Międzynarodowa perspektywa pomaga mi szerzej patrzeć na problemy klientów i lepiej rozumieć kontekst, w jakim działają

prawieoprawie.pl 1 dzień temu

W cyklu „Prawnicy z pasją” naszym gościem jest Adwokat Roku 2025 – Michał Adam Sykała. Prawnik zaangażowany w ochronę praw człowieka, pełnomocnik w sprawach o istotnym znaczeniu społecznym, który podkreśla, iż w tym zawodzie najważniejsze są rzetelność, odpowiedzialność i świadomość, iż za każdą sprawą stoi człowiek i jego konkretna sytuacja.

W rozmowie z nami opowiada o swojej drodze do zawodu, w tym o doświadczeniach zdobywanych w Polsce, USA i Danii. Nie brakuje wątków związanych z walką o prawa człowieka, emocjonalnym ciężarem spraw humanitarnych i potrzebą zachowania profesjonalnego dystansu. Rozmawiamy także o znaczeniu zaangażowania w działania samorządu adwokackiego oraz o potrzebie nieustannego rozwoju w zawodzie prawnika.

To rozmowa o zawodzie adwokata widzianym przez pryzmat odpowiedzialności, doświadczenia i relacji z ludźmi. Dobrej lektury!

***

Dzień dobry, dziękujemy za przyjęcie zaproszenia do rozmowy, którą z przyjemnością rozpoczniemy od gratulacji tytułu Adwokata Roku 2025 – nagrody, w ramach której w tym roku po raz pierwszy Naczelna Rada Adwokacka wyróżniła nie tylko adwokatki, ale też adwokatów.

Zanim przejdziemy do dalszej rozmowy, wróćmy do początków. Co w Pana przypadku zadecydowało o wyborze zawodowej drogi adwokata?

To wcale nie była oczywista droga. Oboje moi rodzice są inżynierami, a ja sam dobrze odnajdywałem się w przedmiotach ścisłych – szczególnie w matematyce. Z drugiej strony od zawsze interesowały mnie sprawy społeczne i kwestie sprawiedliwości. Drugą klasę liceum spędziłem na wymianie w Staples w Minnesocie. Wróciłem z niej już z przekonaniem, iż chcę studiować prawo.

W trakcie studiów utwierdziłem się w tym wyborze. Zależało mi na praktyce i realnym udziale w rozwiązywaniu sporów. Pewnie nie bez znaczenia było też to, iż od zawsze interesowały mnie seriale kryminalne i filmy dokumentalne, więc początkowo najbardziej fascynowało mnie prawo karne. Z czasem jednak zainteresowałem się też prawem prywatnym, zwłaszcza z elementem międzynarodowym, oraz prawem konstytucyjnym – szczególnie w obszarze praw i wolności jednostki.

Wybór aplikacji adwokackiej był więc naturalną konsekwencją tych zainteresowań. Już wcześniej czułem, iż to ścieżka dla mnie. Dziś wiem, iż zawód adwokata najlepiej odpowiada moim predyspozycjom i daje mi największą satysfakcję.

Pana droga do zawodu od początku prowadziła przez różne systemy edukacji, także prawnej – od USA, przez Danię, po Polskę oczywiście. Które z tych doświadczeń najmocniej wpłynęły na Pana sposób myślenia o prawie i pracy z klientem? Co z tej międzynarodowej perspektywy wykorzystuje Pan dziś najczęściej w praktyce?

Każdy z tych etapów coś mi dał, ale szczególnie ukształtowały mnie doświadczenia zagraniczne. Już w liceum, podczas wymiany w USA, miałem zajęcia takie jak Crime and Justice czy US Government. Rozmawialiśmy o bardzo konkretnych i często trudnych tematach — od kary śmierci, przez dostęp do broni, po kwestie rasowe. To było pierwsze zetknięcie z prawem jako czymś żywym, osadzonym w realnych problemach społecznych.

Pamiętam też ciekawą symulację tzw. „grę łowiecką”, w której działaliśmy jak państwa korzystające ze wspólnych zasobów. gwałtownie okazywało się, iż jeżeli każdy myśli tylko o własnym interesie, zasoby się wyczerpują i wszyscy przegrywają. To była ważna lekcja współpracy i myślenia długofalowego, która została ze mną do dziś i bardzo przydaje się w pracy z klientami oraz przy rozwiązywaniu sporów.

