Pierwsze interpretacje indywidualne Głównego Inspektora Pracy dotyczące ustalania istnienia stosunku pracy już są. A wraz z nimi zaczynamy dostawać odpowiedź na pytanie, które od miesięcy zadają sobie przedsiębiorcy, działy HR i prawnicy:
jak GIP będzie patrzył na B2B i umowy cywilnoprawne?
Po analizie pierwszych dziesięciu interpretacji można pokusić się o pierwsze wnioski.
I zacznijmy od informacji, która dla wielu przedsiębiorców może być uspokajająca.
Nie – GIP nie przyjął założenia, iż B2B czy umowa zlecenia są z definicji podejrzane.
W pierwszej dziesiątce znajdziemy zarówno interpretacje, w których GIP zakwestionował stanowisko wnioskodawców, jak i takie, w których zaakceptował cywilnoprawny charakter współpracy. Wśród pozytywnie ocenionych modeli znalazła się m.in. kooperacja B2B w branży IT oraz kooperacja przy świadczeniu usług sprzedażowych i marketingowych. W jednej z interpretacji GIP wprost zaakceptował model, w którym przedsiębiorca miał znaczną autonomię co do czasu, miejsca i sposobu wykonywania usług oraz możliwość korzystania z podwykonawców.
To jednak dopiero połowa wiadomości. Druga jest taka, iż możemy już zdiagnozować pierwsze ryzyka.
1. Nie pytajmy tylko, czy można odmówić zlecenia. Pytajmy, co dzieje się po jego przyjęciu
Jedna z pierwszych interpretacji dotyczyła interesującego modelu platformowego.
Osoba fizyczna sama wybierała w systemie elektronicznym, czy chce przyjąć konkretne zadanie. Zadania miały charakter jednorazowy i co do zasady krótkotrwały, a przewidywany czas wykonania jednego z nich wynosił maksymalnie 12 godzin. Wykonawca mógł więc zdecydować: pracuję albo nie pracuję.
Na pierwszy rzut oka to bardzo mocne argumenty przeciwko stosunkowi pracy.
GIP uznał jednak stanowisko wnioskodawcy za nieprawidłowe.
Dlaczego?
Ponieważ po przyjęciu zadania autonomia wykonawcy znacząco się kończyła. W umowie określano datę, godzinę i miejsce rozpoczęcia pracy. W trakcie wykonywania zadania osoba była nadzorowana przez przedstawiciela klienta np. kierownika zmiany, kierownika sklepu czy brygadzistę, który mógł udzielać bieżących wskazówek dotyczących sposobu wykonania zadania. Wykonawca był zobowiązany do wykonywania takich poleceń.
To prowadzi do pierwszego bardzo praktycznego wniosku:
swoboda przyjęcia zlecenia nie oznacza jeszcze swobody jego wykonywania.
W audycie modelu współpracy trzeba zatem badać oba etapy oddzielnie.
2. Podporządkowanie pozostaje królem
Jeżeli mielibyśmy wskazać element, który najmocniej przebija się przez pierwsze interpretacje, byłoby nim podporządkowanie.
GIP odwołuje się do jego trzech klasycznych wymiarów: sposobu wykonywania pracy, miejsca oraz czasu.
Jednocześnie za najistotniejszy element odróżniający umowę o pracę od umowy zlecenia uznaje podporządkowanie dotyczące sposobu wykonywania pracy, czyli możliwość wydawania bezpośrednich i wiążących poleceń dotyczących bieżącej realizacji zadań.
I to rozróżnienie ma ogromne znaczenie praktyczne.
Samo ustalenie z kontraktorem, co ma zostać wykonane, nie oznacza jeszcze kierownictwa pracowniczego.
Podobnie ustalenie terminu realizacji projektu, oczekiwanego rezultatu, wymagań bezpieczeństwa czy zasad współpracy z innymi uczestnikami projektu nie musi automatycznie tworzyć stosunku pracy.
Granica zaczyna być przekraczana wtedy, kiedy zarządzanie usługą i jej rezultatem zaczyna przypominać zarządzanie pracownikiem.
To szczególnie ważne w przypadku B2B w sektorze IT.
3. B2B w IT może się obronić
Jedna z pierwszych pozytywnych interpretacji dotyczy właśnie współpracy B2B.
GIP przypomniał w niej bardzo istotną zasadę: o kwalifikacji prawnej stosunku nie przesądza nazwa umowy. Rozstrzygające znaczenie ma całokształt warunków, w których zobowiązanie jest rzeczywiście wykonywane.
To działa jednak w obie strony.
Skoro nazwanie umowy „B2B” nie chroni przed jej zakwestionowaniem, to samo prowadzenie stałej współpracy z przedsiębiorcą nie oznacza również automatycznie stosunku pracy.
