Zespół Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku otworzył drewnianą skrzynkę wydobytą z wraku XIX-wiecznego żaglowca zwanego Portowcem. W jej wnętrzu znajdował się zestaw narzędzi należących do cieśli okrętowego. Zanim jednak badacze zajrzeli do środka, skrzynkę poddano szczegółowym badaniom rentgenowskim.
Tajemnicze odkrycie rzuca nowe światło na codzienne życie załogi sprzed ponad stu lat. Wykorzystano specjalistyczną lampę stosowaną w radiografii przemysłowej, pozwalającą dokładnie zobaczyć układ przedmiotów bez ingerencji w ich strukturę. Dzięki temu możliwe było zaplanowanie bezpiecznego otwarcia i wydobycia zawartości.
— Po wykonaniu ekspozycji kasetę umieszcza się w skanerze, gdzie wiązka lasera odczytuje zapisany obraz, uwalniając zmagazynowaną energię w postaci światła widzialnego. Następnie światło przetwarzane jest na sygnał elektryczny i zamieniane w cyfrowy obraz widoczny na monitorze – tłumaczy Irena Rodzik, kierownik Działu Konserwacji Muzealiów.

Samo otwieranie skrzynki wymagało dużej ostrożności. Do jej wnętrza stopniowo wprowadzano wodę, aby wypłukać zalegający przez lata osad. Część przedmiotów była silnie zespolona z otoczeniem przez twardą warstwę konkrecji, powstałą w wyniku długotrwałego oddziaływania środowiska morskiego.
— Konieczne było delikatne podkuwanie osadu. Stopniowo, po jednym lub dwóch narzędziach, skrzynkę ponownie przepłukiwaliśmy wodą, aby usunąć kolejne warstwy osadu. W ten sposób udało się wydobyć cały zestaw narzędzi cieśli okrętowego – tłumaczy Janusz Różycki z Działu Badań Podwodnych.
Wśród odnalezionych przedmiotów znalazły się m.in. dłuta, konopatki, przecinaki, miara składana, sznur traserski oraz marszpikle. Na jednym z elementów odkryto inicjały, które najprawdopodobniej należały do właściciela zestawu. Oznaczanie prywatnych przedmiotów było powszechną praktyką wśród marynarzy. Badania wraku przyniosły także inne znaleziska związane z życiem załogi. Wśród nich znalazł się żeliwny piecyk służący do ogrzewania, fragmenty węgla, drewniana fajka oraz zużyte skórzane buty.
— Wśród naszych odkryć znalazły się m.in. żeliwny piecyk typu koza, który służył do ogrzewania marynarzy w kubryku znajdującym się na dziobie statku. W jego pobliżu odnaleźliśmy również sporą ilość węgla – mówi dr Krzysztof Kurzyk.






Sam wrak zachował się w dobrym stanie. Kadłub o długości około 30 metrów w dużej części spoczywa pod warstwą osadów. Zachowały się liczne elementy konstrukcyjne, co czyni obiekt szczególnie cennym dla archeologów. Badacze dokumentują znaleziska przy użyciu fotografii, nagrań oraz fotogrametrii podwodnej, która pozwoli na stworzenie trójwymiarowego modelu wraku. W kolejnych etapach artefakty trafią do konserwacji, a najciekawsze z nich zostaną zaprezentowane na wystawach.
Wrak oznaczony jako F53.14, nazywany Portowcem, spoczywa w rejonie wejścia do Portu Gdańsk. Jego dokładne pochodzenie wciąż pozostaje nieznane, jednak badacze przypuszczają, iż mógł być związany z handlem prowadzonym w XIX wieku przez port gdański.





fot: Narodowe Muzeum Morskie w Gdańsku, Ł. Grygiel

4 godzin temu







