Prawnik in-house powinien umieć odnaleźć się zarówno w roli strażnika zgodności, jak i partnera biznesowego

prawieoprawie.pl 2 godzin temu

Prawnicza kariera nie musi prowadzić wyłącznie przez pracę w kancelarii. Coraz więcej ekspertów wybiera ścieżkę in-house, łącząc wiedzę o prawie z codziennym wsparciem biznesu, udziałem w strategicznych decyzjach oraz współtworzeniem procesów w organizacjach działających w najbardziej wymagających sektorach gospodarki.

Bohaterką kolejnego wywiadu z cyklu „Prawnicy z pasją” jest radczyni prawna Jolanta Pietrkiewicz-Knecht, związana z Grupą Pelion – największą grupą ochrony zdrowia w Polsce i jedną z największych w Europie. Rozmawiamy o przejściu z administracji publicznej do biznesu, roli prawnika in-house w branży farmaceutycznej, znaczeniu compliance, rozwoju sztucznej inteligencji w ochronie zdrowia oraz kompetencjach, które będą kształtować przyszłość zawodu prawnika.

To także rozmowa o tym, dlaczego autentyczna ciekawość świata, interdyscyplinarność i umiejętność dostrzegania perspektywy drugiego człowieka stają się dziś równie ważne jak znajomość przepisów.

***

Dzień dobry, dziękujemy za przyjęcie naszego zaproszenia do rozmowy.

Dzień dobry. To ja dziękuję za zaproszenie i możliwość udziału w tej rozmowie.

Przez wiele lat pracowała Pani po stronie regulatora – w Urzędzie Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych oraz w Biurze Rzecznika Praw Pacjenta. Dziś jest Pani prawniczką in-house w Grupie Pelion – największej grupie sektora ochrony zdrowia w Polsce i jednej z największych w Europie. Jak zmienia się perspektywa prawnika, gdy przechodzi z administracji publicznej do biznesu – zwłaszcza w tak silnie regulowanej branży jak farmacja?

Perspektywa rzeczywiście zmienia się dość istotnie, choć prawo, na którym pracujemy, pozostaje przecież takie samo. Co ciekawe, dla mnie większą zmianą było jednak przejście z sektora prywatnego do administracji publicznej niż później z administracji do biznesu.

Zanim rozpoczęłam pracę w Urzędzie Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych (URPL), przez kilka lat pracowałam w kancelariach zajmujących się prawem medycznym, wspierając zarówno pacjentów, jak i podmioty lecznicze. To był obszar, który interesował mnie już od drugiego roku studiów. Dużo czytałam – od niekwestionowanych specjalistów z obszaru prawa medycznego i bioetyki, takich jak chociażby prof. Marek Safjan, Mariusz Nesterowicz, Maria Boratyńska, Beata Janiszewskia, Eleonora Zielińska, czy też Tom Beauchamp, po autorów pokazujących medycynę z szerszej perspektywy, jak prof. Andrzej Szczeklik, Romuald Dębski czy Jerzy Vetulani. Miałam też szczęście dość wcześnie konfrontować te zainteresowania z praktyką.

Po kilku latach pracy w prawie medycznym chciałam lepiej zrozumieć drugą część sektora life sciences – prawo farmaceutyczne, wyroby medyczne i procesy regulacyjne. Właśnie dlatego zdecydowałam się na pracę w URPL. Była to dla mnie ważna decyzja, bo pozwoliła spojrzeć na system ochrony zdrowia z zupełnie innej strony i lepiej zrozumieć mechanizmy, które stoją za wieloma regulacjami. Przechodząc później do biznesu, nie miałam już poczucia aż tak dużej zmiany. Być może dlatego, iż sektor prywatny był mi wcześniej dobrze znany.

Zmieniła się natomiast perspektywa. W administracji skupiałam się przede wszystkim na zgodności działań z przepisami i ochronie interesu publicznego. W biznesie równie ważne jest znalezienie rozwiązań, które są zgodne z prawem, ale jednocześnie pozwalają organizacji skutecznie działać i realizować jej cele. W tak silnie regulowanej branży jak farmacja oznacza to nieustanne szukanie równowagi pomiędzy wymogami prawa a potrzebami biznesu. Dziś dużą wartością jest dla mnie możliwość spojrzenia na te same zagadnienia z obu perspektyw. Doświadczenie zdobyte po stronie regulatora pomaga mi lepiej rozumieć cele i sens regulacji, a doświadczenie biznesowe pokazuje, z jakimi wyzwaniami mierzą się firmy działające na rynku ochrony zdrowia.

