
Walka o prawo do prywatności zaczyna się… pod śmietnikiem?
Prywatność przechodzi do historii. Idziesz do sklepu, a oni już wiedzą, co włożysz do koszyka – na długo przed tobą, bo znają każdy twój ruch. Przechodzisz w nich kontrole jak na lotnisku. Nie jest łatwo wyjść, bariery zabezpieczające przed kradzieżą trzeba długo przekonywać, iż zrobiliśmy zakupy i mamy na to dowód w postaci paragonu. Skaner długo czyta znak, jakby nie dowierzał. Ufa, ale sprawdza.
Nawet śmietniki zamieniają się w małe twierdze, o czym pisałem na Spider’s Web. Kody zabezpieczające, monitoring. Aż w końcu ktoś powiedział: „dość”. Kamery przed pojemnikami i kontenerami to za wiele. Spółdzielnie tłumaczą się, iż w ten sposób chroni się samych mieszkańców. Trzeba pilnować, by nikt nie podrzucał odpadów, a przez to nie zapłaci się więcej za wywóz.
Mamy więc dylemat: być śledzonym na każdym roku albo płacić więcej za śmieci. Prywatność została bardzo konkretnie wyceniona
Jest warta tyle, co cena za nadmiarowe puste opakowania i inne odpady, które mogłyby zostać podrzucane.
„Rzeczpospolita” donosiła o sporze mieszkańca ze spółdzielnią. Ten uznał, iż kamery w altance śmietnikowej naruszają jego prywatność. Urząd Ochrony Danych Osobowych przyznał mu rację i nakazał zaprzestania rejestrowania obrazu.
Spółdzielnia odwołała się do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, a ten zaś stwierdził, iż argumentacja spółdzielni jest sensowna. Trzeba bronić się przed oszustami, którzy wyrzucaliby śmieci w nieodpowiednich miejscach, a także przed wandalami.
Sprawę rozstrzygnąć miał jednak Naczelny Sąd Administracyjny. Według opinii NSA są inne metody, aby chronić się przed podrzucaniem śmieci, więc z kamer trzeba zrezygnować. Można np. montować kosze, które otworzą się po zeskanowaniu kodów QR. Takich instalacji w Polsce przybywa.
Szef świętochłowickiej spółdzielni, gdzie pilotażowy program przeprowadzono, przypominał, iż dotychczas to lokatorzy ponosili „odpowiedzialność zbiorową za odpady całego bloku”.
Nawet gdy ktoś segreguje, jest obarczany winą, a choćby karą za niesegregowanie śmieci za kogoś innego. Teraz się to zmieni i każdy będzie odpowiedzialny wyłącznie za swoje worki – wyliczał zalety systemu Karol Woźniczka, prezes zarządu Spółdzielni Mieszkaniowej w Świętochłowicach.
Symboliczne: walka o prawo do prywatności zaczyna się przy śmietniku
Z jednej strony rozumiem spółdzielnię, która chciała w prosty sposób wyeliminować problem – nie ona pierwsza, nie ona ostatnia. Łatwiej powiesić kamerę niż kupić drogie inteligentne śmietniki. Można się jednak zastanawiać, czy odpowiedzią ciągle musi być kamera. Wydaje się, iż nie zawsze dodatkowy monitoring sprawia, iż robi się bezpieczniej. A jednak liczy się, iż nowe, kolejne urządzenie na pewno przepędzi intruzów.
Dlatego kamery noszą choćby kontrolerzy biletów w wielu miastach, są jak policjanci. Tylko w Poznaniu zwrócono uwagę, iż to nie do końca musi mieć sens. Już jest przecież monitoring w autobusach i tramwajach.
Walka z kamerą przy śmietniku i tak nie zmieni tego, iż urządzenia nagrywające są wszędzie
I to często na własne życzenie samych użytkowników. Z obronionej przed wścibskim okiem kamery altanki mieszkańcy przenoszą się do swoich mieszkań, gdzie – przynajmniej w teorii – obserwować może ich choćby odkurzacz, o komputerze, telefonie czy nasłuchującym telewizorze nie wspominając.
Może chodzi o poczucie kontroli i sprawczości? Nie mamy wpływu na zabezpieczenia urządzeń – możemy liczyć na to, iż do odkurzacza czy telewizora jednak nikt się nie włamie i nie będzie podglądał ani podsłuchiwał. Łatwiej granicę wytoczyć na osiedlu. A kto wie – może skoro kamera przy altance zacznie przeszkadzać podczas wyrzucania, to zaczniemy zwracać uwagę na inne elementy niepotrzebnego monitoringu w naszej przestrzeni? Skoro, jak zauważa NSA „interes w przestrzeganiu obowiązku segregacji śmieci nie jest ważniejszy od wolności człowieka”, to warto zadać pytanie, który interes jest ważniejszy – i czy w ogóle to możliwe?
Śmietnik jako początek walki o odzyskanie prywatności? A jak nie, to przynajmniej tam odetchniemy pełną piersią – metaforycznie, ciesząc się wolnością.
Zdjęcie główne: ERA Foto / Shutterstock