Z kolei studia i pobyt w Danii dały mi solidne podstawy warsztatowe. Spędziłem tam w sumie dwa lata, najpierw w ramach Erasmusa, potem jako student goszczący w Aarhus. To był czas, kiedy nauczyłem się dużej dyscypliny i dokładności w pracy, a także spojrzenia na prawo z perspektywy porównawczej. Miałem też okazję zapoznać się z Europejską Konwencją Praw Człowieka i obserwować rozprawę przed Trybunałem w Strasburgu, co było bardzo cennym doświadczeniem.

Ciekawym uzupełnieniem była praktyka w Ambasadzie RP w Kopenhadze, gdzie zobaczyłem, jak prawo funkcjonuje w realiach biznesowych — w kontekście współpracy międzynarodowej, inwestycji i handlu.

Oczywiście bardzo dużo zawdzięczam też studiom w Polsce i samej aplikacji adwokackiej, bo to ona w największym stopniu przygotowuje do zawodu. Natomiast ta międzynarodowa perspektywa do dziś pomaga mi szerzej patrzeć na problemy klientów i lepiej rozumieć kontekst, w jakim działają. Każde z tych doświadczeń miało swoje znaczenie i do dziś staram się z nich korzystać w praktyce.

Już na etapie pracy magisterskiej analizował Pan ryzyka związane z międzynarodowymi umowami sprzedaży. Jak z perspektywy dzisiejszej praktyki ocenia Pan ten obszar – czy globalizacja i rozwój handlu międzynarodowego uporządkowały te ryzyka, czy raczej uczyniły je jeszcze bardziej złożonymi i trudniejszymi do przewidzenia?

Mam wrażenie, iż jedno i drugie. Handel międzynarodowy rzeczywiście rozwija się bardzo dynamicznie, ale historia choćby miast hanzeatyckich pokazuje, iż takie procesy nie są niczym nowym. Jeszcze kilka lat temu globalizacja wydawała się czymś oczywistym i nieodwracalnym, dziś jednak widać wyraźnie rosnące tendencje protekcjonistyczne. Pojawiają się cła, bariery handlowe, coraz częściej mówi się o patriotyzmie gospodarczym.

To wszystko sprawia, iż przedsiębiorcy muszą mierzyć się nie tylko z klasycznymi ryzykami kontraktowymi, ale też z nieuczciwą konkurencją czy nadużywaniem pozycji rynkowej. Do tego dochodzi rosnąca konkurencja globalna, w tym ze strony producentów z Azji i coraz bardziej rozbudowane regulacje. Prawodawcy próbują nadążać za zmianami, co często prowadzi do nadmiaru przepisów. W efekcie umiejętność poruszania się w tym gąszczu staje się kluczowa.

Z drugiej strony, jeżeli spojrzeć na sedno umowy sprzedaży, kilka się zmieniło. Sprzedający chce otrzymać zapłatę na czas, a kupujący dostać towar zgodny z umową. I wokół tego wszystko się kręci. Dużą rolę odgrywają tu ujednolicone regulacje, przede wszystkim Konwencja Narodów Zjednoczonych o umowach międzynarodowej sprzedaży towarów (CISG), która przez cały czas jest bardzo praktycznym i żywym instrumentem, również w Polsce.

W globalnym świecie coraz więcej relacji gospodarczych wykracza poza jedną jurysdykcję, co potrafi skomplikować choćby pozornie standardowe sprawy. Co w praktyce okazuje się najbardziej wymagające dla pełnomocnika przy sprawach z elementem międzynarodowym – różnice systemowe, konieczność poruszania się między wieloma porządkami prawnymi, a może kwestie organizacyjne i komunikacyjne?

Punktem wyjścia zawsze jest umowa, bo to ona najczęściej zawiera odpowiedzi na najważniejsze pytania. W praktyce spory bardzo często sprowadzają się do jej interpretacji albo do ustalenia, jakie przepisy mają zastosowanie, jeżeli strony czegoś nie uregulowały. Dlatego tak ważne są kwestie wyboru prawa i jurysdykcji.

