Prawo podatkowe przestało nadążać za cyfrową rzeczywistością, w której firmy odprowadzające podatki w Polsce są w gorszej sytuacji niż międzynarodowe koncerny dostarczające usługi cyfrowe do naszego kraju – tak przedstawiciele Ministerstwa Cyfryzacji argumentują potrzebę wprowadzenia podatku od usług cyfrowych. Resort przedstawił założenia projektu ustawy, która wprowadzi podatek rekompensujący od niektórych usług cyfrowych. Deklarowanym celem ustawodawcy jest wyrównanie szans między polskimi firmami, a globalnymi graczami, którzy rzekomo unikają adekwatnego opodatkowania. Warsaw Enterprise Institute przestrzega jednak, iż podatek od usług cyfrowych ma kilka wspólnego z rekompensatą. W istocie to zwykły podatek wyłudzeniowy, którego celem nie jest choćby łatanie deficytu budżetowego (bo przychody będą relatywnie niskie), a tak naprawdę uderzenie w kapitał zagraniczny dla celów stricte politycznych. Problem w tym, iż za dodatkowe obciążenie zapłacą jak zwykle konsumenci, czyli odbiorcy usług cyfrowych. Podatek przełoży się na zwiększenie kosztów usług cyfrowych, takich jak reklama w Internecie, a także wyższe ceny subskrypcji lub dodatkowych opłat za korzystania z popularnych platform jak Booking, Uber czy płatne usługi Google.
Projekt Ministerstwa Cyfryzacji precyzyjnie określa obszary aktywności cyfrowej, które obejmie podatek. Po pierwsze będą to przychody z wyświetlania reklam ukierunkowanych, czyli takich, które są dopasowane do profilu konkretnego użytkownika. Danina dotknie także operatorów tzw. wielostronnych interfejsów cyfrowych, czyli platformy ułatwiające interakcje między użytkownikami lub pośredniczące w handlu towarami i usługami. Podatek obejmie także odpłatne przekazywanie danych o internautach. Wpływy mają zasilać fundusz wspierający rozwój polskiej sztucznej inteligencji.
Danina w założeniu obejmie wyłącznie największe podmioty lub grupy kapitałowe, których globalne przychody przekraczają 1 miliard euro, a przychody uzyskane na terytorium Polski z usług cyfrowych są wyższe niż 25 mln zł rocznie. To oznacza, iż na celowniku znajdą się globalne firmy takie jak Google, Meta (Facebook, Instagram itp.), Amazon, Apple czy Microsoft. Podatek obejmie także popularne marketplace’y i aplikacje, takie jak Temu, Shein, Allegro (choć tu zadziała mechanizm odliczenia CIT, który spowoduje, iż kwoty podatku będą marginalne), a także platformy typu Uber, Glovo, Wolt czy Booking.com.
Mimo szerokiego zasięgu, resort przewidział listę istotnych wyjątków, które w teorii mają chronić tradycyjną gospodarkę. Z opodatkowania wyłączone zostaną podmioty, których głównym zajęciem jest publikowanie własnych materiałów redakcyjnych, czyli portale informacyjne i redakcje internetowe. Co ciekawe, nowej daniny w swoim podstawowym modelu subskrypcyjnym nie zapłacą przedsiębiorstwa takie jak Netflix, Disney+ czy Spotify, ponieważ usługi polegające na dostarczaniu własnych treści cyfrowych również objęto wyłączeniem. Wyłączeniem objęte będą także banki, firmy ubezpieczeniowe i fundusze inwestycyjne, czyli szeroko rozumiany sektor finansowy. Podatku nie zapłacą również producenci prowadzący własne sklepy internetowe (o ile nie pełnią roli pośrednika dla innych marek) oraz dostawcy infrastruktury chmurowej i usług telekomunikacyjnych. Natomiast, warto pamiętać, iż podczas prac legislacyjnych mogą pojawić się propozycje rozszerzenia grupy usług objętych proponowaną daniną. Co więcej, raz wprowadzony podatek może w znacznie łatwiejszy sposób zostać również dostosowywany, tak by spełniał bieżące potrzeby rządu.
Ministerstwo Cyfryzacji zaproponowało mechanizm, który ma w teorii premiować firmy rzetelnie rozliczające się w naszym kraju. Nowa danina cyfrowa nie będzie płacona w całości jako dodatkowy koszt, ale ma być pomniejszana o kwotę podatku dochodowego (CIT), który dany podmiot już odprowadził w Polsce w danym roku. W praktyce wygląda to tak, iż firma najpierw oblicza podatek cyfrowy od swojego przychodu, a następnie odejmuje od tej kwoty zapłacony wcześniej CIT. Do budżetu państwa trafia jedynie powstała różnica, co oznacza, iż jeżeli zapłacony podatek dochodowy jest wyższy niż wyliczona danina cyfrowa, to dopłata wynosi zero. Resort argumentuje, iż takie rozwiązanie pozwoli uderzyć wyłącznie w tych graczy, którzy unikają opodatkowania i uciekają z zyskami do rajów podatkowych.
