UE zaostrza kontrolę nad opodatkowaniem

6 godzin temu

Na początku tego roku ponad 145 państw zgodziło się zmienić globalną umowę w sprawie minimalnego podatku od osób prawnych z 2021 r., aby dostosować ją do ram prawnych obowiązujących w Stanach Zjednoczonych, które pod przewodnictwem prezydenta Donalda Trumpa postanowiły nie brać udziału w tym porozumieniu. Prezydent zagroził podatkami odwetowymi wobec wszystkich krajów, które nałożą opłaty na amerykańskie firmy w ramach umowy z 2021 r.

Wiosną ubiegłego roku rządy państw UE zatwierdziły wprowadzenie w UE minimalnej globalnej stawki podatku od osób prawnych w wysokości 15%, mimo iż oznacza to utratę przewagi konkurencyjnej przez europejskie przedsiębiorstwa w sytuacji, gdy Stany Zjednoczone nie uczestniczą już w tym przedsięwzięciu. Jest to dość niepokojące, ponieważ ogranicza konkurencję podatkową w obrębie Unii, a w rezultacie zmniejsza presję na rządy w zakresie dyscypliny budżetowej, ponieważ nie muszą one już tak bardzo obawiać się strat.

Jeszcze bardziej wątpliwy jest fakt, iż cała polityka jest zablokowana na poziomie UE, co oznacza, iż państwa członkowskie UE nie mogą pójść w ślady Trumpa i wycofać się z porozumienia. Wynika to z faktu, iż globalne porozumienie w sprawie minimalnego podatku zostało wdrożone w UE na mocy dyrektywy UE nr 2022/2523.

Przepisy UE dotyczące opodatkowania

Nawet jeżeli opodatkowanie przedsiębiorstw przez cały czas leży w dużej mierze w kompetencji państw członkowskich, istnieje wiele przepisów UE mających wpływ na politykę podatkową. Dyrektywa w sprawie przeciwdziałania unikaniu opodatkowania (ATAD, 2016/1164/UE) z 2016 r. zawiera wiele niejasnych przepisów, które narażają na arbitralną interpretację, takich jak na przykład „ogólna zasada przeciwdziałania nadużyciom”, a choćby „podatek od wyjścia”. W ocenie z 2024 r. europejska federacja przedsiębiorstw BusinessEurope skarżyła się, iż dyrektywa „nie zawiera jasnych wytycznych dotyczących interpretacji, co prowadzi do niepewności prawnej dla podatników i zwiększa ryzyko niespójnego stosowania przepisów w poszczególnych państwach członkowskich”.

Komisja Europejska od dawna podejmuje próby uzyskania większej kontroli nad opodatkowaniem przedsiębiorstw. zwykle wnioski legislacyjne oznaczano akronimami, na przykład brzmiącym radziecko „wspólna skonsolidowana podstawa opodatkowania osób prawnych (CCCTB)”, wprowadzonym w 2011 r., lub planem „Biznes w Europie: ramy opodatkowania dochodów (BEFIT)” z 2021 r., którego celem było stworzenie jednolitych unijnych przepisów dotyczących opodatkowania osób prawnych, obejmujących przenoszenie zysków między państwami członkowskimi.

Opodatkowanie tytoniu

Ustalanie minimalnych i maksymalnych stawek podatkowych to uprawnienie, które UE zdobyła przez wiele lat. Dotyczy to stawek podatku od wartości dodanej (VAT) oraz akcyzy, które są ustalane na poziomie UE. w tej chwili między państwami członkowskimi trwa gorąca debata na temat zmiany dyrektywy w sprawie podatku akcyzowego od wyrobów tytoniowych (TED), która reguluje ramy prawne opodatkowania tytoniu i nikotyny w UE. W styczniu prezydencja cypryjska Rady UE opracowała nowy projekt kompromisu dotyczący podwyższenia minimalnej stawki podatku akcyzowego i rozszerzenia zakresu minimalnych podatków akcyzowych w całej UE po raz pierwszy na nowsze produkty nikotynowe, takie jak papierosy elektroniczne, podgrzewane wyroby tytoniowe i saszetki nikotynowe.

Wniosek ten stanowi wyraźną poprawę w stosunku do wniosku przedstawionego przez Komisję Europejską, nieco łagodząc podwyżki w niektórych obszarach i przyznając okres przejściowy.