W obrębie Unii Europejskiej wiele obszarów zostało już ujednoliconych, co zdecydowanie ułatwia pracę. Często zastosowanie znajdują też konwencje międzynarodowe, takie jak CISG. Problemy zaczynają się wtedy, gdy wchodzimy w szczegóły. Poszczególne państwa różnie implementują przepisy, składają zastrzeżenia albo nie przyjmują części regulacji. Wtedy choćby pozornie prosta sprawa potrafi się skomplikować.

Niezależnie od jurysdykcji wiele sporów sprowadza się jednak do podstawowych pytań: czy towar był zgodny z umową i czy strony należycie wykonały swoje zobowiązania.

W Pana praktyce spotykają się bardzo różne obszary – od spraw cywilnych, przez ubezpieczenia społeczne i prawo pracy, po zaangażowanie w sprawy związane z ochroną praw człowieka. Czy traktuje Pan tę różnorodność jako spójną całość – opowieść o ochronie praw jednostki w różnych kontekstach – czy raczej jako efekt naturalnej ewolucji praktyki? Co łączy te sprawy z Pana perspektywy jako pełnomocnika?

Trochę jedno i drugie. Z jednej strony zawód adwokata z definicji wymaga poruszania się w różnych dziedzinach, bo już na etapie studiów i aplikacji trzeba nauczyć się myśleć szerzej i sprawnie przechodzić między różnymi gałęziami prawa. W praktyce zresztą rzadko zdarzają się sprawy jednowymiarowe. Bardzo często kilka obszarów prawa się przenika.

Z drugiej strony ta różnorodność to też efekt mojej drogi zawodowej. Przez dłuższy czas pracowałem zarówno dla klientów biznesowych, m.in. z branży produkcyjnej i internetowej, jak i dla klientów indywidualnych w sprawach cywilnych czy karnych. Do dziś trafiają do mnie sprawy z różnych dziedzin, choć faktycznie pewne obszary dominują.

Ja akurat uważam, iż taka wszechstronność jest dużą wartością. Pozwala lepiej zrozumieć kontekst sprawy i spojrzeć na problem szerzej, z perspektywy klienta, a nie tylko jednego przepisu czy jednej specjalizacji.

Dobrym przykładem są sprawy karne, które ostatnio prowadziłem, a dotyczyły zarzutów naruszenia praw pracowniczych wobec dużej grupy osób. Żeby skutecznie bronić klienta, nie wystarczała znajomość prawa karnego. najważniejsze było też prawo pracy i ubezpieczeń społecznych. Bez tego trudno byłoby osiągnąć korzystny rezultat.

To pokazuje, co tak naprawdę łączy te wszystkie sprawy — potrzebę kompleksowego podejścia. Niezależnie od tego, czy mówimy o sporze gospodarczym, sprawie karnej czy pracowniczej, zawsze chodzi o ochronę interesów klienta w możliwie najszerszym ujęciu.

Oczywiście mam też świadomość swoich granic i jeżeli trafia do mnie sprawa spoza mojego zakresu kompetencji, mówię o tym wprost. To też jest element odpowiedzialności w tym zawodzie.

Zaangażowanie w sprawy z zakresu praw człowieka rzadko bywa najłatwiejszą czy najbardziej opłacalną ścieżką w praktyce zawodowej. Co w takim razie sprawia, iż konsekwentnie podejmuje się Pan właśnie takich spraw? I jak ta działalność – często wykraczająca poza klasyczną rolę pełnomocnika – wpływa na Pana sposób myślenia o zawodzie adwokata?

W mojej praktyce sprawy z zakresu praw człowieka bardzo często nie są czymś odrębnym, tylko naturalnym elementem innych postępowań, zwłaszcza karnych i cywilnych. Dotyczą na przykład takich kwestii jak równość stron, prawo do obrony czy realny dostęp do sądu. W tym sensie są po prostu częścią dobrze wykonywanej pracy adwokata.