Pelion działa w niemal wszystkich segmentach dystrybucji farmaceutycznej – od hurtu po detal i rynek szpitalny. Jak w tak złożonym ekosystemie wygląda rola prawnika in-house? Czy dziś jest on bardziej strażnikiem zgodności, czy raczej strategicznym partnerem biznesu?

Rola prawnika in-house bez wątpienia ma wiele twarzy – podobnie jak sami prawnicy, którzy wykonują ten zawód. Dlatego nie jestem przekonana, czy da się ją sprowadzić wyłącznie do roli strażnika zgodności albo partnera biznesu. Moim zdaniem rola prawnika jest taka, jaka w danym momencie jest potrzebna organizacji i konkretnej sprawie. Czasami rzeczywiście chodzi o wspólne wypracowanie rozwiązania z biznesem i aktywne uczestnictwo w procesie decyzyjnym. Innym razem zadaniem prawnika jest przedstawienie możliwych wariantów działania, wskazanie związanych z nimi ryzyk i pozostawienie przestrzeni do podjęcia decyzji przez biznes.

W grupie takiej jak Pelion tych spraw jest bardzo dużo i są one niezwykle różnorodne. Wynika to zarówno ze skali działalności, jak i z szerokiego zakresu regulacji, które obejmują poszczególne segmenty rynku farmaceutycznego. Dzięki temu praca jest bardzo dynamiczna i wymaga nie tylko znajomości przepisów, ale także zrozumienia realiów biznesowych oraz specyfiki poszczególnych obszarów działalności. Dlatego powiedziałabym, iż prawnik in-house powinien umieć odnaleźć się w obu rolach. Ważne jest zarówno dbanie o zgodność działań z prawem, jak i wspieranie biznesu w znajdowaniu rozwiązań, które są bezpieczne, praktyczne i możliwe do wdrożenia.

W czasie pracy dla jednej z kancelarii była Pani rekomendowana w międzynarodowym rankingu Legal 500. Dziś patrzy Pani na rynek usług prawnych z perspektywy prawnika wewnątrz dużej firmy farmaceutycznej. Jak zmieniło się Pani spojrzenie na rolę kancelarii zewnętrznych i na to, co w ich pracy jest naprawdę najważniejsze z punktu widzenia klienta biznesowego?

Rozumiem specyfikę pracy w kancelarii, ponieważ sama przez wiele lat w niej pracowałam. Dlatego moje spojrzenie na kancelarie zewnętrzne nie zmieniło się w sposób zasadniczy. przez cały czas uważam, iż pracują w nich bardzo kompetentne, zaangażowane i pracowite osoby, które starają się jak najlepiej odpowiadać na potrzeby swoich klientów. Zmieniła się natomiast perspektywa, z której oceniam efekty tej pracy.

Pracując po stronie klienta biznesowego, jeszcze bardziej doceniam praktyczne podejście do problemów. Oczywiście bardzo ważna jest wiedza merytoryczna i znajomość przepisów, ale równie istotne jest zrozumienie kontekstu biznesowego, w którym funkcjonuje organizacja. Z perspektywy in-house counsel szczególnie cenne są porady, które nie ograniczają się do wskazania przepisów czy ryzyk, ale pomagają znaleźć rozwiązanie możliwe do wdrożenia w praktyce. Duże znaczenie ma również dobra komunikacja, umiejętność wyjaśnienia skomplikowanych zagadnień w przystępny sposób oraz zrozumienie priorytetów klienta. Myślę, iż najlepsze relacje pomiędzy kancelarią a klientem powstają wtedy, gdy obie strony traktują się jak partnerzy i wspólnie pracują nad osiągnięciem celu, a nie jedynie nad przygotowaniem opinii prawnej.

Branża life sciences jest jednym z najbardziej regulowanych sektorów gospodarki, a jednocześnie jednym z najbardziej innowacyjnych. Mówi się sporo o znaczeniu danych medycznych dla rozwoju nauki i nowych terapii, ale jednocześnie o konieczności ich ochrony. Czy europejski model ochrony danych – z naciskiem na prywatność – sprzyja innowacjom medycznym, czy raczej je spowalnia? Gdzie Pani zdaniem przebiega dziś granica między konieczną ochroną pacjentów a przestrzenią dla innowacji w ochronie zdrowia?

