Sąsiad ma prawo do prywatności

11 godzin temu

Tak wynika z precedensowego wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego (NSA) dotyczącego monitoringu wizyjnego na prywatnych posesjach w kontekście ochrony danych osobowych.

Troska o bezpieczeństwo…

Sprawa trafiła na wokandę z inicjatywy kobiety, która poskarżyła się do prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych (UODO) na sąsiadów. Tłumaczyła, iż jej posesja oraz droga dojazdowa są monitorowane z dwóch masztów. W zasięgu kamer sąsiadów znajduje się m.in. jej brama i furtka. Rejestracji podlega wizerunek jej i jej bliskich, tablice rejestracyjne samochodu czy tabliczka adresowa jej posesji.

Ponadto alarmowała, iż kamery są skierowane na jej taras, okna sypialni czy kuchni. Z kolei z urządzenia przy domu sąsiadów nagrywana jest wschodnia strona jej posesji. Kobieta podkreślała, iż wielokrotnie sama i za pośrednictwem policji prosiła o zwrócenie monitoringu sąsiadów wyłącznie na ich posesję. A ponieważ nic to nie dało, wniosła o wydanie nakazu zaprzestania monitorowania jej posesji przez sąsiada.

Prezes UODO zajął się sprawą i ustalił, iż faktycznie na sąsiedniej działce należącej do rodzeństwa został zainstalowany system monitoringu wizyjnego. Jeden z właścicieli przekonywał jednak, iż kamery nie rejestrują posesji sąsiadki, od jej strony mają tzw. strefy prywatności – obraz w tej części jest zaczerniony. Jedynym miejscem, gdzie wizerunek sąsiadki może być nagrywany jest wspólna droga dojazdowa. Mężczyzna podkreślił, iż wyłącznym celem zainstalowania kamer było monitorowanie stanu i bezpieczeństwa jego rodziców.

Prezes UODO umorzył postępowanie, ale tylko w jednej kwestii. Uznał bowiem, iż syn opiekujący się rodzicami nie jest administratorem systemu monitoringu wizyjnego. Rację przyznał jej za to co do monitoringu przekraczającego granice. Nakazał „skasowanie” kamer, które swoim zasięgiem obejmują jej działkę, a sąsiadowi udzielił upomnienia za naruszenie RODO.

Rodzeństwo nie pogodziło się z nakazem i karą, zaskarżyło je, ale przegrało. Najpierw rację prezesowi UODO przyznał Wojewódzki Sąd Administracyjny (WSA) w Warszawie.

Ostatecznie przegraną skarżących przypieczętował NSA. Podkreślił, iż w sprawie chodzi o dwa istotne problemy – drogę dojazdową będącą współwłasnością skonfliktowanych sąsiadów oraz posesję, która jest wyłączną własnością sąsiadki. NSA, tak jak sąd pierwszej instancji nie dopatrzył się, żeby w sprawie chodziło o czynności o charakterze osobistym. O przetwarzaniu danych osobowych nie decyduje bowiem aspekt subiektywny, ale układ okoliczności zewnętrznych o charakterze obiektywnym. Zostało to już przesądzone w orzecznictwie unijnym.

W konsekwencji, jak podkreślił NSA, chęć zapewnienia rodzicom bezpieczeństwa nie może przesądzić o tym, iż mamy do czynienia z czynnością osobistą lub o charakterze domowym. I skoro kamery wkroczyły poza granicę nieruchomości, na której były zainstalowane, to dochodzi do stosowania RODO.

Jeśli chodzi o aspekt związany ze wspólną drogą dojazdową, to, jak zauważył sąd, dopuszczalność przetwarzania danych osobowych w tym zakresie była badana pod kątem przesłanki z art. 6 ustęp 1 lit. f RODO. I również nie miał wątpliwości, iż w sprawie nie ziściła się przesłanka niezbędności, a do tego chodzi o nadrzędność prawa sąsiada nad tymi, które chce chronić osoba nagrywająca.

