Nowe wymogi wobec platform internetowych nie wyręczą rodziców

5 godzin temu

– Warunkiem powodzenia takich rozwiązań jest objęcie nimi całego ekosystemu cyfrowego, a nie wyłącznie największych platform. W przeciwnym razie młodzi użytkownicy mogą przenosić się do mniejszych, słabiej kontrolowanych przestrzeni internetu – uważa Magdalena Bigaj, prezeska Fundacji Instytut Cyfrowego Obywatelstwa. Zaznacza jednak, iż choćby jeżeli prawo nie wyeliminuje wszystkich naruszeń, wyznacza ono standardy i jasno komunikuje, jakie praktyki uznajemy za bezpieczne.

Dyskusja na temat granicy wieku, od jakiej nastolatkowie powinni zakładać konta na social mediach, ponownie rozgorzała za sprawą pomysłu klubu Koalicji Obywatelskiej, którego twarzami stali się ministra edukacji Barbara Nowacka i poseł Roman Giertych. Do końca lutego mają oni przygotować projekt ustawy ograniczający możliwość korzystania z nich dzieciom i nastolatkom, które nie skończyły jeszcze 15. roku życia.

Forsujący pomysł politycy wzorują się na rozwiązaniach, które niedawno wprowadzono w Australii, tyle iż w wersji light, bo tam dotknęły one osób nieco starszych, tych, które nie skończyły 16 lat. Tym samym Australia stała się pierwszym na świecie krajem wprowadzającym takie obostrzenia i zapowiedziała, iż firmy technologiczne, które się do nich nie dostosują, narażą się na wielomilionowe kary.

Zakaz telefonów

Kilka miesięcy temu opinię publiczną dzielił już pomysł zakazywania korzystania telefonów w szkołach. Jednak według szefowej resortu edukacji, nie rozwiązałby on problemu, bo uczniowie „po godzinach” i tak zasiadaliby do scrollowania. Podczas czwartkowego posiedzenia sejmowej komisji ds. dzieci i młodzieży przedstawiona zostanie zaś informacja na temat wpływu na nie dostępności sociali, komunikatorów czy chatbotów. Jej członkowie będą analizować, czy wprowadzenie ustawowej granicy wieku ma sens.

Już dzisiaj powątpiewa w to wicepremier, minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski. Jak przypominał w poniedziałkowej rozmowie w Radiu Zet, granica wieku teoretycznie już obowiązuje i wynosi 13 lat (zawierają ją wewnętrzne regulaminy dużych platform), jednak w praktyce nie jest przestrzegana. Jak punktował, jeżeli w tej chwili 9-10-latkom konta zakładają ich rodzice – czy to nieświadomi zagrożeń, bo pozbawieni „kompetencji cyfrowych”, czy po prostu chcący, aby ich dzieci nie były wyalienowane – postulat podnoszenia granicy o dwa lata, to populizm. Eksperci również oceniają, iż wszystko rozbije się o kwestię egzekwowania przepisów.

– Debata o ograniczeniu korzystania z mediów społecznościowych przez dzieci jest dziś konsekwencją wieloletnich zaniedbań w obszarze ochrony najmłodszych użytkowników internetu – uważa Magdalena Bigaj. – Obecny model funkcjonowania usług cyfrowych został zaprojektowany bez realnego uwzględnienia potrzeb rozwojowych dzieci i młodzieży, a odpowiedzialność za bezpieczeństwo w praktyce została przerzucona na rodziców i szkoły. To pokazuje, iż interwencja systemowa staje się konieczna – komentuje ekspertka.

Prezeska Fundacji Instytut Cyfrowego Obywatelstwa mówi jednak jasno: rozmowa o granicy wieku nie powinna sprowadzać się do prostego zakazu. – najważniejsze jest precyzyjne określenie odpowiedzialności po stronie dostawców usług oraz oparcie regulacji na wiedzy naukowej dotyczącej rozwoju dzieci i ich kompetencji cyfrowych – wyjaśnia. I dodaje, iż jesteśmy w stanie precyzyjnie uchwycić moment, w którym młoda osoba może już zacząć podejmować świadome decyzje, poruszając się w cyfrowym świecie.

Podobne wątpliwości ma dr Ilona Dąbrowska z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, ekspertka z dziedziny nauk o mediach i mediów społecznościowych. – Choć temat ochrony dzieci w internecie coraz częściej pojawia się w debacie publicznej i jest podnoszony zarówno przez ekspertów, jak i decydentów, to wprowadzenie całkowitego zakazu korzystania z mediów społecznościowych przez osoby poniżej 15. roku życia wiązałoby się z poważnymi barierami prawnymi, technologicznymi i społecznymi – wyjaśnia.

I przyznaje, iż tego typu ustawy mogłyby podzielić los tej, która miała wdrażać w naszym kraju unijny Akt o usługach cyfrowych, czyli DSA. Zawetowane niedawno przez prezydenta Karola Nawrockiego regulacje miały zmusić gigantów cyfrowych do reagowania na nielegalne treści. – Ograniczenia związane z internetem zawsze budzą kontrowersje, tak na świecie, jak i w Polsce. Część środowisk wskazuje, iż regulacje pomogą chronić użytkowników i przeciwdziałać szkodliwym treściom, inni obawiają się nadmiernej moderacji albo ograniczeń wolności wypowiedzi – zauważa ekspertka.