W zaakceptowanym modelu istotne były m.in. samodzielność wykonawcy, brak pracowniczego podporządkowania oraz organizacja współpracy wokół realizowanych usług, a nie podporządkowania kontraktora bieżącemu kierownictwu.
Trzeba pamiętać, iż problemem nie będzie tu samo B2B, ale pracowniczy sposób zarządzania osobą, która formalnie jest przedsiębiorcą.
Dlatego przy ocenie ryzyka coraz większego znaczenia nabiera nie tylko wzór umowy, ale praktyka pracy project managerów, team leaderów i osób bezpośrednio współpracujących z kontraktorami.
4. Zastępstwo pomaga. Ale musi istnieć naprawdę
Kolejny element przewijający się w interpretacjach to osobiste świadczenie pracy.
W stosunku pracy pracownik co do zasady nie może wysłać za siebie innej osoby. Dlatego możliwość korzystania z zastępcy lub podwykonawcy jest jednym z argumentów przemawiających przeciwko istnieniu stosunku pracy.
Ale tutaj GIP stawia bardzo ważne zastrzeżenie. W pozytywnej interpretacji dotyczącej B2B wykonawca mógł, za zgodą kontrahenta, korzystać z podwykonawców i odpowiadał za ich działania oraz zaniechania. Jednocześnie GIP zwrócił uwagę, iż dla wyłączenia pracowniczego charakteru relacji nie wystarczy samo formalne wpisanie do umowy, iż wykonawca nie musi świadczyć usług osobiście. Możliwość zastępstwa musi być rzeczywista.
To szczególnie istotna wskazówka dla przedsiębiorców, ponieważ klauzula o zastępstwie stała się w ostatnich latach niemal standardowym elementem umów B2B.
Jeżeli jednak organizacja nigdy w praktyce nie dopuszcza zastępstwa, kontraktor choćby nie wie, jak miałby z niego skorzystać, albo każda próba wskazania podwykonawcy spotkałaby się z odmową, sama klauzula może mieć niewielką wartość.
5. Godzinowe wynagrodzenie nie przekreśla B2B
To kolejny interesujący element pierwszych interpretacji.
W jednej z pozytywnie ocenionych konstrukcji wynagrodzenie miało stanowić iloczyn stawki godzinowej i liczby godzin świadczenia usług. W umowie przewidziano również roczny limit godzin. Mimo to GIP zaakceptował stanowisko wnioskodawcy.
To ważne, bo pokazuje, iż pojedynczego elementu nie należy analizować w oderwaniu od reszty modelu. Rozliczenie godzinowe samo w sobie nie przesądza o stosunku pracy. Znacznie ważniejsze będzie to, do czego informacja o godzinach jest wykorzystywana. Czy służy jedynie obliczeniu należnego wynagrodzenia? Czy może zaczyna pełnić funkcję ewidencji czasu pracy, służy kontroli dostępności, weryfikacji godzin rozpoczęcia i zakończenia pracy albo egzekwowaniu określonego wymiaru godzin?
To pozornie niewielka różnica, która w praktyce może mieć ogromne znaczenie.
6. Sprzęt klienta również nie musi oznaczać etatu
Podobnie jest ze sprzętem.
Popularny pogląd, zgodnie z którym kontraktor B2B powinien zawsze pracować wyłącznie na własnym komputerze i telefonie, okazuje się zbyt uproszczony.
W jednym z pozytywnie ocenionych modeli wnioskodawca miał zapewniać wykonawcy m.in. komputer przenośny, telefon lub kartę SIM oraz konto poczty elektronicznej. Komputer i telefon miały przy tym być oddawane kontraktorowi w najem za miesięczny czynsz. Ponownie, liczy się cały model, a nie pojedynczy element.
Sprzęt może być jednym z czynników świadczących o organizacyjnym włączeniu danej osoby w przedsiębiorstwo. Nie oznacza jednak automatycznie powstania stosunku pracy.
7. Ryzyko gospodarcze zaczyna mieć bardzo praktyczne znaczenie
Pierwsze interpretacje pokazują również, iż przy projektowaniu współpracy warto wrócić do elementu, o którym w praktyce HR mówi się zdecydowanie rzadziej niż o miejscu czy czasie pracy:
kto ponosi ryzyko związane z wykonywaniem działalności?
W jednej z pozytywnych interpretacji wykonawca miał odpowiadać za prawidłowe wykonanie zlecenia, również wtedy, gdy korzystał z podwykonawców, oraz posiadać ubezpieczenie OC związane z prowadzoną działalnością. GIP zwrócił uwagę, iż część ryzyka została w ten sposób przeniesiona na zleceniobiorcę.
W negatywnie ocenionym modelu platformowym GIP zwrócił natomiast uwagę na odwrotną sytuację. o ile klient rezygnował z zadania już po jego przyjęciu, wykonawca zachowywał prawo do części albo całości wynagrodzenia. GIP potraktował to jako argument wskazujący na ponoszenie ryzyka ekonomicznego przez podmiot zatrudniający.
