Grenlandczycy obawiają się wojny, suszą ryby. Rząd powołuje sztab kryzysowy

2 godzin temu
Zdjęcie: Grenlandczycy obawiają się wojny, suszą ryby. Rząd powołuje sztab kryzysowy


Grenlandczycy, doświadczeni trudnymi warunkami Arktyki, są przyzwyczajeni do suszenia ryb na zapas, ale nie do wojny. Mieszkańcy stolicy, Nuuk, pytani przez PAP o samopoczucie, podkreślają, iż najbardziej obawiają się interwencji zbrojnej USA.

Rząd Grenlandii zapowiedział we wtorek powołanie zespołu reagowania kryzysowego, mającego koordynować przygotowania na wypadek wojny. W obronie cywilnej ma pomóc Dania, co wynika z podpisanego w ostatnich dniach porozumienia. Rozpocząć ma się także kampania informacyjna skierowana do społeczeństwa. Dotychczas władze jedynie uspokajały.

Przez wieki Inuici, rdzenni mieszkańcy wyspy, magazynowali żywność susząc mięso, głównie z łatwo dostępnych ryb oraz fok. Dziś wciąż taką tradycyjną żywność można kupić na targu w centrum Nuuk, a niektórzy zaczynają do tej tradycji powracać we własnym zakresie. Na zimnym i suchym powietrzu mięso nie ulega gniciu, ale konserwuje się. – Suszę dorsza i halibuta – przyznaje taksówkarz Minik. Dodaje, iż Grenlandczycy są narodem rybaków i myśliwych, a choć on sam nie poluje, to robi to jego kuzyn. – Najbardziej obawiam się wojny. Zawsze byliśmy pokojowo nastawieni do świata, w tym do Amerykanów – mówi.

Podobnie uważa urzędniczka Naja. – Zdecydowanie, oby żadnej wojny. Dlaczego mamy się bać? Co my, naród niegdyś uciskany przez Duńczyków, zrobiliśmy złego USA? – zastanawia się. Kobieta relacjonuje, iż ze strachu zgromadziła gotówkę, baterie i zapas leków. – Żyjemy w trudnym klimacie na końcu świata, jesteśmy zdani na samoloty i statki, które mogą pewnego dnia do nas nie dotrzeć – wyjaśnia swoją postawę.

W supermarkecie Pisiffik w centrum miasta z półek nie znika na razie papier toaletowy, nie widać też, aby brakowało towarów. Pracownica sklepu tłumaczy, iż Grenlandczycy zwykle robią jednorazowo większe zakupy. Są w ten sposób dobrze przygotowani na anomalia pogodowe. – Gdy jest zamieć śnieżna, jesteś zdany na to, co sobie wcześniej przywiozłeś – wyjaśnia. Postawę tę potwierdzają samochody zaparkowane na parkingu dla klientów. To w większości dostawcze auta typu pick-up.

Na Grenlandii w przypadku kryzysu problemem raczej nie będzie dostęp do wody pitnej, której jest pod dostatkiem dzięki lodowcom, ale ogrzanie i oświetlenie domów. W Nuuk we wtorek temperatura wynosiła w dzień minus 15 stopni Celsjusza. W przeszłości Inuici wykorzystywali do produkcji świec łój wielorybi, co przejęli następnie Europejczycy. – Do tego nie będę się uciekać, ale kupiłem agregat prądotwórczy i zgromadziłem paliwo – mówi Ole, pracownik administracyjny przedsiębiorstwa rybnego. Powód? – Groźby ze strony USA. Lepiej zrobić zapasy wcześniej, zanim wszyscy na to wpadną – mówi. Na stacji benzynowej na razie nie ma jednak kolejek.

O tym, iż jest to dobry moment na przygotowanie się na najgorszy scenariusz, mówił we wtorek na konferencji prasowej w Nuuk grenlandzki premier Jens-Frederik Jensen. Przyznał, iż „użycie przeciwko Grenlandii siły jest mało prawdopodobne, ale niewykluczone”.

Na początku stycznia Trump ponownie powtórzył swoją wcześniejszą retorykę, zgodnie z którą Stany Zjednoczone powinny przejąć pełną kontrolę nad Grenlandią – największą wyspą świata – nie wykluczając przy tym użycia siły militarnej. Argumentował, iż posiadanie tego terytorium przez USA jest najważniejsze dla bezpieczeństwa narodowego. Ostrzegł, iż w przeciwnym razie wyspę mogą przejąć Rosja lub Chiny.

Naja i Ole brali udział w ubiegłotygodniowym kilkutysięcznym pochodzie w Nuuk. Uczestnicy tej manifestacji przyszli zaprotestować pod konsulat Stanów Zjednoczonych. Minik musiał wtedy pracować, ale ozdobił samochód narodowymi barwami. W wielu oknach domów i w witrynach sklepowych wciąż widać wywieszone z tej okazji flagi Grenlandii.

Ciesząca się autonomią Grenlandia nie posiada własnej armii. Jako terytorium zależnemu od Danii, bezpieczeństwo zapewniają jej duńskie wojska, a także częściowo, na mocy porozumienia z rządem w Kopenhadze z lat 50. XX wieku, Stany Zjednoczone. Siły zbrojne USA posiadają na wyspie bazę Pituffik.

źródło: PAP

fot. iStock / Fabien Chesneau

Idź do oryginalnego materiału