Mam wrażenie, iż ochrona pacjentów i przestrzeń dla innowacji nie są wobec siebie opozycyjne. Wydaje mi się, iż unijny ustawodawca stara się wyważać te obszary, choć oczywiście można dyskutować, czy zawsze mu się to udaje. Nie upatrywałabym jednak w tym złych intencji legislatora. Myślę, iż wynika to przede wszystkim z dużej dynamiki branży life sciences, w której bardzo trudno wypracować długofalowe rozwiązania odpowiadające zarówno na obecne potrzeby, jak i na wyzwania, które pojawią się w przyszłości. To niezwykle trudne zadanie. Dlatego rolą wszystkich uczestników systemu jest – w miarę swoich możliwości – wskazywanie obszarów wymagających doprecyzowania oraz sygnalizowanie sytuacji, w których istniejące regulacje przestają być spójne z innymi rozwiązaniami lub nie nadążają za zmieniającą się rzeczywistością.

Jako ekspertka współpracująca z Komisją Europejską oraz z Grupą Roboczą ds. AI przy Ministerstwie Cyfryzacji pracuje Pani nad ramami prawnymi dla sztucznej inteligencji w sektorze zdrowia. Jakie są dziś największe wyzwania regulacyjne związane z wykorzystaniem AI w medycynie – i czy prawo nadąża za tempem technologii?

Gwoli ścisłości, w tej chwili jestem wpisana do grona ekspertów Komisji Europejskiej, natomiast nie miałam jeszcze okazji uczestniczyć w projektach realizowanych na jej rzecz. Mam jednak nadzieję, iż w przyszłości pojawi się taka możliwość.

Wracając do pytania, wydaje mi się, iż największym wyzwaniem regulacyjnym związanym ze sztuczną inteligencją w ochronie zdrowia jest tempo rozwoju technologii. Tak jak wspominałam wcześniej, rolą ustawodawcy jest tworzenie rozwiązań odpowiadających na konkretne problemy, jednak w sektorze life sciences zmiany zachodzą bardzo gwałtownie i trudno oczekiwać, aby prawo zawsze rozwijało się równolegle do technologii. Jednocześnie mam poczucie, iż harmonizacja prawa na poziomie Unii Europejskiej daje większe możliwości mierzenia się z tymi wyzwaniami niż działania podejmowane wyłącznie na poziomie krajowym. Unijny ustawodawca często wyznacza kierunek dyskusji i zachęca państwa członkowskie do wspólnego poszukiwania rozwiązań dla pojawiających się wyzwań.

W przypadku sztucznej inteligencji w medycynie najważniejsze wydaje się znalezienie równowagi pomiędzy bezpieczeństwem pacjentów, transparentnością działania systemów AI a potrzebą wspierania innowacji. To zadanie, które będzie wymagało stałego dialogu pomiędzy regulatorami, środowiskiem medycznym, nauką i biznesem. Jednocześnie sama postrzegam sztuczną inteligencję przede wszystkim jako dużą szansę. Oczywiście wymaga ona odpowiednich ram prawnych i ostrożności w obszarach szczególnie wrażliwych, takich jak ochrona zdrowia, ale widzę w niej przede wszystkim potencjał do usprawniania procesów, wspierania podejmowania decyzji oraz zwiększania efektywności całego systemu ochrony zdrowia. Dlatego bliżej mi do patrzenia na AI jako na możliwość niż jako na problem.

Z racji specjalizacji śledzi Pani prace nad pakietem reform farmaceutycznych w UE. Które z proponowanych zmian mogą najbardziej wpłynąć na funkcjonowanie rynku leków w Europie i na dostęp pacjentów do terapii?

Dla mnie najistotniejsze jest już samo rozpoczęcie prac nad rewizją prawa farmaceutycznego. To wyjątkowy moment, ponieważ po ponad 20 latach od przyjęcia obecnych ram regulacyjnych mamy możliwość obserwowania i współtworzenia dyskusji o ich przyszłym kształcie. Pamiętam rozmowy ze współpracownikami z URPL, którzy opowiadali o procesie dostosowywania polskich regulacji do acquis communautaire i wdrażaniu rozwiązań wynikających z dyrektywy 2001/83/WE. Przed przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej nasze regulacje farmaceutyczne w wielu obszarach istotnie różniły się od rozwiązań obowiązujących w Unii, dlatego tamta zmiana była tak odczuwalna.

