23 miliony złotych za spokój z prawami autorskimi. Jak Norwegia stworzyła państwowy model AI

3 godzin temu

Podczas gdy amerykańscy giganci technologiczni procesują się z wydawcami o miliardowe odszkodowania, Norwegia wybrała prostszą drogę.

Rząd w Oslo udostępnił bezpłatnie państwowe modele językowe Borealis, płacąc twórcom wynagrodzenie za każdy wykorzystany tekst. Cała operacja kosztowała ułamek kwot, jakie korporacje z Kalifornii wydają na samą obsługę prawną sporów o prawa autorskie.

Tantiemy zamiast pozwów sądowych

Największe firmy rozwijające sztuczną inteligencję od lat powtarzają, iż licencjonowanie wszystkich materiałów treningowych jest technicznie i finansowo niemożliwe. Projekt norweskiej Biblioteki Narodowej zadaje kłam tej tezie, wykorzystując istniejący mechanizm organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi (takimi jak np. polski ZAiKS czy Repropol).

Układ finansowy jest przejrzysty. Właściciele praw do artykułów prasowych i książek otrzymują z budżetu państwa 45 milionów koron rocznie (ok. 16 milionów złotych). Z kolei prace badawcze realizowane wspólnie z Norweskim Uniwersytetem Nauki i Technologii (NTNU) oraz Uniwersytetem w Oslo pochłaniają 20 milionów koron rocznie (ok. 7 milionów złotych).

Za równowartość około 23 milionów złotych rocznie Norwegia stworzyła rodzinę modeli wolnych od wad prawnych, trenowanych na zredagowanych materiałach wysokiej jakości, zamiast na losowym szumie z internetu.

Język jako infrastruktura publiczna

Fundamentem projektu nie była chęć ścigania się na parametry z OpenAI czy Google, ale zapisy norweskiej ustawy językowej z 2021 roku. Zdefiniowano w niej język ojczysty jako kluczową infrastrukturę społeczną, która wymaga ochrony w erze cyfrowej.

Amerykańskie modele wielkojęzykowe myślą w strukturach języka angielskiego, a pozostałe języki traktują jak warstwę tłumaczeniową. W efekcie gubią lokalny kontekst kulturowy, spłaszczają niuanse gramatyczne i faworyzują dominujące dialekty. Borealis od podstaw powstał z myślą o dwóch oficjalnych odmianach języka norweskiego (bokmål i nynorsk), a kolejne wersje obejmą również rdzenne języki saamskie oraz materiały z regionalnymi dialektami zebranymi w parlamencie.

Własny fundament zamiast zależności od chmury

Norweskie modele są udostępniane w formule otwartej. Oznacza to, iż lokalne szpitale, urzędy skarbowe, uczelnie czy prywatne firmy mogą pobrać wagi modelu i uruchomić je na własnych serwerach, bez konieczności wysyłania wrażliwych danych obywateli przez ocean.

Trzeba pamiętać, iż Borealis nie zastąpi zaawansowanych systemów ogólnego przeznaczenia w pisaniu skomplikowanego kodu, ale też nie taki był cel tego projektu. Za to daje on sektorowi publicznemu czystą bazę do tworzenia wyspecjalizowanych narzędzi. Podczas gdy reszta Europy wciąż debatuje nad regulacjami i patrzy, jak komercyjne platformy drenują lokalne rynki mediów, Norwegia pokazała, iż suwerenność cyfrową buduje się pragmatyzmem, a nie kolejnymi deklaracjami. Czy to odpowiedź na pytanie jak powinien przebiegać rozwój polskiego modelu PLLuM?

Ministerstwo Cyfryzacji ogłasza PLLuM – rodzinę polskich modeli sztucznej inteligencji – już można z nich korzystać

Jeśli artykuł 23 miliony złotych za spokój z prawami autorskimi. Jak Norwegia stworzyła państwowy model AI nie wygląda prawidłowo w Twoim czytniku RSS, to zobacz go na iMagazine.

Idź do oryginalnego materiału