To kolejny dowód, iż przyszłe audyty B2B nie mogą ograniczać się do sprawdzenia kilku najbardziej oczywistych klauzul.
8. Ten sam zawód może oznaczać zupełnie różne relacje prawne
Bardzo ciekawie czyta się również interpretacje dotyczące kierowców.
W pierwszej dziesiątce znajdziemy modele ocenione odmiennie. I to pokazuje coś, o czym przedsiębiorcy czasem zapominają: nie istnieje prosta lista zawodów „dozwolonych” i „niedozwolonych” na B2B lub zleceniu.
Nie powinniśmy więc pytać: „Czy kierowca może pracować na zleceniu?”, „Czy programista może być na B2B?” albo „Czy sprzedawca może być zleceniobiorcą?”
Ważne jest to w jaki sposób ta konkretna osoba wykonuje swoje obowiązki i jak została zorganizowana jej relacja z przedsiębiorcą?
Ten sam rodzaj czynności może być wykonywany zarówno w ramach stosunku pracy, jak i relacji cywilnoprawnej.
9. Największe ryzyko może siedzieć nie w umowie, tylko u managera
To chyba najważniejszy praktyczny wniosek, jaki wyciągam z pierwszych interpretacji. Audyt B2B bardzo często zaczynał się i kończył na umowie. Sprawdzaliśmy, czy jest zapis o samodzielności, zastępstwie, braku podporządkowania, odpowiedzialności przedsiębiorcy, własnym ryzyku gospodarczym.
Dzisiaj to zdecydowanie za mało, bo o ile w umowie napiszemy: „wykonawca samodzielnie decyduje o czasie świadczenia usług”, a następnie manager oczekuje obecności od 9.00 do 17.00, problem nie znajduje się w umowie.
Jeżeli wpiszemy: „wykonawca nie podlega kierownictwu zleceniodawcy”, a team leader codziennie przydziela mu konkretne zadania i szczegółowo określa sposób ich wykonania, problem również nie znajduje się w umowie.
Jeżeli mamy: „prawo korzystania z podwykonawców”, ale organizacja w rzeczywistości nigdy by na to nie pozwoliła – znów mamy rozdźwięk pomiędzy dokumentem a rzeczywistością.
A właśnie ten rozdźwięk może być szczególnie niebezpieczny.
10. Pozytywna interpretacja to nie immunitet
Na koniec bardzo ważne zastrzeżenie: uzyskanie pozytywnej interpretacji GIP nie oznacza, iż przedsiębiorca może odłożyć ją do szuflady i uznać temat za zamknięty.
W decyzjach GIP wyraźnie zastrzega, iż wydanie interpretacji nie wyłącza możliwości oceny rzeczywistego charakteru stosunku prawnego podczas późniejszej kontroli, o ile ustalony przez inspektora stan faktyczny będzie różnił się od tego przedstawionego we wniosku.
To zdanie może być najważniejszym zdaniem całej „Pierwszej dziesiątki”.
Bo oznacza, iż choćby najlepiej skonstruowany model trzeba później utrzymywać w praktyce.
Co zatem warto zrobić już teraz?
Pierwsze dziesięć interpretacji nie daje nam jeszcze kompletnej linii interpretacyjnej GIP, ale daje wystarczająco dużo, aby przedsiębiorcy zaczęli przygotowywać się do kontroli inaczej niż dotychczas.
Zaczęłabym od sprawdzenia, jak ta kooperacja naprawdę wygląda. W praktycznym audycie warto zbadać przede wszystkim: kto i w jaki sposób przydziela zadania, czy kontraktor może odmówić ich wykonania, kto decyduje o czasie i miejscu świadczenia usług, jak wygląda komunikacja z managerem, czy istnieje rzeczywista możliwość zastępstwa, jak rozłożone jest ryzyko gospodarcze, jak wykorzystywana jest ewidencja godzin oraz czy osoby na B2B funkcjonują w organizacji dokładnie tak samo jak pracownicy.
I dopiero potem porównać tę rzeczywistość z umową. Bo jeżeli miałabym zamknąć pierwsze dziesięć interpretacji GIP w jednym zdaniu, brzmiałoby ono: Nie wystarczy mieć dobrze napisane B2B. Trzeba jeszcze naprawdę pracować jak B2B.
I to może być najważniejsza zmiana w podejściu przedsiębiorców do ryzyka reklasyfikacji umów cywilnoprawnych.
Chcesz z nami sprawdzić swój model współpracy? Napisz do mnie na [email protected] albo wyślij wiadomość przez formularz na stronie www.kontrolapip.pl
Autor: r. pr. Marta Kopeć, Partner Zarządzający
E-mail: [email protected]
tel.: +48 22 501 56 10
Autor: apl. adw. Piotr Szczerba
E-mail: [email protected]
tel.: +48 22 501 56 10