Zdarzają się jednak sprawy, które wychodzą poza tę „codzienność” i wymagają większego zaangażowania. W ostatnim czasie była to choćby pomoc migrantom na granicy czy udział w sprawie tzw. „Piątki z Hajnówki”, gdzie reprezentowałem Naczelną Radę Adwokacką jako organizację społeczną. To były doświadczenia, które pokazują, iż prawo bardzo bezpośrednio styka się z realnymi, często trudnymi historiami ludzi.

Co mnie do tego skłania? Myślę, iż przede wszystkim poczucie, iż zawód adwokata to nie tylko rzemiosło, ale też odpowiedzialność. Trudno mówić o rzetelnym wykonywaniu tego zawodu bez odniesienia do standardów konstytucyjnych i międzynarodowych, takich jak prawo do rzetelnego procesu czy zakaz nieludzkiego traktowania. One nie są abstrakcją, tylko czymś, co powinno realnie działać w praktyce.

Te doświadczenia wpływają też na moje podejście do zawodu. Uczą pokory i przypominają, iż za każdą sprawą stoi człowiek i jego konkretna sytuacja. I iż czasem rola adwokata wykracza poza samą salę sądową, a obejmuje też reagowanie wtedy, gdy podstawowe prawa są zagrożone.

Nie zawsze są to sprawy łatwe czy „opłacalne”, ale mam poczucie, iż są po prostu ważne.

Od kilku lat aktywnie działa Pan w samorządzie adwokackim – od pracy w Komisji Praw Człowieka po udział w Okręgowej Radzie Adwokackiej. Co było impulsem, żeby wyjść poza indywidualną praktykę i zaangażować się w sprawy środowiska?

Od początku działalności zawodowej uczestniczyłem w pracach Komisji Praw Człowieka przy Naczelnej Radzie Adwokackiej oraz przewodniczyłem Komisji Praw Człowieka przy Okręgowej Radzie Adwokackiej w Białymstoku. Przez ten czas brałem udział w organizowaniu wielu krajowych i lokalnych inicjatyw samorządowych i prawniczych. W 2025 r. Zgromadzenie Izby Adwokackiej w Białymstoku powierzyło mi mandat członka Okręgowej Rady Adwokackiej w Białymstoku i w jej ramach m.in. koordynuję prace komisji.

Decyzja o udziale w życiu samorządu adwokackiego była dość naturalna. Na co dzień współpracuję z osobami, którym zależy na tym, żeby mieć realny wpływ na to, w jakich warunkach wykonujemy zawód. Interes samorządu i interes pojedynczego adwokata w dużej mierze się pokrywają, bo każdy z nas, wykonując swoją pracę, dokłada cegiełkę do jakości wymiaru sprawiedliwości i jego dostępności dla obywateli.

Działalność w samorządzie to po prostu kolejny sposób, żeby ten wpływ był trochę szerszy. Dlatego zachęcam do tego także innych, bo to naprawdę ma znaczenie.

Nieustanne dokształcanie to nieodłączny element pracy prawnika, szczególnie dziś, gdy tempo zmian nie daje już komfortu bycia na bieżąco raz na zawsze. Jaką rolę odgrywa ono w Pana praktyce? Czy poza zawodową koniecznością może być także źródłem satysfakcji?

Oczywiście tempo zmian w prawie sprawia, iż uczenie się jest po prostu częścią zawodu, ale może też być źródłem dużej satysfakcji. Lubię konfrontować swoją wiedzę z innymi perspektywami i poznawać nowe obszary.

W ostatnich latach brałem udział m.in. w wizycie studyjnej w Brukseli i Strasburgu, w szkoleniach dotyczących obrony w sprawach karnych czy litygacji strategicznej. Uczestniczę też w konferencjach od tematów bardzo praktycznych po bardziej systemowe, jak choćby kwestie praw człowieka czy funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości. To wszystko bardzo poszerza perspektywę.

Z drugiej strony nie da się ukryć, iż czasem towarzyszy temu pewna frustracja. Prawo zmienia się bardzo dynamicznie, ale nie zawsze w sposób spójny i przemyślany. Zdarza się, iż zmiany są wprowadzane szybko, a po chwili modyfikowane albo odwracane. To utrudnia pracę i sprawia, iż trudniej budować stabilne kompetencje.

