Między deklaracją a zmianą. co naprawdę wynika z kodeksu dobrych praktyk local content?

9 godzin temu
Zdjęcie: Między deklaracją a zmianą. co naprawdę wynika z kodeksu dobrych praktyk local content?


Między deklaracją a zmianą. Co naprawdę wynika z kodeksu dobrych praktyk local content? Kilka tygodni temu miałem okazję uczestniczyć w konferencji poświęconej local content w Rzeszowie. Wówczas najwięcej emocji budziła sama idea wzmacniania krajowego komponentu w strategicznych inwestycjach. Dziś dyskusja wchodzi w nową fazę. Znamy już bowiem nie tylko kierunek polityki państwa, ale również dokument, który ma stanowić praktyczne narzędzie jej realizacji – Kodeks Dobrych Praktyk Local Content. Warto zadać pytanie, czy mamy do czynienia z przełomem, czy raczej z kolejnym dokumentem, który pozostanie w sferze deklaracji. Pierwsze wrażenie jest pozytywne. Autorzy Kodeksu uniknęli pokusy tworzenia rozwiązań, które mogłyby pozostawać w kolizji z zasadami wspólnego rynku Unii Europejskiej. Od początku podkreślano, iż local content nie oznacza protekcjonizmu ani administracyjnego wykluczania podmiotów zagranicznych. Celem jest zwiększenie udziału przedsiębiorstw krajowych w realizacji strategicznych inwestycji przy zachowaniu zasad konkurencji. To ważne, ponieważ właśnie na tym etapie wiele podobnych inicjatyw w innych państwach napotykało bariery prawne. Polska próbuje pójść inną drogą. Najbardziej interesującym elementem Kodeksu wydaje się próba obiektywizacji pojęcia „podmiotu krajowego”. Przez lata dyskusja o patriotyzmie gospodarczym była obciążona dużą dozą emocji. Tymczasem zaproponowany model opiera się na konkretnych kryteriach. Ocenie podlega między innymi miejsce prowadzenia działalności, rezydencja podatkowa, lokalizacja właściciela, zatrudnienie pracowników w Polsce czy udział krajowych obrotów. Każdemu z tych elementów przypisano określoną wagę. To rozwiązanie zasługuje na uwagę z dwóch powodów. Po pierwsze, pozwala odejść od prostego i często mylącego podziału na firmy „polskie” i „zagraniczne”. W rzeczywistości gospodarczej takie rozróżnienie coraz częściej traci sens. Spółka z zagranicznym akcjonariuszem może tworzyć tysiące miejsc pracy w Polsce, płacić tu podatki i realizować większość działalności operacyjnej. Z kolei formalnie polska spółka może generować znaczną część wartości poza krajem. System wag lepiej oddaje rzeczywistość niż zero-jedynkowe klasyfikacje. Po drugie, pojawia się możliwość rzeczywistego mierzenia efektów polityki gospodarczej. Dotychczas dyskusja o patriotyzmie gospodarczym była w dużej mierze intuicyjna. Trudno było odpowiedzieć na pytanie, jaka część środków wydawanych w ramach wielkich inwestycji rzeczywiście pozostaje w polskiej gospodarce. Teraz państwo próbuje stworzyć metodologię, która pozwoli takie zjawiska monitorować. Jednocześnie właśnie w tym miejscu pojawia się największe wyzwanie. Kodeks nie jest źródłem prawa. Nie tworzy obowiązków i nie nakłada sankcji. Jest zbiorem rekomendacji skierowanych przede wszystkim do spółek z udziałem Skarbu Państwa. Samo Ministerstwo Aktywów Państwowych podkreśla, iż dokument ma charakter wytycznych i nie zastępuje obowiązujących przepisów. Czy to wada? Niekoniecznie. Paradoksalnie siła tego projektu może wynikać właśnie z jego miękkiego charakteru. Historia compliance, ESG czy ładu korporacyjnego pokazuje, iż trwałe zmiany często rozpoczynają się nie od ustaw, ale od standardów zarządczych i oczekiwań właścicielskich. Problem polega jednak na tym, iż same rekomendacje nigdy nie wystarczą. o ile local content ma stać się czymś więcej niż hasłem, konieczne będą trzy kolejne kroki. Po pierwsze, potrzebne są wiarygodne dane. Nie da się zarządzać czymś, czego nie można zmierzyć. Dlatego najważniejsze znaczenie będzie miało stworzenie jednolitej metodologii raportowania udziału komponentu krajowego w inwestycjach. Bez tego dyskusja gwałtownie wróci do poziomu deklaracji. Po drugie, niezbędne jest powiązanie local content z systemami oceny zarządów. W tym obszarze pojawiają się już pierwsze zapowiedzi. Ministerstwo wskazuje, iż realizacja celów związanych ze zwiększaniem komponentu krajowego ma być jednym z elementów oceny działalności zarządów spółek z udziałem Skarbu Państwa. To może okazać się momentem przełomowym. Zarządy realizują przede wszystkim te cele, które są mierzone. Po trzecie wreszcie, konieczna będzie zmiana kultury zakupowej. I właśnie tutaj znajduje się najtrudniejszy element całego projektu. W poprzednim artykule zwracałem uwagę na zjawisko swoistego gospodarczego konformizmu. W wielu organizacjach przez cały czas funkcjonuje przekonanie, iż wybór zagranicznego dostawcy jest decyzją bezpieczniejszą od wyboru przedsiębiorcy krajowego. Nie wynika to z analizy jakości czy ceny, ale z utrwalonych przez lata schematów decyzyjnych. Żaden kodeks nie zmieni tego automatycznie. Może jednak stworzyć warunki, w których takie decyzje zaczną być poddawane bardziej racjonalnej ocenie. Dlatego Kodeks Dobrych Praktyk Local Content należy oceniać nie przez pryzmat tego, czym jest dzisiaj, ale przez pryzmat tego, czym może się stać za kilka lat. Sam dokument nie zbuduje polskiego potencjału przemysłowego. Nie zwiększy liczby krajowych dostawców i nie zmieni struktury gospodarki. Może jednak stać się początkiem zmiany sposobu myślenia o inwestycjach publicznych i strategicznych. A być może właśnie tego najbardziej brakowało w Polsce przez ostatnie trzydzieści lat – nie kolejnych regulacji, ale odwagi, aby zacząć mierzyć i świadomie wspierać wartość, która pozostaje w krajowej gospodarce. Autor: Jarosław Chałas Partner Zarządzający Radca Prawny Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

Idź do oryginalnego materiału