Konsumpcja alkoholu w Polsce spada. Czy nocna prohibicja ma sens?

23 godzin temu

Konsumpcja alkoholu w Polsce maleje. Dla wielu widzów może to być zaskakujące stwierdzenie, jednak takie są fakty. Mimo to w ostatnich miesiącach, a choćby kwartałach, w debacie publicznej bardzo często słyszymy, iż mamy do czynienia z narastającym problemem alkoholowym w naszym kraju – mówił Piotr Palutkiewicz w programie „Dłuższa rozmowa” na kanale Biznes24. – Nie ulega wątpliwości, iż alkohol niesie ze sobą negatywne konsekwencje – zdrowotne, finansowe i społeczne. Są to tzw. efekty zewnętrzne jego konsumpcji, które dotykają nie tylko osoby pijące, ale również ich rodziny i całe otoczenie. Alkohol jest substancją szkodliwą, a uzależnienie prowadzi do dramatów wielu ludzi – to fakt bezsporny.

Państwo powinno więc reagować w taki sposób, by minimalizować te negatywne zjawiska. Temu służą m.in. podatki akcyzowe, ograniczenia w udzielaniu zezwoleń na sprzedaż alkoholu, regulacje dotyczące jego promocji oraz zasady konsumpcji. Istnieje cały zestaw narzędzi – podatkowych i pozapodatkowych – których celem jest ograniczanie społecznych kosztów alkoholu. Okazuje się, iż połączenie tych instrumentów z rosnącą świadomością konsumentów przynosi efekty: Polacy piją mniej.

W społeczeństwie, zwłaszcza wśród młodych ludzi, wyraźnie widoczny jest nowy trend. Alkohol przestaje być atrakcyjny, zanika brawurowe spożycie, choć oczywiście skrajne przypadki przez cały czas się zdarzają. jeżeli jednak spojrzymy na dane w skali całego kraju, dostrzeżemy spadek konsumpcji oraz zmniejszenie negatywnego wpływu alkoholu. Trzeźwość staje się modna. Co istotne, jest to trend charakterystyczny dla całego świata zachodniego. W Wielkiej Brytanii czy Stanach Zjednoczonych obserwujemy podobne zjawiska – w USA w ciągu ostatnich 35 lat konsumpcja alkoholu spadła o około 20 procent – dodaje Palutkiewicz.

Równolegle w Polsce mamy jednak do czynienia z ofensywą regulacyjną i narracyjną, której celem jest dalsze, często bardzo radykalne, ograniczanie alkoholu. Pojawiają się liczne propozycje: nocna prohibicja, kolejne ograniczenia sprzedaży, nowe regulacje forsowane przez aktywistów i część polityków. Z pozoru wydają się one słuszne – wszyscy chcemy przecież, by Polacy pili mniej (…). Pojawia się jednak pytanie, czy nie mamy do czynienia z nadtroską. Temat alkoholu jest politycznie atrakcyjny: łatwo na nim pokazać troskę o zdrowie i dobrostan obywateli. Tymczasem w imię tych haseł mogą być realizowane inne interesy, często nieświadomie przez osoby lobbujące za restrykcyjną polityką antyalkoholową. Intencje są zwykle dobre i wynikają z przekonania o działaniu w interesie zdrowia publicznego. Problem polega na tym, iż wiele proponowanych rozwiązań w praktyce nie prowadzi do zmniejszenia konsumpcji alkoholu, a jedynie przesuwa ją do innych kanałów.

Przykładem jest nocna prohibicja. Doświadczenia z innych państw pokazują jasno, iż takie rozwiązania nie powodują spadku spożycia. Konsumenci dostosowują się do ograniczeń. W Szwecji, która prowadzi jedną z najbardziej restrykcyjnych polityk alkoholowych na świecie, obywatele gromadzą największe zapasy alkoholu w domach – kupują go na zapas, by ominąć ograniczenia czasowe.

– Innym skutkiem jest rozwój nieformalnych kanałów dystrybucji. Współcześnie nie są to klasyczne „meliny”, ale usługi pośrednie: dowóz alkoholu przez taksówkarzy, concierge’ów czy inne osoby trzecie. Alkohol jest legalnie kupowany w dozwolonych godzinach, a następnie odsprzedawany poza oficjalnym obiegiem. Pojawia się więc pytanie, gdzie przebiega granica między legalną usługą a obchodzeniem prawa.

Restrykcje takie jak nocna prohibicja nie rozwiązują problemu, ale go omijają. Zamiast realnie ograniczać spożycie alkoholu, zmieniają jedynie sposób jego dystrybucji i konsumpcji – podsumował Piotr Palutkiewicz.

(…)

Program odbył się 12.01.2025 r. na kanale Biznes24.

Idź do oryginalnego materiału