Kolejne zmiany w reformie PIP, czyli zgniły kompromis

2 godzin temu

Ostatnie tygodnie przyniosły zamieszanie wokół reformy PIP, która ma umożliwić inspektorom zmianę umów cywilnoprawnych i B2B w stosunek pracy. Zamiast klarownego postępu w procesie legislacyjnym mieliśmy serię zwrotów akcji, sprzecznych komunikatów i politycznych napięć. Na początku stycznia premier Donald Tusk oświadczył wręcz, iż prace nad zmianami nie będą kontynuowane. Kolejna wersja projektu, przygotowana przez resort pracy we współpracy z Ministerstwem Sprawiedliwości, została jednak przygotowana.

Jakie są pierwsze wnioski?

– Zmiany w porównaniu do wcześniejszych propozycji są mniej drastyczne, ale przez cały czas daleko idące. Kluczowym problemem pozostaje uznaniowość po stronie inspekcji. Zapewnienia o racjonalnym stosowaniu przepisów nie zastąpią jasnych mechanizmów ustawowych. Nowy projekt określiłabym jako „zgniły kompromis” – ocenia Katarzyna Kamecka z Polskiego Towarzystwa Gospodarczego.

Wykonalność odroczona

W projekcie pozostaje uprawnienie inspektora do stwierdzania w drodze decyzji administracyjnej istnienia stosunku pracy zamiast umowy zlecenia czy B2B. W teorii zniknęła natomiast natychmiastowa wykonalność decyzji przekształceniowej. Stanie się ona bowiem wykonalna z dniem upływu terminu do wniesienia odwołania albo z momentem prawomocnego orzeczenia sądu.

Jak wskazuje Katarzyna Kamecka z Polskiego Gospodarczego, diabeł tkwi jednak w szczegółach.

– Formalnie skuteczność decyzji będzie uzależniona od upływu terminu do wniesienia odwołania, a następnie od prawomocnego orzeczenia sądu. Nie powinno się zatem mówić o efekcie natychmiastowej wykonalności. Jednocześnie nie można uznać, iż mamy tu do czynienia z całkowitym i bezwzględnym wstrzymaniem wszelkich skutków – ocenia.

Po pierwsze, jak wskazuje, osoba, wobec której wydano decyzję, uzyskuje ochronę przed zwolnieniem z pracy z tego powodu.

– Obowiązuje ona do czasu prawomocnego rozstrzygnięcia – inspektora lub sądu – zaznacza.

Ekspertka zwraca uwagę, iż za naruszenie zakazu grozi grzywna sięgająca choćby 60 tys. zł.

– Trudno więc powiedzieć, iż decyzja nie wywołuje żadnych skutków – jest to swoista, quasi-ochrona zatrudnienia osoby nią objętej – zauważa.

Po drugie, warto zwrócić uwagę na art. 34 ust. 2j projektu, zgodnie z którym decyzja wywołuje skutki na gruncie prawa pracy, prawa podatkowego i ubezpieczeń społecznych od dnia jej wydania.

– Oznacza to, iż roszczenia stają się wymagalne, choć na tym etapie nie są jeszcze egzekwowalne – ocenia ekspertka.

Innymi słowy, naliczenia składek, podatków i innych należności są „zabezpieczone” od dnia wydania decyzji, a ich egzekucja zostaje odłożona do czasu np. rozstrzygnięcia sądowego.

– o ile sąd potwierdzi jej zasadność, konsekwencje będą liczone właśnie od tego momentu, a nie od daty prawomocnego wyroku – dodaje Katarzyna Kamecka.

Polecenie lub decyzja

Ekspertka PTG podkreśla również niespójność pomiędzy treścią projektu a jego uzasadnieniem.

– W przepisach wprowadzana jest możliwość wydawania poleceń zamiast decyzji. Jak rozumiem, ma to być forma ostrzeżenia przed poważniejszymi konsekwencjami. W uzasadnieniu wskazano, iż inspektor będzie do takiego działania zobligowany, podczas gdy z samego przepisu wynika jedynie takie uprawnienie – mówi Katarzyna Kamecka.

Zwraca jednocześnie uwagę, iż nie ma procedury stopniowania środków: najpierw polecenie, dopiero potem decyzja. Inspektor zachowuje w tym względzie pełną uznaniowość.

– Mechanizm stosowania w pierwszej kolejności „miękkich” działań nie został wprowadzony do projektu, co oznacza, iż pracodawca może zostać od razu zaskoczony decyzją administracyjną – ocenia.

Nowością jest także instytucja interpretacji indywidualnej, ograniczona wyłącznie do ustalania, czy dany stosunek prawny jest umową o pracę.

– Interpretację wydaje wyłącznie główny inspektor pracy, za opłatą 40 zł. Nie będzie ona wiążąca dla podmiotu zatrudniającego, ale będzie wiążąca dla organów PIP – wyjaśnia Katarzyna Kamecka.

