Konflikt wokół Iranu zaczyna odciskać wyraźne piętno na globalnym handlu. Statki stoją w miejscu, paliwo trzeba przesuwać między portami, a koszty rosną. Armatorzy, w tym Maersk, próbują ratować sytuację, zanim łańcuchy dostaw zostaną poważnie zaburzone.
Niebezpieczne wody i realne zagrożenia
Konflikt zbrojny zwiększa ryzyko dla jednego z najważniejszych punktów na mapie energetycznej świata, czyli cieśniny Ormuz. To właśnie tędy przepływa około 20% globalnych dostaw ropy.
Dotychczas najwięcej mówiło się o zagrożeniu dla tankowców, ale – jak pokazują ostatnie dni – ataki dotykają również statków kontenerowych. Przykładem jest jednostka ONE Majesty, która została trafiona nieznanym pociskiem u wybrzeży Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Na szczęście uszkodzenia były niewielkie, a załoga nie ucierpiała.
W regionie rośnie także liczba incydentów infrastrukturalnych. W porcie Port of Salalah w Omanie drony uderzyły w zbiorniki paliwowe. Choć władze zapewniają, iż dostawy ropy nie zostały przerwane, sytuacja zmusiła Maersk do wstrzymania operacji w tym miejscu.
Podobne problemy pojawiły się wcześniej w Fujairah – jednym z głównych hubów tankowania statków – gdzie spadające szczątki drona doprowadziły do pożaru i zakłóceń pracy terminala.
Wojna uderza w morskie szlaki
Duński gigant transportu kontenerowego – Maersk – zmienia sposób zarządzania paliwem dla swoich statków. Powód jest poważny: napięcia wokół Iranu zakłócają dostęp do paliwa żeglugowego na Bliskim Wschodzie.
– „Aktywnie zajmujemy się redystrybucją paliwa, aby zapewnić statkom możliwość dalszego tankowania tam, gdzie jest to konieczne, i utrzymać płynność funkcjonowania naszej sieci transportu morskiego” – przekazał rzecznik firmy Maersk.
Jak podaje agencja Reuters, firma zaczęła przenosić zapasy paliwa między portami, aby utrzymać ciągłość operacji. To działanie zapobiegawcze – chodzi o to, by statki mogły tankować tam, gdzie jest to jeszcze możliwe, i nie zatrzymywać całej sieci transportowej.
Obecnie aż 10 jednostek Maerska utknęło w rejonie Zatoki Perskiej. Problem nie dotyczy jednak tylko jednego operatora, w regionie znajduje się około 100 statków kontenerowych, które napotykają poważne utrudnienia.
Transport pod presją, koszty rosną
Zakłócenia mają bezpośredni wpływ na globalny handel. Najwięksi armatorzy, w tym Maersk, ograniczyli przyjmowanie zleceń transportowych do i z państw Bliskiego Wschodu, takich jak Zjednoczone Emiraty Arabskie, Oman, Katar czy Arabia Saudyjska.
Firmy starają się przy tym minimalizować skutki kryzysu. Priorytetowo traktowane są transporty żywności, leków i towarów, które łatwo się psują. Klienci mogą liczyć na pomoc w przekierowywaniu ładunków lub ich magazynowaniu.
Jednocześnie przewoźnicy wprowadzają dodatkowe opłaty. Wyższe ceny paliwa i konieczność zmiany tras oznaczają, iż transport morski staje się droższy, co w dłuższej perspektywie może przełożyć się na ceny produktów na całym świecie.
Globalny handel na rozdrożu
Sytuacja na Bliskim Wschodzie pokazuje, jak bardzo światowa gospodarka zależy od stabilności kilku istotnych szlaków. choćby częściowe zakłócenia w tak newralgicznym miejscu mogą wywołać efekt domina – od opóźnień w dostawach po wzrost cen.
Na razie armatorzy próbują dostosować się do nowych realiów. Pytanie brzmi, jak długo będą w stanie utrzymać płynność dostaw, jeżeli konflikt będzie się przedłużał.
Fot. A.P. Moller – Maersk

18 godzin temu








