Przy tej kwalifikacji nie mogło być wyższej kary dla sprawcy wypadku

9 godzin temu

Panie profesorze, jak to jest, iż za tragiczny wypadek ze skutkiem śmiertelnym jeden sprawca dostaje 20 lat pozbawienia wolności, a drugi za wypadek i tragiczną śmierć całej rodziny – trójki osób – usłyszał kilka dni temu wyrok 8 lat więzienia?

Oba te wypadki drogowe zdarzyły się w różnym czasie. Poza tym sprawca, który został ukarany karą 20 lat pozbawienia wolności, miał więcej zarzutów. Nie tylko spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym, ale także jazdę pod wpływem alkoholu, wbrew orzeczonemu zakazowi prowadzenia pojazdów oraz ucieczkę z miejsca zdarzenia.

Przepis Kodeksu karnego, który mówi o spowodowaniu wypadku drogowego, dotyczył sytuacji, kiedy samochodami jeździło się nie 300 km/h, tylko były to normalne wypadki przy prędkości 70, 80, no co najwyżej 100 km/h. Dochodziło do ewentualnego zderzenia czy najechania na pojazd z tyłu. Sytuacja od tego czasu się zmieniła. Z tego, co wiem, Ministerstwo Sprawiedliwości przygotowało projekt zmian w tym zakresie, choćby rozważało możliwość wprowadzenia tak zwanego zabójstwa drogowego.

A w przypadku Sebastiana M. czy zarzut zabójstwa drogowego miałby szansę na adekwatną karę?

Jeśli prokuratura byłaby gotowa, myślę, iż miałoby to sens. W grę wchodziłaby kwalifikacja nie za zabójstwo z zamiarem bezpośrednim, ale z zamiarem ewentualnym. Chodzi o sytuację, kiedy sprawca przewiduje możliwość popełnienia czynu zabronionego i na to się godzi. Bo o ile ktoś jedzie z prędkością 300 km/h czy choćby ponad i uderza w samochód jadący przed nim, kiedy wiemy, iż na autostradzie prędkość maksymalna wynosi 140 km/h, to musi brać pod uwagę tego typu sytuacje, iż przy tej prędkości może wjechać w kogoś. Wiadomo, iż taka prędkość prowadzi do bardzo ciężkiego kalectwa, o ile nie do śmierci. Gdyby wprowadzono taki przepis, to on w tym wypadku miałby duże szanse powodzenia. Mogłoby dojść do skazania na podstawie tego przepisu i kara byłaby surowsza.

Sebastian M. nie mógł dostać wyższej kary?

Przy tej kwalifikacji nie mógł. Cały czas mówimy o pierwszej instancji.

Czy kodeks karny ma być jak najsurowszy czy przystający do rzeczywistości?

Nie chodzi o to, żeby kodeks karny był jak najsurowszy. o ile surowość kary przekracza rozsądne granice, to pojawia się zupełnie inny odruch w społeczeństwie. Musi być pewna równowaga. Przypadek przypadkowi nie jest równy, a zatem można sobie wyobrazić, iż w krajach totalitarnych wszystko może być zagrożone choćby karą śmierci, a wcale to nie znaczy, iż tam się nie popełnia przestępstw. Mimo bardzo surowych zagrożeń i tak przestępstwa są popełniane czy to w Rosji, czy w Korei Północnej, czy w Iranie, czy jeszcze w wielu innych krajach. Także to wcale nie jest tak, iż im surowsza kara, tym mniej wyroków skazujących z danego przepisu.

I co to znaczy dla naszego prawa?

Podam jeden przykład. Zbigniew Ziobro, były minister sprawiedliwości, wprowadził tzw. zbrodnię VAT-owską zagrożoną karą do 25 lat pozbawienia wolności. Przestępstwa tego typu są dalej popełniane. Nie jest tak, iż sprawcy się wystraszyli i przestali je popełniać.

Panie profesorze, jest sposób na to, żeby wyważyć te kary?

To jest kwestia całej struktury kodeksu karnego. Nie chodzi o jeden przepis, tylko o całokształt kodeksu karnego. Poszczególne rozdziały następują w kolejności. Na początku kodeksu karnego są takie przestępstwa, które uważane są za najgroźniejsze: przestępstwa m.in. wojenne, przestępstwa przeciwko państwu itd. Nie da się wymierzyć tego matematycznie. Zawsze jest to kwestia pewnego wyczucia. o ile zwiększa się liczba przestępstw z danej kategorii, to podwyższa się wtedy kary. Ale maksymalne podwyższanie kar to na pewno nie jest rozwiązanie.

Prawo nie może działać wstecz. I to jest generalna zasada.

Oczywiście obowiązuje zasada niedziałania prawa wstecz. Ta zasada ma zakotwiczenie konstytucyjne, ale są sytuacje, w których konieczne jest doprowadzenie do wstecznego działania ustawy. Tego typu sytuacje muszą być wprost przewidziane w kodeksie karnym, np. prawo działa wstecz w przypadku zbrodni hitlerowskich. Artykuł 4 Kodeksu karnego działa w pewnych sytuacjach na korzyść sprawcy, bo o ile sprawca został skazany w pewnym czasie i popełnił przestępstwo, ale nie został osądzony i skazany, to o ile w międzyczasie ustawa zmieniła się na łagodniejszą, to stosuje się tę ustawę łagodniejszą, mimo iż przestępstwo popełnił w czasie, kiedy obowiązywała ustawa surowsza. Nie może być odwrotnie, czyli nie może być tak, iż o ile sprawca popełnił przestępstwo i w tym czasie obowiązuje zagrożenie łagodniejsze, a za jakiś czas karę czy zagrożenie podwyższono, to nie może być tak, iż do niego stosuje się tę ustawę po zmianie. Musi być stosowana ustawa łagodniejsza.

Czy przestępstwa, do których ostatnio dochodziło w szkołach, powinny mieć swoje odzwierciedlenie w kodeksie karnym?

Byłbym ostrożny. Mamy głównie do czynienia z nieletnimi. A o ile chodzi o nieletnich, którzy nie ukończyli 17 lat, to podpadają pod ustawę o postępowaniu w sprawach nieletnich. Jest możliwość, iż choćby iż choćby 14-latek i nieco starsi mogą odpowiadać karnie, ale o tym decyduje sąd. W przypadku młodych ludzi chodzi głównie o wychowanie. I na tym powinniśmy się skupić.

Idź do oryginalnego materiału