
Szwecja wstrzymuje plany budowy nowego kabla energetycznego do Danii, przewiduje racjonowanie energii, ale jej narodowy operator energetyczny podwaja zyski. W tle poszukiwanie pieniędzy na inwestycje w reaktory atomowe i próba szukania poparcia dla koalicji rządowej przed wyborami.
Jak poinformowała 8 maja szwedzka minister energii Ebba Busch, kraj ten wstrzyma plany budowy nowego kabla energetycznego do Danii. Przyczyną ma być brak porozumienia z Komisją Europejską dotyczącego wykorzystania dochodów z opłat za ograniczenia w przepustowości.
Są to dochody z tytułu opłat za przeciążenie sieci, które powstaje, gdy ograniczenia sieciowe uniemożliwiają przepływ energii elektrycznej do obszarów o dużym zapotrzebowaniu. Oznacza to zawsze duże dochody dla operatorów sieci energetycznych.
Szwecja eksportuje nadwyżki energii elektrycznej ze swoich elektrowni jądrowych, wodnych i odnawialnych źródeł energii kablem do państw takich jak Dania, Finlandia i Niemcy. W ciągu najbliższej dekady prawdopodobnie uzyska ona z tego tytułu 130 mld koron szwedzkich, czyli nieco ponad 13 mld euro. Komisja Europejska chce by te dochody zostały przeznaczone na konkretną sieć, zaś Busch chciałby wykorzystać dochody ze szwedzkich opłat na budowę mocy wytwórczych energii elektrycznej.
W Szwecji zarówno analitycy, jak i eksperci twierdzą, iż obecny rząd stara się ze wszystkich sił zabezpieczyć finansowanie dla czterech dużych reaktorów jądrowych o mocy zainstalowanej około 5000 MW lub dla małych reaktorów jądrowych typu modułowego. Połowa z nich miałaby być uruchomiona do 2035 roku.
Minister energii nazwała propozycję Komisji „niedopuszczalną”, zaś już wcześniej zagroziła ograniczeniem eksportu energii elektrycznej do państw sąsiednich, jeżeli nie zostaną rozwiązane spory z Komisją Europejską dotyczące wykorzystania funduszy krajowych na projekty energetyczne UE.
„Przechodzimy teraz od słów do czynów i nie będziemy inwestować w nowe kable do Europy kontynentalnej” – dodała Busch informując zarazem, iż Szwecja wstrzyma budowę kabla Konti-Skan Connect między południowo-zachodnią Szwecją a Danią, który ma zastąpić dwa starzejące się kable energetyczne.
Kable te prawdopodobnie w ciągu najbliższych kilku lat ze względów bezpieczeństwa będą musiały zostać wyłączone, co oznaczałoby wielkie zmniejszenie eksportu energii do Danii.
Jednocześnie premier Szwecji Ulf Kristersson poinformował, iż jeżeli dostawy z Bliskiego Wschodu będą przez cały czas zakłócone przez wojnę w Iranie, wówczas konieczne będzie ograniczenie ilości energii zużywanej przez szwedzkie gospodarstwa domowe oraz zużycia paliw. Jak dodał, rząd szuka sposobów na złagodzenie skutków ekonomicznych wyższych cen paliw dla gospodarstw domowych oraz przemysłu.
„Nie możemy wykluczyć państwowego racjonowania, ale jeszcze do tego nie doszliśmy” – powiedział Kristersson na konferencji prasowej w Sztokholmie.
Analitycy twierdzą, iż Szwecja nie jest wyjątkiem w Europie i podobnie jak wszystkie inne jej państwa musi przygotować się na wyższe ceny i mniejsze dostawy oleju napędowego, benzyny i paliwa lotniczego, co oznacza wyższe koszty dla sektora transportu.
W Szwecji ceny benzyny i oleju napędowego gwałtownie wzrosły od wybuchu wojny w lutym. Rząd obniżył już podatek od paliwa samochodowego, aby zmniejszyć wpływ na gospodarstwa domowe. Ale przez cały czas problemem jest zamknięcie Cieśniny Ormuz, przez którą przepływa około 20% światowych zasobów ropy naftowej, jako iż Szwecja jest w dużej mierze uzależniona zarówno od jej importu, jak i importu paliw.
Wzrost cen energii oznacza rosnąca erozję poparcia dla rządu na 5 miesięcy przed kolejnymi wyborami powszechnymi. Koalicja rządowa już traci 6-7 punktów procentowych do opozycji zależnie od sondaży, a niektórzy analitycy wprost twierdzą, iż „awantura o duński kabel” ma służyć poszukiwaniu pieniędzy na szwedzkie reaktory atomowe oraz odzyskaniu elektoratu przez „postawienie na szwedzki nacjonalizm”. Rząd liczy na wzrost gospodarczy, który miał wynieść w obecnym roku 2,8%, co byłoby znacznym skokiem stosunku do 1,5% z roku ubiegłego, jednak wskutek wojny w Zatoce wyliczenia te stały się niepewne.
„Wojna ma w tej chwili wyraźny wpływ na gospodarkę” – przyznał Kristersson.
Pewne zostaje za to 8,5% bezrobocie, wyższe niż w większości państw Unii Europejskiej, przy czym co najgorsze jest ono najsilniejsze w najmłodszej grupie wiekowej 18-30, co powoduje, iż młodzi zaczynają się radykalizować.
Rządowi nie pomógł komunikat państwowego przedsiębiorstwa energetycznego Vattenfall, które ogłosiło o podwojeniu zysków za I kw. 2026 roku w stosunku do tego samego kwartału 2025 roku. Przyczynami mają być wyższa produkcja energii elektrycznej i znacznie wyższe ceny energii w krajach nordyckich, co znowu jest związane z wojną w Zatoce oraz niską temperaturą, słabą siłą wiatru i niskim poziomem wody w zbiornikach.
Ceny energii w całej Skandynawii wzrosły dla wskaźnika dostaw dnia następnego rosnąc z 45,5 euro/MWh w 2025 roku do 90 euro/MWh w I kwartale br. Całkowita produkcja energii elektrycznej przez Vattenfall wzrosła w ujęciu rok do roku o 2,8 terawatogodzin (TWh) do 29,9 TWh.
Zysk brutto przed odsetkami i opodatkowaniem wyniósł 17,2 mld koron szwedzkich za I kwartał, rok temu było to 8,5 mld koron.
„To dobry wynik. Widzimy jednak również, iż geopolityczne zawirowania wyraźnie nie sprzyjają długoterminowym warunkom inwestycyjnym na rynku. Niepewność i zmienność są problematyczne” – powiedziała po ogłoszeniu wyników prezes koncernu Anna Borg. Jak dodała, wojna w Zatoce podkreśla potrzebę większej samowystarczalności Europy i zwiększenia krajowej produkcji energii.
Według niej Vattenfall już teraz zarządza portfelem wytwórczym w dużej mierze wolnym od paliw kopalnych. Znajdują się w nim elektrownie jądrowe, elektrownie wodne i farmy wiatrowe, co ogranicza narażenie na kryzys, dodała prezes. Firma rozpoczęła realizację pięcioletniego programu inwestycyjnego o wartości 165 mld koron, połowa z niego dotyczy małych generatorów i sieci energetycznych.

2 godzin temu



