Każdy z nas zna ten moment frustracji. Wchodzisz na portal, chcesz gwałtownie przeczytać newsa, ale drogę odcina Ci gigantyczny komunikat z prośbą o akceptację polityki prywatności. Klika się to odruchowo, byle tylko zniknęło. Unia Europejska doskonale wie, iż tzw. „zmęczenie ciasteczkami” zamieniło ochronę danych w kompletną fikcję. Nadchodzący pakiet przepisów Digital Omnibus ma przynieść upragniony koniec ery wyskakujących banerów. Jednak pod płaszczykiem walki o nasz święty spokój kryje się brutalna batalia, która może bezpowrotnie zmienić układ sił w internecie.
Jeden przycisk w przeglądarce i 6 miesięcy spokoju
Kluczowym elementem unijnej rewolucji jest Artykuł 88b nowego projektu. Zamiast zmuszać nas do przeklikiwania się przez dziesiątki zgód na każdej witrynie z osobna, Bruksela chce przenieść całe zarządzanie prywatnością bezpośrednio do ustawień naszej przeglądarki internetowej lub systemu operacyjnego. Zamiast tysiąca kliknięć rocznie – klikasz tylko raz, konfigurując np. Chrome, Firefoxa czy Safari.
Ponadto przepisy wprowadzić mają potężny bat na upartych wydawców. jeżeli z poziomu przeglądarki zablokujesz śledzenie, żadna strona internetowa nie będzie miała prawa ponownie zapytać Cię o zgodę na ciasteczka przez kolejne pół roku. Dla zmęczonych internautów brzmi to jak absolutny raj, a Komisja Europejska kusi dodatkowo wyliczeniami, iż zniknięcie infrastruktury banerowej pozwoli małym firmom zaoszczędzić średnio 1200 euro w ciągu trzech lat.
Digital Omnibus przyniesie spore zmiany m.in. w zakresie tzw. ciastczekCzarny scenariusz dla darmowych stron i prezent dla Big Techu
Ta piękna wizja wywołała jednak gigantyczną panikę w branży technologicznej. Organizacja European Tech Alliance (EUTA) opublikowała ostry manifest, w którym wprost domaga się całkowitego wykreślenia przepisów o automatycznej blokadzie. Powodem są oczywiście pieniądze.
Wyliczenia ekspertów z Implement Consulting Group są bezwzględne. Odgórne wyłączenie cookies w przeglądarkach sprawi, iż choćby 60-65% użytkowników z automatu odetnie śledzenie. Dla europejskiego rynku reklamowego oznacza to natychmiastowe tąpnięcie i stratę od 40 do 50 miliardów euro przychodów. Co to oznacza w praktyce? Darmowe serwisy, które utrzymują się wyłącznie z reklam, mogą zacząć masowo znikać za płatnymi paywallami i subskrypcjami. Na tym nie koniec kontrowersji. Przeniesienie władzy nad prywatnością do przeglądarek to potężny prezent dla Google i Apple, którzy kontrolują ponad 80% tego rynku.
Sprytny plan UE ma poważne luki. Eksperci ostrzegają przed fikcyjną prywatnością
Projekt Unii Europejskiej ma jednak drugie, znacznie bardziej dziurawe dno. Komisja Europejska zauważa, iż obecny system odniósł odwrotny skutek do zamierzonego. Z badań organizacji Bitkom wynika, iż aż 24% internautów akceptuje wszystkie ciasteczka jak leci, byle tylko pozbyć się baneru.
Czy nowy automat nas uratuje? Eksperci są sceptyczni. Nowe prawo skupia się na tradycyjnych plikach cookies, podczas gdy branża marketingowa już teraz masowo przesiada się na ukryte technologie np. śledzenie po stronie serwera (SST). Przed tymi metodami żadna przeglądarka nas nie obroni. Zresztą projekt zakłada spore wyjątki. Z blokad mają być zwolnione m.in. duże portale medialne. Może się więc okazać, iż Unia zafunduje nam czysto teoretyczną prywatność.
Źródło: European Tech Alliance, CyberNews

2 godzin temu







