Liczby mówią same za siebie. Choć rząd podwyższył opodatkowanie produktów nikotynowych, to do budżetu wpłynęło mniej pieniędzy niż zakładano. „Oczekiwano wpływu sięgającego 37 mld zł, a otrzymano ok. 5 mld zł mniej” – powiedział w wywiadzie dla Business Insider Polska amerykański ekonomista Arthur Laffer. Były doradca prezydenta Ronalda Reagana tłumaczy, dlaczego tak się dzieje. „Chodzi o przemyt, przestępczość, trefne produkty” – wskazuje twórca jednej z najbardziej znanych koncepcji ekonomicznych dotyczących opodatkowania, tzw. „krzywej Laffera”.
Podwyższanie podatków nie zawsze prowadzi do wzrostu dochodów państwa. Polska może być właśnie przykładem kraju, w którym to się wydarzyło. Chodzi o tzw. krzywą Laffera. Zakłada ona, iż istnieje optymalny poziom opodatkowania. I po przekroczeniu pewnego punktu efekt zaczyna działać odwrotnie. Gdy podatki są zbyt uciążliwe pojawia się chęć ich unikania i przechodzenie do szarej strefy. W przypadku wyrobów tytoniowych to właśnie m.in. przemyt nielegalnych wyrobów. Efekt? Budżet zaczyna tracić na zbyt wysokich stawkach.
Zbyt duże podatki karmią szarą strefę
„Znamy liczby z Polski. Wasz minister finansów jest już poza szczytem mojej krzywej. Rząd podwyższył opodatkowanie produktów nikotynowych, a wpływy do budżetu okazały się znacznie poniżej planu. jeżeli dobrze pamiętam, oczekiwano wpływu sięgającego 37 mld zł, a otrzymano ok. 5 mld zł mniej. Liczono, iż stawka podatkowa zwiększy przychody. Nie zwiększyła, wpływy nie wzrosły. Dlaczego? prawdopodobnie tak jak wszędzie na świecie: chodzi o przemyt, przestępczość, trefne produkty. A teraz wasz minister ma twardy orzech do zgryzienia, bo planujecie dalsze podwyżki” – tłumaczy dla Business Insider Polska ekonomista, który w 2016 roku doradzał Donaldowi Trumpowi.
W rozmowie z Business Insider Polska Laffer zwraca także uwagę na strukturę konsumentów wyrobów tytoniowych. Jego zdaniem wysokie podatki najmocniej obciążają osoby o niższych dochodach, które jednocześnie mają ograniczoną możliwość zmiany nawyków. W takiej sytuacji część z nich przenosi wydatki kosztem innych potrzeb lub sięga po tańsze produkty z nielegalnego obrotu. To dodatkowo wzmacnia mechanizm spadku legalnych wpływów podatkowych.
Laffer przypomina, iż podobne zjawisko obserwowano m.in. w Irlandii, gdzie gwałtowne podwyżki podatków na papierosy doprowadziły do rozwoju przemytu i spadku legalnej sprzedaży. „I więcej ludzi zachorowało, bo zostało zmuszonych, by korzystać z kiepskich, niezdrowych wyrobów. Rząd uwziął się na ludzi, którzy nie mogą zmienić swojego zachowania” – wskazuje.
Rolą rządu nie jest zwiększanie wpływów z podatków
Jakie są więc alternatywy? „Powinniśmy mieć niską stawkę, szeroką podstawę opodatkowania, podatek liniowy i tyle. Kiedy postrzegasz wpływy do budżetu jako oznakę dobrej polityki, jesteś szalony. Rolą rządu jest zwiększanie bogactwa, a nie zwiększanie wpływów podatkowych” – radzi Laffer. Wskazuje że, niska stawka zapewnia ludziom jak najmniej zachęt do uchylania się, unikania, czy niezgłaszania dochodu podlegającego opodatkowaniu
Pytany o punkt szczytowy opodatkowania odpowiada, iż „złoty środek to punkt, w którym maksymalizuje się przychody lub przychody netto”.
„Pobieranie podatków, na przykład od tytoniu, sporo kosztuje. Trzeba nałożyć banderole, regulować, sprzedawać w określonych miejscach. Ten nadzór jest kosztowny. Przychody muszą pokryć koszty tych operacji, dlatego powinno się patrzeć na przychód netto, a nie brutto” – wskazuje.
Ciekawe jest też stwierdzenie Laffera o tym, iż „rządy potrzebują dyscypliny znacznie bardziej niż firmy (prywatne – red.)”.
„Firmy będą ze sobą konkurować ryzykując własny sukces, a rządy posługują się pieniędzmi innych ludzi. Biorą pieniądze na mocy prawa, a nie w drodze konkurencji” – ocenia amerykański ekonomista.
Biznes Alert / Business Insider/

2 dni temu