Należy przede wszystkim podkreślić, iż wszystkie przedsiębiorstwa, które mają być objęte planowaną daniną rozliczają podatki zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem, a ich sprawozdania finansowe są publicznie dostępne. o ile państwo polskie żywi podejrzenia, iż są w nich jakieś nieprawidłowości, to powinno dysponować też adekwatnymi narzędziami kontroli, z których powinno skorzystać w pierwszej kolejności. Poza tym, WEI zwraca uwagę, iż choć na pierwszy rzut oka proponowane rozwiązanie może sprawiać wrażenie sprawiedliwego, to w praktyce mamy do czynienia z nowym podatkiem minimalnym od przychodu. Firma, która decyduje się na ogromne inwestycje w Polsce lub po prostu notuje gorszy rok i wykazuje stratę, naturalnie płaci niższy CIT. Według nowych przepisów i tak będzie musiała zapłacić podatek od przychodu, co de facto staje się karą za inwestowanie i budowanie wartości w naszym kraju. Wiele platform cyfrowych i marketplace’ów operuje na bardzo niskich marżach. Dla takich podmiotów 3 proc. podatku od całego przychodu może okazać się kwotą znacznie wyższą niż cały wypracowany przez nie zysk. W takim przypadku mechanizm odliczenia CIT staje się bezużyteczny, bo podatek cyfrowy i tak drastycznie przeważy nad dochodowym.
Biorąc pod uwagę doświadczeniach z innych państwo, najwięksi gracze, tacy jak Google, czy Meta nie odczują tego obciążenia we własnych portfelach, a koszt tej daniny dotknie MŚP i konsumentów. Odliczenie CIT przez te firmy w żaden sposób nie chroni polskiego przedsiębiorcy przed wzrostem cen usług reklamowych. Ostateczny koszt nowej daniny zostanie zaszyty w cenie niemal każdego produktu lub usługi zakupionej przez Internet. To konsument, płacąc za zakupy online czy usługi kurierskie, sfinansuje nową zachciankę fiskusa.
Polska charakteryzuje się wyjątkowo mało konkurencyjnym systemem podatkowym, zajmując 35. miejsce na 38 państw w rankingu OECD. Wprowadzenie konieczności równoległego wyliczania dwóch rodzajów danin i ich wzajemnego rozliczania to kolejny poziom biurokracji i pewny przepis na długotrwałe spory z fiskusem. Co więcej, szeroka definicja interfejsu wielostronnego może w przyszłości posłużyć jako furtka do opodatkowania kolejnych gałęzi cyfrowej gospodarki.
Co więcej definicja „interfejsu wielostronnego” jest na tyle szeroka, iż w przyszłości może stać się furtką do opodatkowania kolejnych segmentów gospodarki cyfrowej, jeżeli wpływy do budżetu nie spełnią oczekiwań. Podejrzenia budzi także wyłączenie mediów redakcyjnych z opodatkowania. Jest to wyraźna faworyzacja tych podmiotów, co stoi w sprzeczności z zasadami swobodnego obrotu gospodarczego.
Nie można również ignorować aspektu międzynarodowego. Projekt ten wystawia Polskę na strzał w relacjach z USA. Administracja w Waszyngtonie od dawna traktuje podatki cyfrowe jako bariery handlowe wymierzone w amerykański biznes. Donald Trump już wcześniej zapowiadał retorsje, w tym cła odwetowe i, co najbardziej niepokojące, ograniczenie transferu kluczowych technologii do Europy. W dobie wyścigu o dominację w dziedzinie sztucznej inteligencji, taki konflikt może trwale zablokować rozwój polskiego sektora AI czy produkcji półprzewodników.
Warsaw Enterprise Institute stoi na stanowisku, iż wprowadzenie podatku od usług cyfrowych to w istocie próba nałożenia swoistej akcyzy na nowoczesne technologie. Pod płaszczem walki z gigantami, rząd tworzy mechanizm wyłudzeniowy, który osłabia konkurencyjność polskich firm, podnosi ceny dla konsumentów i naraża nas na kosztowny konflikt technologiczny z USA. Zamiast szukać nowych sposobów na wyłudzanie pieniędzy z rynku, państwo powinno skupić się na uproszczeniu systemu podatkowego oraz na rozwiązaniach multilateralnych, które są bardziej adekwatne w zglobalizowanej gospodarce i ograniczą ryzyko odstraszania inwestycji.


1 dzień temu