Jednak drastyczne podwyższenie cen wyrobów tytoniowych i nikotynowych miałoby oczywiście negatywny wpływ na siłę nabywczą konsumentów, zwłaszcza w biedniejszych państwach członkowskich UE, więc nie powinno dziwić, iż sprzeciw pochodzi głównie z tych krajów. Jednocześnie spowodowałoby to wzrost nielegalnego handlu tytoniem. Doświadczenia Francji, która ma jedne z najwyższych podatków akcyzowych na tytoń w UE, są wymowne. Kilka lat temu kraj ten podjął decyzję o znacznym podwyższeniu tych podatków w celu ograniczenia palenia tytoniu. Nic dziwnego, iż Francja ma również największy nielegalny rynek tytoniu w UE.

Raport KPMG z 2024 r. podkreśla, iż około 43% wszystkich papierosów konsumowanych we Francji jest nieopodatkowanych. Podobna sytuacja miała miejsce w Belgii, gdzie po podwyższeniu podatków przez rząd odnotowano spadek dochodów.

Kłopotliwe jest też podejście Komisji Europejskiej, która traktuje mniej szkodliwe lub nieszkodliwe alternatywy dla papierosów tak samo. Na przykład według brytyjskiego ministerstwa zdrowia „najlepsze szacunki pokazują, iż e-papierosy są o 95% mniej szkodliwe dla zdrowia niż zwykłe papierosy”. Proponowana aktualizacja przepisów UE całkowicie ignoruje podejście szwedzkie, zgodnie z którym dostępne i regulowane są produkty tytoniowe nieszkodliwe lub mniej szkodliwe, takie jak snus, co doprowadziło do znacznego zmniejszenia liczby palaczy, a w konsekwencji do znacznego zmniejszenia liczby chorób związanych z paleniem.

Kilka państw członkowskich UE podobno z zadowoleniem przyjęło bardziej realistyczne podejście Cypru, argumentując, iż zbyt gwałtowny wzrost może spowodować wzrost nielegalnego handlu, erozję dochodów podatkowych i przeciążenie krajowych organów ścigania. Rządy tych państw uważają, iż bardziej stopniowe i elastyczne ramy są niezbędne do utrzymania kontroli nad legalnymi rynkami, przy jednoczesnym uniknięciu niepożądanych skutków dla budżetów krajowych, które zwykle towarzyszą drastycznym zmianom podatkowym.

Ukierunkowanie na sektor cyfrowy

Ostatnio popularnym celem opodatkowania UE jest sektor cyfrowy. W zeszłym roku przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen zaproponowała pomysł opodatkowania przychodów z reklam cyfrowych – tzw. „podatek Amazon” – jako potencjalny środek przeciwdziałający cłom amerykańskim, ale ostatecznie UE nie wprowadziła tego rozwiązania. Jednak dzięki swojej polityce antymonopolowej UE zbiera ogromne kwoty od amerykańskich „gigantów technologicznych” i przynajmniej dla Stanów Zjednoczonych taka sytuacja nie może trwać dalej. Prezydent USA Donald Trump opublikował w mediach społecznościowych wykres pokazujący, iż w 2024 r. Unia Europejska (UE) uzyskała więcej dochodów z kar nałożonych na amerykańskie firmy technologiczne niż z opodatkowania wszystkich europejskich publicznych firm technologicznych łącznie.

Chociaż porównanie to może być kwestionowane, argumenty urzędników UE dotyczące nakładania ogromnych kar na podstawie unijnych przepisów dotyczących konkurencji należy uznać za co najmniej niejasne. Również nowa unijna ustawa o usługach cyfrowych (DSA), na podstawie której nałożono na Twittera / X karę w wysokości 120 mln euro, charakteryzuje się arbitralną interpretacją. W tym przypadku firma Elona Muska została ukarana grzywną za umożliwienie każdemu uzyskanie niebieskiego znaku weryfikacyjnego na swoim profilu po uiszczeniu opłaty. W ten sposób, jak argumentowali biurokraci UE, platforma „oszukiwałaby użytkowników”, ponieważ Twitter nie „weryfikowałby w sposób znaczący”, kto stoi za kontem, choćby jeżeli dla wszystkich użytkownika było oczywiste, iż można po prostu otrzymać znak weryfikacyjny, jeżeli się za niego zapłaci.

W każdym razie, podobnie jak w przypadku podatków od usług cyfrowych, tego rodzaju koszty są zwykle przenoszone na lokalnych konsumentów poprzez wyższe ceny.