Dziś, mając możliwość śledzenia prac nad rewizją pakietu farmaceutycznego, lepiej rozumiem skalę tego przedsięwzięcia. Czuję ciężar tych decyzji, ale także duży szacunek dla osób zaangażowanych w projektowanie nowych rozwiązań. Wykonały one ogromną pracę, a ich nadrzędnym celem jest, moim zdaniem, rzeczywiste usprawnienie obecnych regulacji. Niezmiennie robi na mnie wrażenie to, jak daleko udało się zharmonizować obrót produktami leczniczymi w ramach rynku wewnętrznego. jeżeli spojrzymy na początki tego procesu i pierwszą dyrektywę 65/65/EWG, która liczyła zaledwie kilka stron, a następnie porównamy ją z obecnym poziomem szczegółowości regulacji i wypracowanych standardów, skala ewolucji tych przepisów jest naprawdę imponująca. Taki poziom harmonizacji, doregulowania i wypracowanych standardów naprawdę może robić wrażenie. Cieszę się również, iż miałam okazję uczestniczyć w tym procesie, choćby w niewielkim zakresie.

Jeżeli natomiast miałabym wskazać rozwiązania, które mogą mieć największy wpływ na rynek i dostęp pacjentów do terapii, zwróciłabym uwagę przede wszystkim na dalsze upraszczanie i usprawnianie procesów regulacyjnych, silniejszy nacisk na dostępność produktów leczniczych w państwach członkowskich oraz rozwiązania mające przeciwdziałać niedoborom leków. Interesującym kierunkiem jest także odejście od postrzegania pozwolenia na dopuszczenie do obrotu przez pryzmat jego pięcioletniego odnawiania i dalsze wzmacnianie modelu opartego na ciągłym monitorowaniu bezpieczeństwa i skuteczności produktów leczniczych już po ich wprowadzeniu na rynek, jak również zmiany dotyczące systemu wyłączności regulacyjnych, które mogą istotnie wpłynąć zarówno na poziom innowacyjności rynku, jak i dostępność terapii dla pacjentów.

W ostatnich latach obserwujemy rosnącą dynamikę sporów patentowych w sektorze farmaceutycznym. Czy Polska staje się dziś jedną z ważniejszych aren sporów dotyczących leków generycznych w Europie?

Przyjęło się mówić, iż Polska jest krajem leków generycznych, choć osobiście uważam, iż na naszym rynku jest miejsce zarówno dla leków generycznych, jak i innowacyjnych. Obie te grupy produktów pełnią istotną rolę w systemie ochrony zdrowia i wzajemnie się uzupełniają.

Jeżeli natomiast chodzi o spory patentowe, to rzeczywiście ostatnie lata w sektorze farmaceutycznym obfitowały w tego rodzaju postępowania. Nie jest to zresztą zjawisko zaskakujące. Tam, gdzie spotykają się interesy związane z ochroną innowacji oraz wprowadzaniem na rynek kolejnych odpowiedników leków, naturalnie pojawiają się również spory dotyczące własności intelektualnej. Mam wrażenie, iż Polska jest dziś coraz częściej postrzegana jako istotny rynek farmaceutyczny w Europie, co przekłada się również na znaczenie prowadzonych tutaj postępowań. Jednocześnie nie patrzyłabym na te spory wyłącznie przez pryzmat konfliktu. Są one również elementem systemu, który pozwala wyważyć interesy związane z ochroną innowacji oraz zapewnieniem pacjentom dostępu do terapii po wygaśnięciu okresów ochronnych.

W jednym ze swoich wpisów na LinkedIn udostępniła Pani post analizujący koncepcję autonomicznych aptek opartych na AI. Czy takie modele – przypominające autonomiczne sklepy – mają realną szansę pojawić się szerzej w Europie, czy raczej pozostaną technologiczną ciekawostką?

W Portugalii uruchomiono pierwszą w pełni autonomiczną aptekę wykorzystującą rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji, w Niemczech spółka Labfly prowadzi projekty związane z dostarczaniem leków dzięki dronów, a we Włoszech automaty vendingowe, oferujące określone produkty apteczne, od lat są elementem krajobrazu rynku. Również w Szwecji obserwujemy bardzo otwarte podejście do innowacji w sektorze aptecznym. Przykładem może być kooperacja aptek z platformami telemedycznymi i dostawczymi, dzięki której pacjent może uzyskać poradę lekarską, otrzymać receptę i zamówić lek z dostawą do domu w bardzo krótkim czasie. Są to jedynie wybrane przykłady rozwiązań rozwijanych w tej chwili w różnych państwach członkowskich. Wszystko to pokazuje, iż automatyzacja i wykorzystanie nowych technologii w aptekach nie są już wyłącznie futurystyczną wizją. Dlatego na poziomie europejskim nie mam wątpliwości, iż wykorzystanie AI i postępująca automatyzacja będą coraz bardziej powszechne.

