„Ustawa cyfrowa” kolejny raz zawetowana przez Prezydenta. Co to oznacza dla internautów?

17 godzin temu

Prezydent Karol Nawrocki po raz kolejny zawetował ustawę wdrażającą unijny „Akt o usługach cyfrowych” (DSA), wywołując ostrą polityczną debatę. Jego zdaniem nowe przepisy, choć w założeniu miały chronić użytkowników internetu, w praktyce prowadzą do administracyjnej cenzury.

Spór dotyczy fundamentalnych kwestii: wolności słowa, roli państwa w regulowaniu internetu oraz sposobu walki z nielegalnymi treściami. Rząd zapowiada kolejne podejście do ustawy, a Pałac Prezydencki nie ukrywa, iż obecna wersja była nie do zaakceptowania. Oto, co dokładnie stoi za wetem.

Co wprowadzałaby ustawa?

Przepisy przewidywały, iż urzędnicy Urzędu Komunikacji Elektronicznej oraz Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji mogliby wydawać decyzje nakazujące blokowanie treści związanych z 27 kategoriami czynów zabronionych, w większości określonych w Kodeksie karnym. Chodziło m.in. o materiały zawierające groźby karalne, nawoływanie do samobójstwa, pochwałę zachowań o charakterze pedofilskim, propagowanie ideologii totalitarnych, a także wezwania do nienawiści lub znieważanie ze względu na narodowość, rasę czy wyznanie. Ustawa obejmowała ponadto materiały naruszające prawa autorskie oraz dotyczące nielegalnego handlu towarami lub świadczenia usług niezgodnie z prawem.

Dotychczas takie decyzje leżały w gestii sądów i prokuratorów, a projekt ustawy przesuwał ciężar decyzji na organy administracyjne (UKE i KRRiT), co stało się jednym z głównych punktów sporu.

Po wejściu w życie przepisów, za blokowanie treści byłoby odpowiedzialne m.in. KRRIT. Źródło: Interia

Dlaczego Prezydent powiedział „nie”?

Karol Nawrocki uzasadniał decyzję w nagraniu opublikowanym w piątek. Podkreślił, iż choć Akt o usługach cyfrowych ma chronić obywateli, zwłaszcza dzieci, to polska wersja ustawy została obciążona dodatkowymi przepisami. Według prezydenta te doklejone regulacje są szkodliwe i „nie do obrony”.

Najwięcej jego zastrzeżeń budziła ścieżka odwoławcza. Zamiast realnej kontroli sądowej ustawa wprowadzałaby procedurę administracyjną, w której obywatel musi w ciągu 14 dni sprzeciwić się decyzji urzędnika. Zdaniem Nawrockiego oznacza to przerzucenie ciężaru walki o wolność słowa na zwykłego użytkownika.

Prezydent argumentuje, iż nowe prawo tworzyłoby system, w którym obywatel musi mierzyć się z aparatem urzędniczym, by bronić prawa do wyrażania opinii. W jego ocenie to sprzeczne z konstytucyjną wolnością słowa. Dlatego – jak zaznaczył – nie mógł podpisać ustawy.

Rząd szykuje kolejny kontratak

W obozie rządzącym decyzja prezydenta nie była zaskoczeniem. Już wcześniej zakładano, iż ustawa nie uzyska podpisu. Minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski przekonuje jednak, iż regulacja miała wzmocnić prawa użytkowników wobec platform internetowych.

Nieoficjalnie mówi się, iż rząd przygotuje poprawioną wersję przepisów, uwzględniającą część uwag Pałacu. W grę wchodzi m.in. wzmocnienie w tych procesach roli sądów względem organów administracyjnych. Problemem pozostaje jednak zasadnicza różnica w podejściu. Dla prezydenta kluczowa jest maksymalna ochrona wolności słowa, dla rządu – skuteczne egzekwowanie unijnych regulacji. Dopóki te wizje się nie zbliżą, implementacja DSA w Polsce pozostanie politycznym polem minowym.

Dla internautów, weto w praktyce oznacza, iż krótkoterminowo nic się nie zmienia. Obowiązują dotychczasowe zasady.

Źródło: MSN, WP, PortalSamorządowy
Źródło zdjęcia: Kancelaria Prezydenta RP

prawoUnia Europejska
Idź do oryginalnego materiału