Realna kontrola

Doktor Dąbrowska podkreśla przy tym, iż same przepisy nie wystarczą, jeżeli za ich przyjęciem nie pójdzie społeczna akceptacja i pojawienie się narzędzi realnej kontroli. – W Polsce media społecznościowe są powszechnie postrzegane jako naturalny element życia codziennego dzieci i młodzieży, a wielu rodziców traktuje je jako narzędzie kontaktu, edukacji czy rozrywki. W takiej sytuacji istnieje wysokie ryzyko obchodzenia przepisów – zarówno przez dzieci, jak i za milczącą zgodą dorosłych – przyznaje.

Zdaniem ekspertki, przy podobnych rozważaniach rodzi się naturalne pytanie o to, kto byłby karany za łamanie przepisów. – Nakładanie sankcji na rodziny mogłoby budzić kontrowersje i sprzeciw społeczny, natomiast skuteczne karanie platform wymagałoby silnych instrumentów nadzorczych i międzynarodowej współpracy – rozważa.

Mimo tego, dr Dąbrowska nie przekreśla tego samego pomysłu. – Ten kierunek nie jest zły, jednak pozostaję sceptyczna wobec podejścia, które w nadmiernym stopniu przerzuca odpowiedzialność za zachowania dzieci w sieci wyłącznie na ich rodziców – mówi. – Oczekiwanie, iż opiekunowie będą w stanie samodzielnie nadążyć za dynamiką platform, mechanizmami algorytmicznymi i stale zmieniającymi się zagrożeniami, jest często nierealistyczne i prowadzi do nierówności w poziomie ochrony dzieci – ocenia.

Jej zdaniem najważniejsze jest to, żeby to platformy minimalizowały ryzyka i tworzyły bezpieczne systemy, a także postawienie na edukację medialną i cyfrową. I to zarówno dzieci, jak i rodziców oraz nauczycieli, bo bez krytycznego myślenia i rozumienia mechanizmów, najlepsze choćby przepisy nic nie dadzą. A zatem czeka nas maraton, a nie sprint o jak najszybsze wprowadzenie zakazów.

Łukasz Wojtasik z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, specjalista ds. bezpieczeństwa dzieci online przypomina z kolei, iż granica 13. roku życia w wewnętrznych regulaminach serwisów wynika z przepisów RODO, które nie uwzględniają specyfiki mediów społecznościowych i rozwoju dzieci.

– Oczywiście z perspektywy platform, wiek im niższy, tym lepszy, bo oznacza więcej użytkowników. Jednak z naszej – jest zupełnie odwrotnie – mówi. – Przeprowadzony przez nas w zeszłym roku sondaż „Sprawdzian 13+” pokazał, iż z mediów społecznościowych korzysta już ponad połowa dzieci w wieku 7-9 lat, a jedna czwarta sama publikuje treści – alarmuje ekspert.

Zgadza się z twierdzeniem, jakoby samo podniesienie wieku w przepisach dało niewiele, choć może wpłynąć na część rodziców czy samych nastolatków. – Za tym musi iść zwiększenie świadomości społecznej i realne zobowiązanie platform, żeby ten wiek weryfikowały. To nieprawda, iż nie mają do tego skutecznych narzędzi, bo już dzisiaj w UE funkcjonują choćby prototypy elektronicznego dokumentu, który daje taką możliwość. A pomysłów jest więcej – wyjaśnia.

Spóźnione działania

Ekspert przypomina, iż tym tematem Fundacja zajmuje się od niemal dwóch dekad, a zatem na bieżąco obserwuje, jakie zagrożenia niesie za sobą rozwój technologii i wprowadzanie każdej nowej funkcji w serwisach społecznościowych.

– Przegapiliśmy moment, w którym media społecznościowe z niewinnych z pozoru serwisów, służących do podtrzymywania znajomości czy dzielenia się codziennością, stały się ogromnymi ekosystemami, obliczonymi na zatrzymywanie nas przy ekranach i monetyzowanie naszej uwagi – ocenia. I konkluduje, iż dyskusja na temat zagrożeń czekających w sieci na dzieci musi trwać. Mimo iż działania ocenia jako spóźnione.

Pozostaje pytanie, czy platformy w jakikolwiek sposób odpowiedzą na próby wprowadzenia ograniczeń, które – jak można się spodziewać – w niedalekiej przyszłości podejmą zarówno kraje europejskie, jak i spoza UE. Póki co, w połowie stycznia serwis YouTube ogłosił, iż wprowadza m.in. mocniejsze mechanizmy rodzicielskiej kontroli. Opiekunowie ustalą limit na przeglądanie przez nastolatków shortsów, a niedługo mają zyskać możliwość całkowitego blokowania dostępu do „rolek” Pytanie, czy inne serwisy podążą tym tropem.

Idź do oryginalnego materiału