Jeżeli jednak spojrzymy na sytuację z perspektywy krajowej, to mając na uwadze dotychczasowe, ostrożne podejście regulatora do takich rozwiązań jak sprzedaż produktów leczniczych za pośrednictwem automatów czy udział pośredników w procesie ich dostarczania, wydaje mi się, iż w Polsce jest to raczej dalsza niż bliższa przyszłość.

Osobiście mam jednak nadzieję, iż wykorzystanie sztucznej inteligencji i automatyzacji będziemy postrzegać przede wszystkim jako szansę na zwiększenie dostępności usług farmaceutycznych i produktów leczniczych, a nie wyłącznie przez pryzmat potencjalnych zagrożeń. W mojej ocenie właśnie takie podejście pozwoli w pełni wykorzystać możliwości, jakie daje rozwój technologii.

Podsumowując, w tym obszarze dostrzegam zdecydowanie więcej szans i możliwości niż zagrożeń. Doświadczenia innych państw członkowskich pokazują, iż przy odpowiednio zaprojektowanych zabezpieczeniach możliwe jest stopniowe wdrażanie takich rozwiązań z poszanowaniem bezpieczeństwa pacjentów i wymagań regulacyjnych. o ile natomiast wyzwaniem pozostaje poziom edukacji czy świadomości zdrowotnej społeczeństwa, to powinniśmy traktować to jako obszar wymagający dalszej pracy i rozwoju, a nie jako argument przemawiający przeciwko samym innowacjom. W przeciwnym razie możemy niepotrzebnie ograniczać rozwiązania, które w przyszłości mogłyby realnie poprawić dostępność usług farmaceutycznych.

Podczas konferencji medycznych jako prelegentka poruszała Pani tematy tak wrażliwe jak terapia daremna czy odpowiedzialność za wadliwy sprzęt medyczny. Czy w tych obszarach prawo nadąża za dylematami współczesnej medycyny?

To dwa bardzo różne zagadnienia i trudno oceniać je przez pryzmat tej samej miary. Odpowiedź na to pytanie byłaby więc w każdym z tych obszarów nieco inna. o ile chodzi o odpowiedzialność za wadliwy sprzęt medyczny, mam poczucie, iż ustawodawca w znacznie większym stopniu zmierzył się z tym zagadnieniem. Oczywiście przez cały czas pojawiają się nowe wyzwania związane z rozwojem technologii czy coraz bardziej zaawansowanymi wyrobami medycznymi, jednak istnieją stosunkowo rozbudowane ramy prawne pozwalające oceniać odpowiedzialność poszczególnych uczestników rynku.

Znacznie trudniejszym tematem jest natomiast terapia daremna. Tutaj prawo styka się nie tylko z medycyną, ale również z etyką, filozofią, światopoglądem i bardzo indywidualnymi decyzjami dotyczącymi pacjenta oraz jego bliskich. W takich obszarach choćby najlepiej skonstruowane przepisy nie są w stanie odpowiedzieć na wszystkie pytania, które pojawiają się w praktyce. Dlatego mam wrażenie, iż w przypadku terapii daremnej rola prawa polega przede wszystkim na tworzeniu pewnych ram postępowania, natomiast wiele najtrudniejszych decyzji i tak pozostaje po stronie personelu medycznego, pacjentów oraz ich rodzin. To właśnie dlatego dyskusja wokół tego zagadnienia od lat pozostaje tak złożona i budzi tak wiele emocji.

W sektorze life sciences compliance wydaje się być szczególnie rozbudowany. Jak zmienia się dziś kultura compliance w firmach farmaceutycznych – czy wciąż jest postrzegana jako obowiązek regulacyjny, czy coraz częściej jako element budowania przewagi konkurencyjnej?

W mojej ocenie żadna z tych odpowiedzi nie jest do końca adekwatna. Compliance w sektorze life sciences postrzegam raczej jako pewnego rodzaju ramy funkcjonowania organizacji niż obowiązek regulacyjny czy źródło przewagi konkurencyjnej. o ile traktujemy zgodność regulacyjną wyłącznie jako obowiązek, to cały czas „mierzymy się” z nią jak z czymś narzuconym z zewnątrz. Z kolei patrzenie na nią przede wszystkim przez pryzmat przewagi konkurencyjnej również budzi moje wątpliwości. Compliance powinno być standardem – czymś naturalnym i nienegocjowalnym. Mam wrażenie, iż firmy działające w sektorze ochrony zdrowia coraz częściej właśnie w taki sposób podchodzą do tego zagadnienia. Nie traktują zgodności jako elementu wyróżniającego je na tle konkurencji, ale jako podstawowy warunek odpowiedzialnego funkcjonowania na rynku.