Co do tzw. testu proporcjonalności, to, jak podkreślił NSA, w spornym przypadku zachodzi konflikt dwóch interesów, wartości, w tym prawa do prywatności. A ono jest jednym z najważniejszych praw konstytucyjnych. Jest emanacją godności ludzkiej, na fundamencie której jest zbudowana konstytucja i cały system wartości prawa.

Sąd nie kwestionował, iż z drugiej strony chodzi o bezpieczeństwo starszych rodziców, które oczywiście nie jest wartością banalną. Niemniej w ocenie NSA prywatność w tym zestawieniu ma charakter nadrzędny.

Ponadto sąd nie miał cienia wątpliwości, iż w sporze chodzi o przetwarzanie danych osobowych. Jak podkreślił sędzia NSA Rafał Stasikowski, sprawa jest ważna, bo takich sytuacji jak sporna, w Polsce możemy mieć miliony. I uznał, iż samo objęcie zasięgiem monitoringu wizyjnego cudzej nieruchomości, stanowi przetwarzanie danych osobowych osób, które z niej korzystają w rozumieniu art. 4 pkt. 2 RODO, i to pomimo zastosowania cyfrowego zaczernienia obrazu, tj. maski prywatności.

…nie uzasadnia za szerokiego monitoringu

NSA podkreślił, iż kwestia ochrony prywatności sąsiada musi być rozwiązana w sposób weryfikowalny. Nie wystarczy powołanie się na stosowanie maski prywatności. Ta powinna być więc fizyczna, widoczna dla sąsiada albo dla specjalisty, który może zweryfikować, czy zaczerniony fragment fizycznie coś przesłoni, obejmuje daną nieruchomość, czy nie.

Ewentualnie możliwe jest to poprzez ustawienie kąta kamery w taki sposób, żeby sąsiad mógł to zweryfikować. Inne podejście do spornej kwestii w opinii sądu doprowadziłoby do dewastacji całego systemu ochrony prawa do prywatności i w praktyce pozbawiłoby go 38 milionów ludzi.

Wyrok jest prawomocny.

Sygnatura akt: III OSK 649/24

Opinia dla „Rzeczpospolitej”

dr hab. Arwid Mednis, WPiA UW, radca prawny, Mednis Legal

Komentowany wyrok NSA jest ważny, bo jest to jedno z pierwszych prawomocnych orzeczeń, które dotykają problemu monitoringu wizyjnego w kontekście naruszenia RODO. Zgadzam się, iż kamera obejmująca swoim zasięgiem cudzą posesję może naruszać prywatność i stanowić naruszenie RODO. Uznanie przez NSA, iż w spornym przypadku zewnętrzny monitoring wizyjny, który obejmuje swoim zasięgiem działkę sąsiadów i wspólną drogę dojazdową, nie jest przetwarzaniem w celach osobistych lub domowych, ma daleko idące konsekwencje. Oznacza, iż zasadniczo taki przypadek nie jest wyłączony z RODO i podlega ocenie pod kątem regulacji dotyczących zasad przetwarzania danych osobowych. Właściciel, który zdecydował się na instalację kamer na swojej posesji, które obejmują swoim zasięgiem nieruchomość sąsiada, musi więc liczyć się z zarzutem naruszenia RODO, a choćby karą finansową. Niemniej problem jest bardzo złożony i wymaga zindywidualizowanego podejścia. Kamery stają się przecież wszechobecne nie tylko w przestrzeni publicznej, na ulicach, dworcach czy w komunikacji. Są powszechnie stosowane w biurach, sklepach, wspólnotach czy spółdzielniach mieszkaniowych. I każdy przypadek zastosowania monitoringu w kontekście ewentualnych naruszeń RODO powinien być oceniany indywidualnie, z uwzględnieniem specyfiki danej sytuacji, celu, jakiemu ma służyć, i jakie wartości ma chronić. Przy czym nie w każdym przypadku prawo do prywatności musi mieć bezwzględny, nadrzędny charakter nad innymi wartościami, jak chociażby np. bezpieczeństwo publiczne czy ochrona zdrowia. Nie mam jednak wątpliwości, iż sporów o naruszenie RODO przez kamery będzie coraz więcej.

Idź do oryginalnego materiału