Zdaniem ekspertki także te przepisy mogą jednak budzić wątpliwości.

– Interpretacja opiera się wyłącznie na opisie stanu faktycznego przedstawionym we wniosku – bez możliwości przeprowadzenia postępowania dowodowego, jakie ma miejsce w trakcie kontroli. Trudno sobie wyobrazić rzetelne rozstrzyganie tak złożonych przypadków wyłącznie na tej podstawie – mówi.

W jej ocenie brak jest jasnej korelacji między wydaniem interpretacji a dalszymi działaniami inspekcji.

– Zastanawiające jest również to, iż odwołanie od interpretacji przysługuje do sądu okręgowego, podczas gdy od decyzji – do sądu rejonowego. Może to sugerować, iż interpretacje otrzymują większą rangę procesową niż decyzje administracyjne, co jest co najmniej dyskusyjne – dodaje.

Szybsze postępowania czy pobożne życzenie?

Rządzący przygotowali również przepisy, których celem jest przeciwdziałanie przewlekłości postępowań dotyczących ustalania stosunku pracy. W kontekście reformy pojawiły się bowiem obawy o wydolność sądów. Dlatego wprowadzono możliwość wyrokowania na posiedzeniu niejawnym czy wydania wyroku wstępnego i częściowego.

Zdaniem Marcina Frąckowiaka, radcy prawnego z kancelarii Sadkowski i Wspólnicy, w praktyce te założenia będą jednak trudne do realizacji.

– To są wyłącznie zapisy „na papierze”, który, jak wiadomo, przyjmie wszystko. Są to pobożne życzenia, całkowicie oderwane od realiów praktyki sądowej. Sprawiają wrażenie, jakby były pisane przez osoby, które od dawna nie były w sądzie – ocenia.

Zgodnie z propozycją rozpoznanie sprawy na posiedzeniu niejawnym ma być możliwe w sytuacji, gdy istnienie lub treść stosunku pracy nie budzi wątpliwości.

– Tymczasem trudno mi sobie wyobrazić bardziej sporne sprawy niż te dotyczące istnienia stosunku pracy. To są przypadki, w których najważniejsze znaczenie mają zeznania świadków opisujących faktyczne warunki wykonywania obowiązków – mówi mec. Marcin Frąckowiak.

Jak przyznaje, prowadzi setki takich spraw i nie spotkał się dotychczas z sytuacją, w której można byłoby powiedzieć, iż kwestia istnienia stosunku pracy „nie budzi wątpliwości”.

– Najlepszym „papierkiem lakmusowym” będzie praktyka sądowa po wejściu tych regulacji w życie – ona bardzo gwałtownie pokaże, iż przepis ten nie funkcjonuje – dodaje.

Ponadto, w myśl nowego projektu, sąd ma mieć możliwość wydania wyroku wstępnego co do istnienia stosunku pracy i dopiero później zajmować się jego treścią.

– Przyznam szczerze, iż w bardzo ograniczonym zakresie widzę tu sens praktyczny. Oczywiście instytucja wyroku wstępnego istnieje, ale sądy pracy sięgają po nią niezwykle rzadko – ocenia.

Jak wskazuje, w praktyce istotą sporu jest zawsze samo istnienie lub nieistnienie stosunku pracy.

– Jego treść ma zwykle charakter wtórny i nie jest szczególnie skomplikowana do ustalenia. Najczęściej chodzi wyłącznie o wysokość wynagrodzenia, która i tak bywa znana – zauważa.

Mecenas przyznaje jednak, iż najbardziej zaskoczył go przepis przewidujący, iż termin posiedzenia, na którym sprawa ma zostać rozpoznana, powinien przypadać nie później niż miesiąc od dnia wniesienia pozwu.

– Sięgamy po rozwiązania, które już funkcjonują w kodeksie postępowania cywilnego i o których doskonale wiemy, iż nie działają. Chodzi o art. 471 kodeksu postępowania cywilnego, który stanowi, iż przewodniczący powinien podejmować czynności w taki sposób, aby termin rozpoznania sprawy przypadał nie później niż miesiąc od zakończenia posiedzenia przygotowawczego. Mechanizm jest bardzo podobny – i wszyscy wiemy, iż termin ten ma charakter wyłącznie instrukcyjny i nie wiąże sądu – mówi Marcin Frąckowiak.

Jego zdaniem nowe przepisy nie zdecydują o szybkości postępowań.

– Zabrakło tu wyraźnie odświeżenia spojrzenia i urealnienia projektu poprzez dopuszczenie do głosu osób, które na co dzień funkcjonują w sądach – podsumowuje.

Etap legislacyjny: przed przyjęciem przez rząd

Idź do oryginalnego materiału