Dlatego marzyłbym o bardziej konsekwentnym podejściu do stanowienia prawa, opartym na planie, konsultacjach i wsłuchiwaniu się w głos praktyków. Bo rozwój jest potrzebny, ale najlepiej, gdy odbywa się w sposób uporządkowany, a nie przez ciągłe zaczynanie od nowa.

Na początku kwietnia Naczelna Rada Adwokacka uhonorowała Pana tytułem Adwokata Roku 2025 za połączenie wysokiego profesjonalizmu prawniczego z działalnością społeczną i zaangażowaniem w ochronę praw człowieka. Jeszcze raz serdecznie gratulujemy! Jakie znaczenie ma dla Pana to wyróżnienie?

To dla mnie naprawdę ważne i wyjątkowe wyróżnienie. Sam fakt zgłoszenia był dla mnie dużym zaskoczeniem, a decyzję Kapituły odbieram jako ogromne docenienie pracy, którą wykonałem w ostatnim czasie.

Z jednej strony to sygnał zawodowy, iż warto trzymać wysoki standard, być rzetelnym i skrupulatnym w prowadzeniu spraw. Z drugiej strony ma to dla mnie bardzo osobisty wymiar, bo jest też formą docenienia działań pro bono i zaangażowania w sprawy samorządu. To utwierdza mnie w przekonaniu, iż takie działania mają sens i są potrzebne.

Na pewno jest to też duża motywacja do dalszej pracy. Jestem wdzięczny za wszystkie słowa uznania i bardzo się cieszę, iż mogłem znaleźć się w tym gronie. Korzystając z okazji, jeszcze raz gratuluję wszystkim uczestniczkom i uczestnikom konkursu, a w szczególności laureatce nagrody adwokatce Aleksandrze Penkowskiej.

Tegoroczna edycja jest pierwszą, w której tytuł przyznano w formule obejmującej zarówno adwokatki, jak i adwokatów. Jak ocenia Pan tę zmianę i jej znaczenie dla Państwa środowiska zawodowego oraz idei stojącej za tym wyróżnieniem?

Uważam, iż to bardzo dobry kierunek. Sama inicjatywa wyróżniania adwokatek była ważnym i potrzebnym krokiem, a jej rozwinięcie w stronę wspólnej formuły pokazuje, iż środowisko dojrzewa i szuka rozwiązań integrujących.

To, iż pomysł wyszedł od adwokatek i zyskał tak szerokie uznanie, dobrze świadczy o ich aktywności i realnym wpływie na kształt samorządu. Dziś wyraźniej widać, iż kobiety odgrywają bardzo istotną rolę w adwokaturze i to zarówno w praktyce zawodowej, jak i w jej strukturach. W mojej ocenie ta zmiana jest naturalnym krokiem i działa z korzyścią dla całego środowiska.

Myślę też, iż wspólna formuła konkursu może wzmocnić rangę tego wyróżnienia i dodatkowo motywować do dzielenia się doświadczeniem zarówno w pracy zawodowej, jak i w działalności społecznej czy pro bono.

Działalność pro bono oraz sprawy o wymiarze humanitarnym często wiążą się z dużym obciążeniem emocjonalnym. Co robi Pan, by zachować równowagę między czysto ludzkim zaangażowaniem a dystansem potrzebnym w pracy adwokata?

To rzeczywiście jedno z większych wyzwań w tym zawodzie. Każda sprawa niesie ze sobą emocje, ale w tych o szczególnym ciężarze, jak sprawy humanitarne, są one znacznie silniejsze. Dlatego bardzo ważne jest, żeby zachować profesjonalny dystans, bo bez tego trudno skutecznie pomagać.

Z drugiej strony nie da się całkowicie „odciąć” od tego, co spotyka klientów. najważniejsze jest znalezienie równowagi, świadomość własnych granic i dbanie o swój dobrostan. Pomaga też możliwość konsultowania trudnych spraw z innymi, trochę na zasadzie superwizji. Cieszę się, iż pracuję w zgranym zespole z adwokatami, radczynią prawną i aplikantami adwokackimi. To daje większy spokój i pozwala spojrzeć na problem z potrzebnym dystansem.

