[STANOWISKO] Zdrowa żywność kosztuje. Niezdrowa również!

1 dzień temu

Nowa Lewica przedstawiła „innowacyjny” pomysł na wzmocnienie finansów NFZ, tradycyjnie w formie nowej opłaty, tym razem chodzi o tzw. podatek tłuszczowy. Warsaw Enterprise Institute od lat stoi na stanowisku, iż wprowadzanie kolejnych obciążeń fiskalnych w żaden sposób nie poprawi sytuacji w służbie zdrowia, która jest swoistą studnią bez dna. Co więcej, jak to zwykle bywa w przypadku takich pomysłów – zapłacą konsumenci. Efektywna reforma powinna odbyć się w oparciu o zmiany systemowe, a kopiowanie rozwiązań, które nie sprawdziły się w innych krajach, jednoznacznie potępiamy, uważając je za nieodpowiedzialne i szkodliwe.

W grudniu w sejmie pojawił się projekt ustawy wprowadzającej tzw. podatek tłuszczowy, wymierzony w żywność wysoko przetworzoną (HPF). Przedstawiciel klubu Nowej Lewicy szumnie zapowiada pozyskanie miliardów złotych dla NFZ. Według jego słów produkty HPF odpowiadają za około ¼ rynku żywności w Polsce, a ich wartość szacuje na około 100 mld PLN. Opłata miałaby dotknąć trzy kategorie produktów o dużej zawartości:

  • cukru (lody, dżemy, czekolady, pączki)
  • tłuszczu (kiełbasy, boczek, chipsy, popcorn)
  • węglowodanów (pieczywo tostowe, bułki pszenne, zupki chińskie)

Nowa lewica szumnie zapowiada wywarcie presji na producentów, poprawę składu produktów oraz zmianę nawyków żywieniowych Polaków, jednakże ekonomiści są innego zdania i zapowiadają wzrost cen. Dodatkowo obecne są głosy o negatywnym wpływie regulacji na pozycję rynkową małych i średnich firm, którym ciężej dopasować się do nowych przepisów, a w konsekwencji największe podmioty będą miały ułatwioną drogę do ekspansji.

Warsaw Enterprise Institute przypomina, iż podobne rozwiązanie wprowadzono już w 2011 roku w Dani. Jak gwałtownie się okazało mieszkańcy, masowo zaczęli udawać się na „wycieczki” do Niemiec i to bynajmniej nie ze względu na walory turystyczne sąsiada, a kluczową destynacją stał się najbliższy supermarket, położony po drugiej stronie granicy. W konsekwencji zjawiska „turystyki zakupowej” oraz znacznego wzrostu cen w duńskich sklepach, po kilku latach władze wycofały się z podatku tłuszczowego. W opinii WEI lepiej jest uczyć się na cudzych błędach, niż postulować ich implementację w kraju.

W projekcie podatku tłuszczowego zauważamy ponowny objaw myślenia pod tytułem „państwo wie lepiej, co jest dobre dla obywatela”. W ostatnim czasie przerabiamy ten temat regularnie, gdy rządzący próbują wmówić nam, iż alkohol należy kupować tylko w dzień, nigdy zaś w nocy, czy też, iż nie powinno się pić napojów słodzonych. W naszej opinii obywatel sam może o tym zdecydować, a podatki sektorowe, czy też zakazy przynoszą efekt odwrotny od zamierzonego, co pokazuje nasz ostatni raport o fiasku założeń analogicznej opłaty cukrowej. Pod płaszczykiem walki z otyłością rząd konsekwentnie ograbia Polaków z pieniędzy.

Ponadto zauważamy wzrost świadomości żywieniowej Polaków. W maju 2025 odnotowano spadek klientów pizzerii o 4,3 proc., a lokali serwujących „kanapki z kurczakiem” o 4,9 proc. w porównaniu z rokiem ubiegłym.

Warsaw Enterprise Institute od lat stoi w obronie konsumentów. Podatek tłuszczowy to nic innego jak kopia nieudanego projektu duńskiego. W praktyce jego przyjęcie oznaczać będzie kolejne wzrosty cen żywności. Mówiąc wprost, tego typom przejawom troski o zdrowie obywateli mówimy stanowcze „nie, dziękuję”.

Idź do oryginalnego materiału