Co więcej, w wielu przypadkach zgodność regulacyjna nie służy wyłącznie spełnieniu wymagań prawnych. Bardzo często jest również gwarancją bezpieczeństwa pacjentów i użytkowników końcowych produktów. Dlatego niezależnie od tego, jaką drogę wybiera konkretna organizacja, ostatecznie wszystkie dążą do tego samego celu – zapewnienia zgodności z regulacjami i wysokich standardów działania.

Pelion od lat publikuje raporty zintegrowane i podkreśla znaczenie odpowiedzialnego biznesu w ochronie zdrowia. Czy w branży farmaceutycznej ESG to realna zmiana sposobu prowadzenia biznesu, czy raczej nowy język opisywania działań, które firmy i tak prowadziły od lat?

Pelion jest polską firmą z długą historią obecności na rynku i ogromnym wkładem w budowanie polskiego kapitału. Kiedy zaczynałam tutaj pracę, nie zdawałam sobie sprawy, jak wiele osób jest związanych z tą organizacją od wielu lat i jak dobrze ją zna. To firma zbudowana na bardzo solidnych fundamentach, tworzonych przez ludzi, którzy przez lata kształtowali jej kulturę i wartości. Dlatego nie dziwi mnie duży nacisk na transparentność czy publikowanie raportów zintegrowanych. Mam wręcz wrażenie, iż jest to naturalna konsekwencja standardów, które były budowane w organizacji od wielu lat. Odpowiadając jednak na pytanie, nie postrzegam ESG wyłącznie jako nowego języka opisywania działań prowadzonych wcześniej.

Z drugiej strony nie mam też poczucia, iż wszystkie wartości związane z ESG pojawiły się dopiero wraz z samym pojęciem. Wiele firm, szczególnie działających w sektorze ochrony zdrowia, od lat realizowało działania związane z odpowiedzialnością społeczną, ładem organizacyjnym czy dbałością o otoczenie. Mam natomiast wrażenie, iż ESG pozwoliło te obszary uporządkować, usystematyzować i uczynić bardziej transparentnymi. Dzięki temu łatwiej jest nie tylko mówić o odpowiedzialnym prowadzeniu biznesu, ale również mierzyć efekty podejmowanych działań i porównywać je w szerszej perspektywie. W tym sensie ESG jest dla mnie zarówno kontynuacją wielu wcześniejszych praktyk, jak i realną zmianą sposobu ich raportowania oraz zarządzania nimi.

Ochrona zdrowia to sektor, w którym kobiety stanowią dużą część kadry, ale nie zawsze równie licznie są reprezentowane w najwyższych strukturach zarządzania. Czy Pani zdaniem sytuacja ta się zmienia – i jakie bariery przez cały czas stoją przed kobietami w branży life sciences i w świecie prawa?

Czytałam książki poświęcone Ruth Bader Ginsburg, Lady Hale (Brendzie Marjorie Hale), określanej niekiedy mianem „Spider Woman”, prof. Ewie Łętowskiej oraz Marii Skłodowskiej-Curie i bez wątpienia świat oraz standardy, w których funkcjonujemy dzisiaj, są zupełnie inne niż te, z którymi musiały się mierzyć. Mimo to osiągnęły swoje cele zawodowe przede wszystkim dzięki ogromnej determinacji i ciężkiej pracy. Czy aktualnie przed kobietami w branży life sciences przez cały czas stoją jakieś bariery? Szczerze mówiąc, ja takich porównywalnych barier nie odczuwam. Domyślam się jednak, iż odpowiedź na to pytanie może być w dużej mierze uzależniona od indywidualnych doświadczeń.

Z perspektywy prawa nie dostrzegam dziś rozwiązań, które w sposób porównywalny do czasów, w których rozpoczynały swoją karierę wspomniane przeze mnie kobiety, różnicowałyby sytuację kobiet i mężczyzn. Jednocześnie, tak jak wspomniałam na początku, bardzo wiele zależy od organizacji, w której pracujemy, i od jej kultury. Mogę natomiast powiedzieć, iż w organizacji, w której pracuję, nie obserwuję takich ograniczeń. Kobiety zajmują wiele wysokich i odpowiedzialnych stanowisk, również w obszarze life sciences. Dlatego moje własne doświadczenia zawodowe są pod tym względem bardzo pozytywne.