Takie sprawy podejmuję raczej wyjątkowo i wtedy, gdy czuję, iż rzeczywiście jest to potrzebne i uzasadnione. W przeciwnym razie trudno byłoby zachować tę równowagę na dłuższą metę.

Intensywny tryb pracy, działalność społeczna oraz zaangażowanie w sprawy o dużym ładunku emocjonalnym nie sprzyjają odpoczynkowi. Jak w takim rytmie znajduje Pan czas na regenerację i życie prywatne – jakie są Pana pasje i co pomaga Panu utrzymać równowagę między życiem zawodowym a prywatnym?

Balansowanie między życiem zawodowym a prywatnym to rzeczywiście trudna sztuka. Mamy z żoną trójkę małych dzieci, które dają nam sporo obowiązków, ale też bardzo dużo radości.

W tym wszystkim staram się znaleźć czas dla siebie (najczęściej o niestandardowych porach dnia i nocy). Regularnie uprawiam sport: lubię tenis, padla i koszykówkę. W 2025 roku wspólnie z przyjaciółmi zdobyłem Rysy od strony słowackiej, w bardzo trudnych warunkach pogodowych i to było naprawdę wyjątkowe doświadczenie.

Dużo podróżujemy z rodziną, lubię też dobrą muzykę i staram się możliwie dużo czytać. Wracam do klasyki literatury polskiej, ale sięgam też po fantastykę, książki popularnonaukowe, historyczne i prawnicze.

Rzadziej niż kiedyś oglądam filmy i seriale, choć przez cały czas lubię dokumenty, których czasem mi brakuje. Problemem bywa jednak to, iż w kinie dość skutecznie zasypiam.

Na zakończenie – jaką radę dałby Pan młodym prawnikom rozpoczynającym swoją drogę zawodową? Co Pana zdaniem w największym stopniu decyduje o rozwoju w tym zawodzie?

Każdy młody prawnik ma swoje oczekiwania i w różnym stopniu jest gotowy na wyzwania, które szczególnie na początku tej drogi bywają wymagające. Aplikacja adwokacka, jeżeli podchodzi się do niej poważnie, daje bardzo solidne przygotowanie do wykonywania zawodu.

Młodzi adwokaci rozpoczynający pracę mają już sporą wiedzę teoretyczną, ale też pierwsze doświadczenia zdobyte w kancelariach. Dzięki temu często są dobrze przygotowani do samodzielnych zadań i trudniejszych spraw.

Najważniejsze jest chyba zaufanie do własnych umiejętności połączone z odpowiedzialnością za podejmowane decyzje. Trzeba też mieć świadomość, iż błędy i trudności są naturalną częścią tego zawodu i nie powinny paraliżować działania. najważniejsze są rzetelność, skrupulatność i konsekwencja.

Jeśli to wszystko idzie w parze, to naprawdę kilka rzeczy jest niemożliwych.

***

Michał Adam Sykała (Kancelaria adwokacka Michał Adam Sykała) – adwokat, członek Komisji Praw Człowieka przy Naczelnej Radzie Adwokackiej i Okręgowej Radzie Adwokackiej w Białymstoku, członek Okręgowej Rady Adwokackiej w Białymstoku. Laureat tytułu Adwokata Roku 2025, przyznanego przez Naczelną Radę Adwokacką za połączenie wysokiego profesjonalizmu z konsekwentnym zaangażowaniem w ochronę praw człowieka i umacnianie standardów państwa prawa.

Aktywnie działa pro bono, wspierając zarówno obywateli Polski, jak i cudzoziemców, szczególnie w sprawach związanych z ochroną praw człowieka.

Reprezentuje klientów w postępowaniach o istotnym znaczeniu społecznym, w tym przed organami europejskimi, angażując się w inicjowanie skarg do Trybunału Konstytucyjnego i Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

Absolwent Wydziału Prawa Uniwersytetu w Białymstoku oraz Uniwersytetu w Aarhus (Dania), gdzie studiował w ramach programu międzynarodowego. Doświadczenie zdobywał m.in. podczas stażu w Ambasadzie RP w Kopenhadze.

Idź do oryginalnego materiału