanie zatwierdzające ugodę zaplanowano na 19 marca 2026 roku.

Sednem problemu technicznego były tzw. „false accepts” (fałszywe akceptacje), czyli sytuacje, w których algorytmy Asystenta błędnie interpretowały przypadkowe dźwięki lub fragmenty rozmów jako komendę wybudzającą. Według powodów, urządzenia te nie tylko aktywowały się bez wiedzy domowników, ale również przesyłały nagrane w ten sposób fragmenty prywatnych konwersacji na serwery Google, gdzie mogły być one wykorzystywane do celów reklamowych lub ulepszania usług. Szacuje się, iż osoby, które zakupiły urządzenia z Asystentem od maja 2016 roku, mogą otrzymać odszkodowanie w wysokości od 18 do 56 dolarów za urządzenie, podczas gdy użytkownicy, którzy nie kupili sprzętu, ale zostali nagrani, mogą liczyć na kwoty rzędu 2–10 dolarów.

Zgoda na wypłatę odszkodowania potwierdza rynkową tendencję do zaostrzania odpowiedzialności firm Big Tech za dane biometryczne i głosowe. Kwota 68 milionów dolarów, choć z perspektywy przychodów Alphabetu wydaje się niewielka, stanowi istotny sygnał dla branży IoT (Internet of Things), wymuszając rewizję mechanizmów zgody na przetwarzanie danych. Dla Google oznacza to konieczność dalszego udoskonalania algorytmów rozpoznawania mowy, aby zminimalizować ryzyko „false accepts”, które podważa zaufanie konsumentów do inteligentnych rozwiązań domowych. Czas pokaże, czy finansowe konsekwencje wystarczą, by trwale zmienić praktyki gigantów w zakresie domyślnych ustawień prywatności.

Idź do oryginalnego materiału