Pani kariera przebiega na styku prawa, medycyny i nowych technologii – od badań klinicznych po sztuczną inteligencję. Czy to Pani wybór, czy trochę znak czasów i prawnicy muszą dziś myśleć bardziej interdyscyplinarnie?

Na szczęście prawo medyczne, prawo farmaceutyczne i szeroko rozumiany obszar life sciences naprawdę mnie interesują. Nie muszę więc podejmować decyzji, iż teraz będę zdobywać wiedzę z jednej dziedziny, a później z kolejnej, ponieważ może kiedyś okaże się przydatna. Dotychczas miałam po prostu szczęście zajmować się obszarami, które mnie autentycznie ciekawiły. W pewnym sensie moja ścieżka zawodowa była efektem podążania za tą ciekawością. Czasami impulsem były własne zainteresowania, a czasami wyzwania pojawiające się w pracy. Zarówno jedno, jak i drugie prowadziło później do pogłębionych analiz bardzo różnych zagadnień z obszaru life sciences.

Jednocześnie mam wrażenie, iż rzeczywiście żyjemy w czasach, w których coraz trudniej patrzeć na poszczególne dziedziny w całkowitym oderwaniu od siebie. Ochrona zdrowia od dawna nie jest już wyłącznie medycyną, podobnie jak prawo nie jest wyłącznie prawem. Coraz częściej spotykają się tutaj regulacje, nauka, technologia, dane i biznes. Dlatego interdyscyplinarność wydaje mi się dziś nie tyle wyborem, ile naturalną konsekwencją rozwoju tych obszarów.

Publikuje Pani artykuły naukowe, uczestniczy w pracach eksperckich i konferencjach międzynarodowych. Czy ma Pani poczucie, iż prawnicy mogą realnie wpływać na kształt systemu ochrony zdrowia – czy raczej reagują na zmiany, które zachodzą gdzie indziej?

Mam poczucie, iż prawnicy mogą realnie wpływać na kształt systemu ochrony zdrowia, choć oczywiście nie są jedyną grupą uczestniczącą w tym procesie. Tak jak wspomniałam wcześniej, rolą praktyków prawa powinno być identyfikowanie obszarów wymagających zmian, wskazywanie niespójności czy problemów pojawiających się w praktyce, a najlepiej również proponowanie konkretnych rozwiązań. Kto bowiem, jeżeli nie osoby na co dzień pracujące z przepisami, ma najlepiej dostrzegać miejsca, w których regulacje nie odpowiadają już potrzebom rynku, pacjentów czy systemu ochrony zdrowia? Oczywiście ostateczny kształt prawa zależy od wielu uczestników tego procesu, ale mam wrażenie, iż głos praktyków jest w nim bardzo ważny. Dlatego nie postrzegam roli prawników wyłącznie jako reagowania na zmiany zachodzące gdzie indziej. W mojej ocenie mogą oni również aktywnie uczestniczyć w ich inicjowaniu i kształtowaniu, szczególnie wtedy, gdy potrafią połączyć wiedzę prawną z rozumieniem realiów funkcjonowania ochrony zdrowia.

Od wielu lat angażuje się Pani w działalność wolontariacką w hospicjum. Czy takie doświadczenia wpływają na sposób patrzenia na prawo medyczne i decyzje podejmowane w codziennej pracy?

Niestety moja aktywność w tym obszarze nie jest dziś już tak duża jak kiedyś, jednak doświadczenie pracy wolontariackiej w hospicjum bardzo mnie ukształtowało. Pracują tam naprawdę niezwykłe osoby, które swoją codzienną, często bardzo wymagającą pracą realnie wpływają na dobrostan ludzi znajdujących się w niezwykle trudnej sytuacji życiowej i zdrowotnej. Nierzadko są to osoby, które nie są już w stanie samodzielnie zadbać o siebie i potrzebują wsparcia innych. Możliwość bycia częścią takiego środowiska daje bardzo dobry punkt odniesienia do patrzenia na własne życie, ale również na wykonywaną pracę. Przypomina, iż za regulacjami, procedurami czy prawnymi konstrukcjami zawsze stoją konkretni ludzie i ich historie. Dlatego bez wątpienia doświadczenie hospicyjne wpłynęło również na sposób, w jaki patrzę na prawo medyczne. Pozwala lepiej dostrzegać perspektywę pacjenta, jego bliskich oraz osób sprawujących nad nim opiekę. To cenna lekcja pokory, która pozostaje ze mną do dziś.