Naginanie prawa

Aby realizować swoje cele, Komisja Europejska nie wahała się przekraczać granic prawa. W 2020 r. zaproponowała wykorzystanie dotychczas nie stosowanego przepisu Traktatu UE w celu obejścia krajowych wet dotyczących opodatkowania. Twierdziła wówczas, iż art. 116 Traktatu UE umożliwia podejmowanie decyzji większością głosów, o ile brak danego środka spowodowałby zakłócenie funkcjonowania jednolitego rynku. Według dyplomatów Komisja od pewnego czasu „krążyła” wokół kwestii zastosowania art. 116. Instytucja przyznała, iż nie będzie można go wykorzystać do przeforsowania dyrektywy w sprawie podatku od usług cyfrowych (DST) ani do wdrożenia planu „wspólnej skonsolidowanej podstawy opodatkowania osób prawnych”. Mogłoby to jednak być przydatne w przypadku wielu innych inicjatyw dotyczących opodatkowania, często przedstawianych jako środki mające na celu uproszczenie i uczynienie opodatkowania bardziej sprawiedliwym.

Krajowe prawo weta w zakresie polityki podatkowej, które Komisja Europejska próbuje obejść, nie jest sprawą błahą. Szacuje się, iż gdyby na przykład udało się przeforsować harmonizację podstawy opodatkowania na szczeblu UE, ucierpiałyby na tym przede wszystkim mniejsze państwa członkowskie. Według symulacji spowodowałoby to transfer dochodów podatkowych z małych otwartych gospodarek państw członkowskich UE do dużych gospodarek zamkniętych. Na przykład Irlandia straciłaby 7,7% swoich dochodów podatkowych, a przedsiębiorstwa w całej UE odczułyby wzrost efektywnego obciążenia podatkowego. Ostatecznie obciążenie to zostałoby przeniesione na konsumentów w postaci wyższych cen.

Podatek klimatyczny

Najbardziej szkodliwym systemem podatkowym UE jest prawdopodobnie unijny system handlu uprawnieniami do emisji (ETS), który jest de facto unijnym podatkiem klimatycznym. Jest to system limitów i handlu, w ramach którego podmioty emitujące dwutlenek węgla są zmuszone płacić za swoje emisje, ale mogą sprzedawać prawa do emisji. Ideą tego systemu jest optymalizacja kosztów emisji, ale w praktyce jest to po prostu kolejny podatek obciążający coraz mniej konkurencyjny przemysł europejski. W Stanach Zjednoczonych nie ma takiego podatku, a mimo to od 2005 r. udało się tam ograniczyć emisje dwutlenku węgla, co sugeruje, iż choćby z punktu widzenia polityki klimatycznej nie ma to większego sensu. Co gorsza, UE postanowiła rozszerzyć system ETS na budynki i transport drogowy od 2027 r., co może mocno uderzyć w konsumentów.

Obecnie unijny system opodatkowania klimatycznego powoduje odpływ europejskiego przemysłu z UE. Koszt faktycznego podatku klimatycznego UE (ETS, system limitów i handlu uprawnieniami do emisji) jest około dwukrotnie wyższy od całkowitej ceny gazu ziemnego w Stanach Zjednoczonych, która stanowi jedynie około jednej piątej ceny gazu ziemnego w UE. Szacuje się, iż wzrost kosztów gazu ziemnego dla europejskiego przemysłu spowodowany systemem ETS wyniesie 49,53%, a wzrost kosztów energii elektrycznej – 59,95%. Oczekuje się, iż do 2030 r. europejska cena CO2 wzrośnie prawie dwukrotnie.

W związku z tym europejskie przedsiębiorstwa ostrożnie kwestionowały system ETS, ale podczas szczytu w Antwerpii poświęconego konkurencyjności UE, który odbył się w tym miesiącu, przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen odmówiła wycofania się z unijnego podatku klimatycznego, sugerując zamiast tego, iż przedsiębiorstwa powinny wywierać presję bezpośrednio na kraje UE, stwierdzając, iż w tej chwili „inwestują one mniej niż 5% dochodów z ETS w dekarbonizację przemysłu”. Podsumowując, von der Leyen chce, aby podatki płacone przez przemysł były ponownie wykorzystywane w ramach systemu biurokratycznego jako dotacje.

Po jej wystąpieniu premier Belgii Bart De Wever ostro skrytykował stanowisko Komisji Europejskiej w tej sprawie, stwierdzając: „Zwrot pieniędzy nie sprawi, iż wasze produkty staną się konkurencyjne. Argumentacja może brzmieć dobrze, ale jest całkowicie absurdalna. Ci ludzie nigdy nie byli w zakładzie petrochemicznym”.

Niemal rok temu, w marcu 2025 r., państwa członkowskie UE wezwały do „dokładnej analizy ram prawnych UE” w zakresie opodatkowania, wzywając tym samym do „przeglądu całego unijnego prawodawstwa podatkowego” w celu uproszczenia przepisów.

Najwyraźniej jeszcze długa droga przed nami.

Idź do oryginalnego materiału