W Pani wpisach w mediach społecznościowych obok tematów regulacyjnych czy technologicznych pojawiają się także odniesienia do sztuki – nam spodobało się zdjęcie wykonane podczas wizyty w Muzeum Van Gogha w Amsterdamie przy okazji konferencji czy informacje o inicjatywach takich jak sponsoring muzeów przez firmy farmaceutyczne. Czy sztuka jest dla Pani istotną przestrzenią poza prawem i biznesem? A może – paradoksalnie – pomaga także zachować szerszą perspektywę w pracy w tak wymagającej i silnie regulowanej branży jak ochrona zdrowia?

Tak jak wspominałam wcześniej, prawo farmaceutyczne, prawo medyczne i szeroko rozumiany obszar life sciences naprawdę mnie interesują. Nie muszę więc specjalnie szukać inspiracji czy zmuszać się do śledzenia nowych zjawisk – po prostu zwracam na nie uwagę. Bardzo często przeglądam prasę, publikacje branżowe czy media społecznościowe w poszukiwaniu nowych trendów, sposobów komunikacji i standardów rynkowych. Dotyczy to również obszarów, które na pierwszy rzut oka nie są bezpośrednio związane z prawem. Reklama, kultura, sztuka czy działalność społeczna firm często pokazują szerszy kontekst funkcjonowania rynku i kierunki zmian zachodzących w otoczeniu. Dlatego nie postrzegam sztuki wyłącznie jako przestrzeni oderwanej od pracy zawodowej. Wręcz przeciwnie – mam wrażenie, iż obserwowanie różnych dziedzin życia pozwala lepiej rozumieć ludzi, ich potrzeby i sposób komunikacji. A to jest cenne niezależnie od tego, czy zajmujemy się prawem, biznesem czy ochroną zdrowia.

Na koniec tradycyjne pytanie o radę dla młodych adeptów prawa. Jakie kompetencje powinni dziś rozwijać młodzi prawnicy i młode prawniczki, jeżeli chcą pracować na styku prawa, technologii i ochrony zdrowia?

Przede wszystkim doradziłabym, aby znaleźć obszar, który naprawdę nas interesuje. W moim przekonaniu autentyczna ciekawość jest dużo lepszą motywacją do rozwoju niż przekonanie, iż jakaś dziedzina będzie po prostu potrzebna lub modna. Równie ważne jest, aby wierzyć w siebie i nie bać się zabierać głosu. Mam poczucie, iż każdy, niezależnie od wieku czy doświadczenia zawodowego, może wnieść do dyskusji coś wartościowego. Niejednokrotnie świeże spojrzenie pozwala dostrzec problemy lub rozwiązania, których nie zauważają osoby od lat funkcjonujące w danym środowisku. Sama uważam, iż choćby pojedynczy głos może mieć znaczenie i wpływać na sposób myślenia o regulacjach, także na poziomie europejskim. Dodałabym jeszcze jedną rzecz. Powinniśmy szanować odmienne interpretacje i różne punkty widzenia. Prawo bardzo rzadko jest czarno-białe, a właśnie konfrontowanie różnych argumentów i perspektyw pozwala wypracowywać lepsze rozwiązania. W mojej ocenie to właśnie różnorodność doświadczeń i poglądów ostatecznie buduje dobre prawo.

***

Jolanta Pietrkiewicz-Knecht – radczyni prawna związana z Grupą Pelion, w której wspiera realizację kluczowych projektów z obszaru compliance, prawa farmaceutycznego, prawa medycznego oraz zarządzania projektami międzynarodowymi. Od ponad 15 lat doradza podmiotom działającym w sektorze ochrony zdrowia i life sciences.

Doświadczenie zawodowe zdobywała zarówno w kancelariach prawnych, jak i po stronie administracji publicznej, m.in. w Urzędzie Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych oraz Biurze Rzecznika Praw Pacjenta. Specjalizuje się w zagadnieniach regulacyjnych dotyczących rynku farmaceutycznego, wyrobów medycznych, ochrony danych medycznych oraz nowych technologii w ochronie zdrowia.

Jest ekspertką współpracującą z Komisją Europejską oraz uczestniczką prac eksperckich dotyczących sztucznej inteligencji i cyfryzacji sektora zdrowia. Regularnie publikuje artykuły, bierze udział w konferencjach branżowych i międzynarodowych projektach poświęconych przyszłości rynku healthcare.

Jej zainteresowania zawodowe koncentrują się na styku prawa, medycyny, farmacji, nowych technologii i innowacji, a prywatnie angażuje się również w działalność społeczną oraz inicjatywy związane z edukacją i ochroną zdrowia.

Idź do oryginalnego materiału